Modelarstwo redukcyjne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Modele Relacje z budowy Spitfire MkIIA, 1/48 - aktualizacja cz.8

Spitfire MkIIA, 1/48 - aktualizacja cz.8

Email
Spis treści
Spitfire MkIIA, 1/48
aktualizacja cz.2
aktualizacja cz.3
aktualizacja cz.4
aktualizacja cz.5
aktualizacja cz.6
aktualizacja cz.7
aktualizacja cz.8
Wszystkie strony

Kolejny etap malowania stanowić będzie naniesienie oznaczeń. Wszystkie znaki i kody, dla których możliwe będzie wykonanie masek, zostaną namalowane. Pozostałe, czyli napisy eksploatacyjne i oznaki dywizjonu, zrobię z samodzielnie przygotowanych kalkomanii. O ile kokardy RAF i litery kodowe nie będą stanowić wielkiego wyzwania, ponieważ określenie ich szczegółowej lokalizacji, wielkości i kształtu jest dość proste, o tyle rozmieszczenie, treść i forma napisów pomocniczych wymagać będą już bardziej zaawansowanych studiów. Zanim jednak przejdę do opisu modelarskich czynności wypada napisać jeszcze parę słów o samym schemacie malowania.

W okresie służby samolotu w 303 Dywizjonie obowiązywał w RAF kamuflaż Temperate Land ze spodem Sky z wyjątkiem lewego skrzydła malowanego na czarno. W kolorze Sky były też kołpak śmigła i pas szybkiej identyfikacji przed ogonem. Wiadomo, że Spitfire’y opuszczały wytwórnię z całym spodem Sky i bez pasa przed ogonem. Elementy te uzupełniano w ramach przygotowania samolotów do służby w Maintenance Unit (MU) lub dopiero w dywizjonach. Wydaje się, że tak właśnie mogło być w przypadku P8038. Na znanych zdjęciach Wojciecha Kołaczkowskiego pozującego przy tym Spitfire lewe skrzydło jest bez wątpienia w kolorze Sky. Zdjęcie samolotu RF-W ukazujące jego lewą stronę i zwyczajowo opisywane w sposób potwierdzający użycie czerni na spodzie jest zbyt słabej jakości, by uznać je za jednoznaczny dowód. Pozostaje jedynie spekulacja, jakie jest prawdopodobieństwo wielotygodniowej służby samolotu w jednostce pierwszej linii z nieregulaminowym malowaniem. Nie potrafię tego ocenić. Na potrzeby swojej budowy założyłem, że skrzydło przemalowano. Założenie to pociągnęło za sobą kolejne dylematy. Pierwszy to kolor wnęk podwozia i samych goleni. Nie wchodząc w konflikt ze znanymi zdjęciami przyjąłem, że elementy te były w kolorze Sky. Uznałem też, że malując skrzydło na czarno ograniczono się do zamknięcia podwozia, zamaskowania widocznej części srebrnej felgi i opony oraz natryśnięcia czarnej farby. Żółta obwódka podskrzydłowej kokardy powinna mieć szerokość taką jak jej pozostałe pierścienie, ale dopuszczano tu odstępstwa. Potwierdza to też dokumentacja fotograficzna. Stosując konsekwentnie zasadę upraszczania procesu malowania pomyślałem, że raczej unikano problemów związanych ze szczeliną między skrzydłem, a lotką i ograniczono rozmiar żółtego kręgu, tak by w całości zmieścił się na stałej części konstrukcji. Studiując zdjęcia Spitfire’ów MkII z 303 Dywizjonu wypatrzyłem kilka niezupełnie zgodnych z regulaminem sposobów malowania oznaczeń. Zdarzało się, że skrzydło było czarne jedynie do miejsca jego łączenia z centropłatem, zamiast do osi podłużnej samolotu. Pas Sky przed usterzeniem czasami miewał prostokątne wcięcie – efekt zamaskowania numeru seryjnego przed malowaniem, tak by nie trzeba było potem go odtwarzać. Nie sposób też na pewno powiedzieć, czy zamalowano kolorami kamuflażu podstawę masztu anteny mieczowej. Nierzadko pozostawiano ją w naturalnym kolorze izolatora, z którego ją wykonano i tę wersję przyjąłem.

