Modelarstwo redukcyjne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Modele Relacje z budowy Spitfire MkIIA, 1/48

Spitfire MkIIA, 1/48

Email
Spis treści
Spitfire MkIIA, 1/48
aktualizacja cz.2
aktualizacja cz.3
aktualizacja cz.4
aktualizacja cz.5
aktualizacja cz.6
aktualizacja cz.7
aktualizacja cz.8
Wszystkie strony


Buduję modele amerykańskich myśliwców z okresu II w. św. Spitfire nie mieści się w tych ramach. Jednak któregoś dnia nie wytrzymałem i pragnienie zrobienia repliki tego samolotu okazało się zbyt silne, by mu się przeciwstawić. Jak bardzo związany jest produkt Supermarine z historią Polski - nie trzeba wyjaśniać. To ikona nie tylko RAF, ale i Polskich Sił Powietrznych. Takiego właśnie Spita postanowiłem zbudować. Koniecznie musiał to być wczesny wariant z ośmioma Browningami i z czarnym skrzydłem (o związanych z tym kontrowersjach będzie jeszcze mowa). Wybrałem egzemplarz MkIIA n/s P8038, oznaczony RFoW, z Dywizjonu 303.

Mój Spitfire został wyprodukowany w zakładach Castle Bromwich, wyposażony w silnik Rolls Royce Merlin XII i przekazany do 38 Maintenace Unit 23.02.1941, by trafić do polskiej jednostki 13.03.1941. Tu z historią samolotu wiąże się osoba słynnego pilota, Wojciecha Kołaczkowskiego. Dla mnie jednak najważniejsze było, że w kwietniu i maju 1941 lecąc tym samolotem W/Cdr Witold Urbanowicz prowadził 1 Polskie Skrzydło Myśliwskie w dwóch misjach nad Francję.
Po służbie w trzysta trzecim bohater relacji znalazł się w australijskim 452 Dywizjonie. Nastąpiło to 18.05.1941. Pilotując tego Spitfire’a słynny irlandzki as Brendan Paddy Finucane uzyskał trzy pewne strącenia i kilka zespołowych. Kolejnym przystankiem w służbie samolotu był 313 Dywizjon (od 16.08.1941). Tydzień później zakończył służbę bojową jako MkIIA - został przebudowany na wersję MkVB, co wiązało się m.in. z zabudową silnika RR Merlin 45 i jako taki, 16.05.1942 trafił do Dywizjonu 332.
Po pobycie w USA (od sierpnia 1942) 26.07.1943 przejął go Dywizjon 611, a już po wojnie, 27.09.1945 - Portsmouth Aviation Ltd. Ostatecznie Spitfire P 8038 spisany został ze stanu RAF 29.09.1945.

Oparty na zestawie Tamiya model, jako daleko wykraczający poza zasadniczy zakres moich modelarskich zainteresowań, chciałem potraktować ulgowo, licząc na szybkie ukończenie prac. Jak zwykle, nie bardzo mi się to udało. Szczegółową relację z dotychczasowych zmagań można znaleźć tu:

RELACJA

Poniżej fotoreportaż dokumentujący wykonane prace:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Poniewczasie próbuję wybrnąć z kłopotów, w które wpędziłem się swoją niedbałością. Bardzo lekkie podejście do tematu na początku budowy zamieniało się w coraz większe zaangażowanie. Efekty poszukiwania materiałów źródłowych odkrywały przede mną coraz to nowe tajemnice konstrukcji Spitfire’a i teraz skutki tych poszukiwań staram się jakoś dokleić do modelu.

Jednak największą zadrę w mym sercu stanowił błąd popełniony dość wcześnie i dawno już wykryty. Niefrasobliwie wpasowałem w nos kadłuba zbiornik oleju typowy dla MkIX. Wersje MkI – MkV miały bardzo charakterystyczne rozwiązanie konstrukcyjne tego elementu - dolna część zbiornika stanowiła jednocześnie poszycie samolotu. Długo trwało, nim ostatecznie zdecydowałem się na wycięcie fragmentu nosa i oderwanie zbiornika. Zdawałem sobie sprawę, że ryzykuję zniszczenia w przedziale silnikowym, których naprawa może wiązać się z cofnięciem procesu budowy niemal do początku. Wiedziałem jednak, że za każdym razem, kiedy zajrzę do środka otwartego przedziału, zafunduję sobie kilka męskich słów!

Zatem wykonałem pierwsze pociągnięcie piłką i nie było już odwrotu.

Kratownica konstrukcji kadłuba w strefie przedziału silnikowego okazała się być całkiem wytrzymała. Mimo, że nos wyginał się na wszystkie strony, cięcie przebiegło bez większych problemów. Gdy jedne linia łączenia blach została przecięta do końca, wspomogłem się taśmą, by zapobiec nadmiernemu wyginaniu się wypraski podczas piłowania drugiej.

Do cięcia użyłem odpowiednio ułamanej piłki z żyletki. Taki szpic potrzebny jest, gdy cięcie ma zakończyć się precyzyjnie, w określonym punkcie. W ogóle znaczna część cięcia odbywa się pierwszym zębem piłki i przypomina bardziej rycie linii podziałowych, niż piłowanie. Jeśłi nie przyśpiesza się procesu, to można precyzyjnie kontrolować działania i uniknąć zniszczeń. Ułamana, zwykła żyletka potrzebna mi była jako narzędzie pomocnicze, służące do wtykania w naciętą szczelinę, aby sprawdzić, czy przepiłowałem się przez ściankę wypraski na wylot... co wcale nie jest takie oczywiste, jak by się mogło wydawać.

Wyłamywanie niepotrzebnego zbiornika oleju było straszne! Nie pamiętałem do czego go wcześniej przykleiłem i zdecydowałem się na całą operację tylko dlatego, że testy wykazały, iż nie jest związany z łożem i silnikiem. Mimo tego, każdy trzask łamanego tworzywa przenikał mi do kręgosłupa i porażał jak prądem! Stopień ugięcia poszczególnych elementów konstrukcji przeszedł moje wyobrażenia. Ostatecznie odpadła tylko jedna, bardzo łatwa do naprawienia poprzeczka.

Dzięki uprzejmości Edgara Brookesa, znanego spitfireologa, zaopatrzony byłem w bardzo dobrą dokumentację. Jednak nowy zbiornik wykonałem w znacznej mierze na oko, nie przykładając szczególnej wagi do zupełnie niewidocznych detali. W szczelinie między poszyciem i silnikiem w ogóle nie będzie prawie nic widać. Z tym, że akurat to, iż zamontowałem niepoprawny zbiornik... było widać jak na dłoni.

Z podziękowaniem dla Edgara Brookesa

Profile przedniej i tylnej ścianki odrysowałem na kartce papieru. Zrobiłem to bardzo zgrubnie i w podobny sposób przyciąłem szablony nożyczkami. Precyzyjne pasowanie dolnej części i tak zostało uzyskane przez piłowanie i szlifowanie połączone z ciągłym przykładaniem i dopasowywaniem. Górny profil ukształtowałem, wykorzystując jako szablon górną ścianę zbiornika.

Szpachlowanie, polerowanie i dodanie kilku szczegółów, których nikt nigdy nie dojrzy. Rozprawienie się z tym zbiornikiem sprawiło mi nieprawdopodobną frajdę.

Złota folia to pokłosie równolegle prowadzonych prac w okolicy innego zbiornika, tym razem paliwa, ale o tym niebawem…

 

Radosław Jurczyk (zdjęcia: Radosław Jurczyk)

Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.