Modelarstwo redukcyjne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Konflikt pokoleń?

Konflikt pokoleń?

Email

Obserwuję już ponad ćwierć wieku modelarstwo redukcyjne. Miałem ten zaszczyt, że mogłem wziąć czynny udział w tworzeniu jego wizerunku w czasach, gdy w Polsce ludzi zajmujących się budową modeli plastikowych nikt nie ośmieliłby się nazwać modelarzami. Byliśmy wówczas postrzegani jedynie jako kolekcjonerzy zabawek!

Gdy w obronie modelarstwa redukcyjnego prowadziłem dyskurs polemiczny na łamach Skrzydlatej Polski i Modelarza z przedstawicielem Aeroklubu PRL do głowy mi nie przyszło, że minie dziesięciolecie i przyjdzie mi wystąpić po drugiej stronie barykady, by tym razem przypomnieć kwintesencję wartości modelarstwa nowemu pokoleniu miłośników modelarstwa redukcyjnego. Wartości, których rozpropagowanie spowodowało, że współcześni miłośnicy budowy modeli redukcyjnych mogą się śmiało nazywać modelarzami! Wartości, które lekką ręką dziś niektórzy próbują odrzucić pod wpływem kolorowych reklam i rozmaitych zabiegów marketingowych.

Chyba bezpowrotnie minęły czasy, gdy na świecie o rozwoju modelarstwa redukcyjnego decydowali wyłącznie sami modelarze poprzez prezentację swych prac w konkursach organizowanych podczas wystaw IPMS. Gdy nie było Internetu, istniała tylko jedna możliwość wylansowania jakiejś koncepcji modelarskiej – stworzyć coś nowatorskiego, wziąć udział w prestiżowym konkursie i ten konkurs wygrać. Wkrótce potem opis budowy takiego modelu pojawiał się w prasie modelarskiej i najczęściej znajdywał wielu naśladowców - również wśród hobbystów nie uczestniczących w konkursach! W tamtych latach zarówno prasa modelarska, jak i przedstawiciele przemysłu modelarskiego ograniczali się jedynie do konstatowania zmieniających się trendów rozwojowych - gdy światowa prasa modelarska zaczynała interesować się jakąś koncepcją, producenci modeli i akcesoriów starali się wychodzić naprzeciw potrzebom modelarzy.

Od ręcznej roboty do nowoczesnej linii produkcyjnej

Ten układ wzajemnych zależności był najbardziej widoczny w okresie, kiedy modna stała się tzw. waloryzacja zestawów, tzn., gdy modelarzom przestało wystarczać poprawne sklejenie części składowych z ramek wlewowych w sposób, jaki przewidział producent modelu. Ponieważ w konkursach modelarskich zaczęły wygrywać te modele, których autorzy pokusili się o samodzielne zrobienie różnych elementów uszczegóławiających wybrane detale (zaczęło się od przeróbek kabin i goleni podwozia w modelach lotniczych, polegających na staranniejszym wykonaniu tablic paneli wskaźników przyrządów pokładowych, foteli pilotów, przewodów instalacji i siłowników, dokładniejszym odwzorowaniu amortyzatorów, kołpaków i bieżników kół, etc.) najpierw pojawiały się w prasie modelarskiej zdjęcia i opisy jak to zrobić, a wkrótce potem - dzięki wprowadzeniu tanich technologii odlewów z tzw. białego metalu – można już było również kupić gotowe części (odwzorowane bardziej precyzyjnie), zastępujące mniej udane detale plastikowe. Niebawem waloryzacja - z samodzielnego i czasochłonnego przerabiania zestawów - weszła w etap wymiany części fabrycznych - z gorszych na lepsze. Jednak właściwy boom na uzupełnianie zestawów innymi (też gotowymi) zestawami mógł rozwinąć się dopiero, gdy do masowej produkcji modelarskiej użyto znanej już wcześniej z przemysłu elektronicznego technologii fototrawienia, a wkrótce później zastosowanie do precyzyjnych odlewów żywic chemoutwardzalnych i pierwszych mas silikonowych. Zestawy z blaszek fototrawionych i podzespoły żywiczne pozwalające wykonać model z otwartym lukiem silnika i przedziałami awioniki, a także umożliwiające przerobić plastikowy zestaw do budowy jakiegoś modelu samolotu na model innej wersji, stały się początkowo swego rodzaju kołem ratunkowym dla modelarzy nie potrafiących wykonać samodzielnie tak skomplikowanych prac. Były również pomocą dla tych, którzy wprawdzie nie mieli problemów z pokonywaniem barier manualnych i technologicznych, ale nie starczało im cierpliwości na czasochłonne eksperymenty. Jednak, co należy wyraźnie podkreślić, ten etap ewolucji modelarstwa redukcyjnego nie był jeszcze inspirowany przez producentów zestawów waloryzacyjnych, lecz był jedynie ich odpowiedzią na potrzeby modelarzy, wynikające z wyraźnej już mody na budowę modeli z pootwieranymi wnętrzami. Innymi słowy, etapu rozwoju modelarstwa polegającego na przerabianiu i udokładnianiu typowych zestawów fabrycznych nie wymyślił, a tym bardziej nie rozpropagował przemysł modelarski, lecz ci modelarze, którzy decydowali się na samodzielne przeróbki politechnicznych zabawek (poświęcając na nie setki, a nawet i tysiące godzin pracy) i potrafili stworzyć z tychże zabawek prawdziwe dzieła sztuki modelarskiej. O tym wypada dziś przypominać, bo o tym nie chcą pamiętać (albo wręcz nie mogą pamiętać) modelarze nowej fali!