Takie właśnie ciekawostki postanowiłem przedstawić w swoim modelu. Oczywiście nie wiem, czy na pewno występowały one w 8038, ale uznałem, że będą one interesującą reprezentacją zwyczajów panujących w Dywizjonie 303 w pierwszej połowie 1941.

Do namalowania oznaczeń Królewskich Sił Powietrznych postanowiłem wykorzystać gotowe maski Montexu do polskich Spitfire'ów MkV. Sprawdziłem tylko zgodność wielkości kokard ze skalą i rozmiar okazał się być bez zarzutu. Przy nanoszeniu znaków na kadłuby Spitfire’ów należy tylko pamiętać, by ich umiejscowienie było właściwe dla odpowiedniej wytwórni. Te z CBAF umieszczone były nieco bliżej kabiny i wyżej niż ich odpowiedniki z zakładów macierzystych. Różnica nie przekracza paru cali, ale wobec charakterystycznego układu odniesienia w postaci siatki linii podziałowych i panelu dostępowego przedziału radiowego jest dość łatwo zauważalna. Koniecznie trzeba też sprawdzić wielkość środkowego czerwonego koła. Liczne egzemplarze wczesnych wersji myśliwca miały je w formie nieco powiększonej w stosunku do regulaminu. W moim MkIIA średnica wewnętrznego koła stanowi regulaminową siódmą część średnicy całego znaku.

Pominąłem część zestawu Montex przeznaczoną do namalowania ogonowych pasów Fin Flash, gdyż tu zdecydowałem się na inną procedurę.

 

 

 

 

 

Namalowanie skrzydłowych znaków przynależności państwowej musiało zostać poprzedzone naniesieniem linii wyznaczających strefy, w których dopuszczone było chodzenie po skrzydle. Granice czarnych linii utworzyłem z taśmy Tamiya i prysnąłem farbą z aerografu.

Maskowanie, jak maskowanie, ale drugie zdjęcie pokazuje tak nietypowe dla mnie, schludne zabezpieczenie skrzydeł, jakiego nigdy dotąd nie udało mi się uzyskać, toteż musiałem się tym zdjęciem pochwalić.

Proces malowania kokard z wykorzystaniem masek nie kryje w sobie szczególnych wyzwań. O konieczności osłabienia kleju, dociśnięcia masek, czy starannego prowadzenia aerografu pisano już nie raz. Może tylko warto przypomnieć o znaczeniu, jakie ma uzyskanie cienkich warstw poszczególnych kolorów, mające na celu zapobieżenie powstawaniu uskoków na łączeniu barw oraz o malowaniu zewnętrznych kręgów w pierwszej kolejności. W ten sposób nie dopuszczamy do utworzenia się widocznej krawędzi koloru położonego pod kolejną warstwą.

 

 

Kolejne etapy maskowania i malowania kokard. Styk kolejno wklejanych, współśrodkowych masek uszczelniany jest maskolem.

Każdy kolejny kolor szlifowany jest wełną metalową przed położeniem następnego

W niektórych miejscach kształt powierzchni wymusza nacinanie masek lub wykorzystywanie tylko ich fragmentów. Wtedy łatwiej jest precyzyjnie umiejscowić folię lub taśmę, a uzupełnienie maskowania jest łatwe.

Szablony liter kodowych przygotowałem rysując je w programie graficznym. W zaprzyjaźnionej firmie reklamowej wyciąłem ploterem oznaczenia, w których starałem się odtworzyć różne uchybienia oryginału. W ten sposób odtworzyłem też numer seryjny i literę indywidualną malowaną na spodzie nosa.