W przemyśle modelarskim (używając tego określenia mam na myśli oczywiście wielkie światowe koncerny, a nie przedstawicieli rodzimej wytwórczości modelarskiej), jak w każdej dziedzinie działalności gospodarczej, również obowiązuje prawo konkurencji. Konkurencja, wymuszając wysoką jakość wyrobów, jednocześnie wymaga inwestowania w rozwój technologii. A technologia to wysokie nakłady, które powinny ulegać zbilansowaniu w zyskach ze sprzedaży wyrobów. Pierwsze wzory blaszek fototrawionych Eduarda rysowane były grafionami na brystolu. Verlinden, jeden z prekursorów produkcji żywicznych zespołów waloryzacyjnych, zaczynał swą działalność od zainwestowania w blaszany garaż i drewniane stelaże do układania form, które zalewało się ręcznie, bez jakichkolwiek urządzeń ciśnieniowych. Dziś matryce do wyrobu elementów uzupełniających tworzy się techniką komputerową, a drewniane stelaże Verlindena zastąpiły linie produkcyjne z laserowymi ploterami 3D. Koszty produkcji tej gałęzi przemysłu modelarskiego nadal są wysokie – mimo obniżenia cen surowców i zastosowania nowoczesnych narzędzi zmniejszających straty materiałowe oraz przyspieszających proces wyrabiania gotowych detali waloryzacyjnych. Jedynym sposobem na uzyskanie przychodów adekwatnych do nakładów okazał się...

Marketing

Marketing, który najpierw ograniczał się do typowej reklamy wyrobów, by wkrótce zacząć odgrywać rolę animatora wizerunku współczesnego modelarstwa redukcyjnego. Dodajmy, animatora zainteresowanego przede wszystkim intensyfikacją sprzedaży swych wyrobów!


Współczesne modele prezentują się bardzo atrakcyjnie, ale tracą czasami na oryginalności, a podczas konkursów można zobaczyć identycznie wyglądające miniatury samolotów wykonane zupełnie niezależnie przez różnych autorów.

Rola modelarskiego marketingu nabrała szczególnego znaczenia, gdy wraz z rozwojem przemysłu modelarskiego - paradoksalnie - zaczęło spadać zainteresowanie na jego wytwory. Modelarstwo redukcyjne, chociaż najczęściej inicjowane przez ojców sklejających dziecku pierwszy model plastikowy, dotychczas tradycyjnie było adresowane do ludzi młodych. To oni byli najważniejszymi odbiorcami tych zabawek w latach 1960. do połowy 1990. Z czasem jednak modelarskie hobby, jako najpopularniejszą formę zabawy politechnicznej, zaczęły wypierać inne zainteresowania młodzieży. Oczywiście nadal wielu młodych ludzi gotowych jest poświęcać kieszonkowe otrzymane od rodziców na kupowanie zabawek modelarskich, ale wyraźnie już widać, że głównymi odbiorcami wyrobów tego przemysłu stają się ludzie dorośli. Pokolenie 40+. Tak ich określają fachowcy od modelarskiego marketingu. Jednakże, chcąc dotrzeć ze swym przekazem do tego pokolenia, modelarski marketing nie może już ograniczyć się wyłącznie do działań związanych z tradycyjnie rozumianą reklamą. Zwłaszcza, że dotychczasowa główna płaszczyzna reklamowa - prasa modelarska - także traci na znaczeniu, powoli wypierana przez Internet. Jednocześnie, Internet – będący dziś o wiele bardziej efektywnym nośnikiem reklamy (a jednocześnie także tanim narzędziem sprzedaży wyrobów modelarskich) - umożliwia nawiązanie kontaktu bezpośredniego z tą częścią młodego pokolenia, która wzorem swych rodziców zafascynowane jest modelarstwem plastikowym, ale wiedzę o tym, jak i co robić, czerpie głównie z przekazu elektronicznego.

Prosty zabieg socjotechniczny

Dzięki internetowi w dyskusji o kierunkach rozwoju modelarstwa redukcyjnego mogą brać udział również ci modelarze, którzy - choć zawsze stanowili największą grupę odbiorców wyrobów przemysłu modelarskiego – wcześniej nie mieli do dyspozycji narzędzia do propagowania swych poglądów. Nie należy się dziwić, że uwzględnienie zarówno potrzeb, jak i aspiracji tak istotnej statystycznie grupy opiniotwórczej nie mogło pozostać bez echa. Na te potrzeby zareagowała zarówno prasa modelarska (utrzymująca się w głównej mierze z reklam przemysłu modelarskiego) jak i organizatorzy imprez modelarskich, pragnący nie dopuścić do całkowitego upadku idei wystaw dorobku modelarskiego. Zwiększenie frekwencji uczestników tych imprez było możliwe dzięki wprowadzeniu zmian w zasadach ich organizowania, m.in. poprzez ograniczenie roli konkursu (jako typowej rywalizacji o znamionach sportowych) na rzecz wystawy kolekcjonerskiej. Również firmy modelarskie aktywniej włączyły się w proces wspierania działalności klubów i organizacji zrzeszających miłośników modelarstwa plastikowego poprzez fundowanie cennych nagród za modele z zestawów sponsorującej firmy, a także przez udział w giełdach handlowych towarzyszących tym imprezom.

Giełdy wytwórców stały się ważnym źródłem finansowania konwencji IPMS i innych stowarzyszeń modelarskich o międzynarodowym zasięgu. Sponsorzy mogli nie tylko lansować własne wizje popularyzacji tej dziedziny modelarstwa. Mogli też, uczestnicząc w finansowaniu wystaw modelarskich, wpływać na zmiany systemu nagradzania ich uczestników w taki sposób, by modelarzy skłaniać do rezygnacji z samodzielnej budowy modeli, jako mało efektywnej metody osiągania sukcesów. Już po roku 2000 w większości krajów Unii Europejskiej zlikwidowano w regulaminach oceny sędziowskiej punkty za indywidualny wkład pracy, zastępując je enigmatycznym stopniem trudności (wszak wiadomo, że model z dużą liczbą detali fototrawionych to model trudny do wykonania, a stąd już prosta droga do wylansowania tezy, że równie trudny, jak budowany samodzielnie od podstaw), a modele scratch zblokowano w osobnej klasie (bardzo często dodatkowo grupującej wszystkie typy modeli - od lotniczych, poprzez statki i okręty, do pojazdów łącznie). Innym rozwiązaniem było rozdzielenie wszystkich konkurujących na dwie kategorie – master i standard lub z przeróbkami(conversion) i prosto z pudełka (OOB – only of the box). Samo rozdzielenie o niczym jeszcze nie przesądzało, wręcz mogło dodatkowo wzmocnić pozycję modelarstwa klasycznego – nadal jeszcze uważanego za najbardziej ambitną postać tego hobby. Ale tu zastosowano prosty (jak się jednak okazało, wysoce skuteczny) zabieg socjotechniczny – obie grupy uzyskiwały prawo do takich samych nagród! I jedni i drudzy zaczęli dostawać złote medale - takie same złote medale! I jedni i drudzy zyskiwali tytuły mistrzowskie – takie same tytuły mistrzowskie! Stąd już była prosta droga do częściowego zrelatywizowania wartości modelarskiego sukcesu. Skoro medale niczym się od siebie nie różnią, to może i wartość pracy modelarskiej jest porównywalna! Tym samym twórcze ambicje modelarzy zostały zastąpione koniunkturalnym podejściem do zdobywanych trofeów. Kto ma ich więcej, ten lepszy. A kto może mieć ich więcej? Ten, kto robi więcej modeli!