Kadłubowe oznaczenia w pełnej krasie

Zdjęcie maskowania zawsze wiąże się z ryzykiem oderwania farby od powierzchni modelu. By tego uniknąć należy maski odciągać powoli, bez gwałtownych pociągnięć i dbać jednocześnie, by odklejona już część szablonu tworzyła z powierzchnią modelu kąt prosty lub większy. W ten sposób minimalizuje się powierzchnię odrywanej na raz maski i zarazem ryzyko zerwania powłoki lakierniczej. Taka metoda wymaga cierpliwości i koncentracji. W kilku miejscach farba odeszła wraz z folią, ale stało się to tylko tam, gdzie nie przestrzegałem wspomnianych wyżej zasad.

Błędy przy zdejmowaniu masek są na tyle prawdopodobne, że ich skutki prawie nie denerwują, o ile nie są szczególnie liczne lub rozległe. Konieczność wykonania korekt warto wykorzystać na poprawienie niedoskonałości, na które wcześniej przymknęło się oko.

Jeszcze słówko o kolorach. Barwy oznaczeń dobrałem na podstawie konsultacji z Edgarem Brooksem, który miał możliwość przyłożyć próbnik Federal Standard do oryginalnych kokard Spitfire. Przeliczyłem kolor FS na Natural Color System i mieszałem farby, tak by zgodne były z odpowiednimi próbkami. Ponieważ jednak przelicznik nie jest w 100% dokładny, posiłkowałem się dodatkowo kalkomaniami różnych producentów i kolorowymi zdjęciami. Chciałem, by uzyskany odcień zgrał się z kolorystyką samolotu, tak by w ostatecznym efekcie utworzyć wrażenie zgodności z tym, co wypracowałem sobie jako definicję kolorów oznaczeń RAF.

Warsztat malarski małego mieszacza farb. Liczne próbki poprzedzają określenie ostatecznej formuły, którą skrzętnie zanotowałem. Kolory uzyskałem poprzez mieszanie na wyczucie farb, które miałem w szufladzie.

Zanim przystąpiłem do wykonania poprawek lakierniczych zająłem się zapomnianymi lub odkładanymi do tej pory zadaniami. Należało nawiercić imitację wylotu tzw. Plessey Device, czyli umieszczonej w ogonie samolotu rakietnicy bębenkowej oraz przygotować do malowania limuzynę osłony kabiny.

 

 

Brakowało też linii podziałowych i nitów we wnękach podwozia.

Fragmenty zielonej taśmy lakierniczej stanowią prowadnice dla igły do przerycia linii podziałowych. Ponadto konieczne były poprawki związane z panelami dostępowymi u nasady centropłata i nawiercenie otworów drenażowych odpowiednich dla wersji samolotu. Maskowanie częściowo związane jest z korektami, a reszta przyda się przy nanoszeniu śladów eksploatacji.

Poprawki malarskie to dobra okazja do ćwiczeń z aerografem. Bardzo rzadko zdarza się, by nawet minimalna ilość farby wlanej do aerografu została zużyta na potrzeby modelu. Z drugiej strony w zbiorniczku zostaje niewiele roztworu i tą resztkę można bezstresowo zużyć na wprawki. Często tak właśnie czynię - odruchowo i w miarę ochoty, bez zmuszania się.

 

Różne etapy maskowania i malowania poprawek

Malowanie podstawowe zostało zakończone. Kolejnym etapem będzie przygotowanie i nałożenie kalkomanii z napisami eksploatacyjnymi i zasugerowanie śladów eksploatacji. O założeniach i celach z tym związanych napiszę już w kolejnej aktualizacji.

 

Kamuflaż i oznaczenia Spitfire’a ukończone. Uważny obserwator bez trudu zada kłam tym słowom wychwytując oczywisty błąd merytoryczny malowania. Ten jednak poprawiłem nieco później, choć oczywiście zrobiłem to, gdy tylko go zauważyłem. Czasem zagłębiając się w różne niuanse i detale łatwo jest pogubić się w tematach oczywistych.

Radosław Jurczyk (zdjęcia: Radosław Jurczyk)

Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.