Ten model nie powstał z zestawu. W 1986, na IV Spotkaniu Seniorów Modelarstwa Lotniczego udowadniał działaczom ówczesnego APRL, iż modelarze redukcyjni potrafią nie tylko sklejać zestawy z pudełka, ale mogą wykonywać samodzielnie modele o tak wysokim stopniu precyzji, że kwalifikują się one do rozgrywania zawodów o randze oficjalnych Mistrzostw Polski w ramach rozgrywek aeroklubowego sportu modelarskiego.

Proces marginalizacji modelarskiej pracy od podstaw w wielu krajach obecnie przyjmuje bardziej wyrafinowaną formę. Do klasy master coraz częściej włącza się zarówno modele będące przeróbkami samodzielnymi, jak i przeróbkami wykonanymi przy pomocy gotowych zestawów, rezygnując z podtrzymywania tradycji budowy modeli scratch. Na szczególnie podatny grunt ta koncepcja trafia w krajach, gdzie środowisko modelarskie nie jest liczne lub słabo zorganizowane w klubach.

Ten etap marketingowej działalności przyniósł przemysłowi modelarskiemu sukces. Stworzył atmosferę równości pomiędzy jedną i drugą koncepcją modelarstwa. Dowartościował hobbystów sklejających wyłącznie zestawy, nadając ich działalności o wiele wyższą rangę.

Wirtualny świat modelarstwa

Jeszcze bardziej wyraźne przewartościowanie tradycyjnych opinii (uznających samodzielną pracę modelarską jako godną najwyższego uznania), mogło mieć miejsce, gdy internetowe fora modelarskie uzyskały status najbardziej popularnego źródła komunikowania się i wymiany poglądów w środowisku modelarskim.

Pojawiła się bowiem nowa, o wiele mniej kłopotliwa i nie wymagająca sporych nakładów finansowych (które zawsze towarzyszyły wystawom i konkursom), możliwość zaistnienia w modelarskim świecie – dzięki Internetowi mogło nastąpić przeniesienie modelarskich ambicji do świata wirtualnego. Wprawdzie w internetowym modelarstwie nie ma jeszcze prestiżowych nagród (chociaż z pewnością to tylko kwestia czasu), ale jest sława. I to jaka sława – jednym kliknięciem entera można zaistnieć na cały świat nie ruszając się z domu!

Modelarze działający wyłącznie w świecie wirtualnym to grupa po wielokroć większa, niźli uczestnicy imprez w świecie rzeczywistym. Nic więc dziwnego, że w ostatnich latach tej grupie wyznacza się główną rolę w kształtowaniu wizerunku modelarstwa redukcyjnego. Również rolę opiniotwórczą. To internauci mają w przyszłości zyskać status arbitra elegancji, oni będą dyktować, co jest cool, a co crazy! Zgodnie z zasadą - jeśli wystarczająco istotna statystycznie grupa modelarzy zaakceptuje jakąś koncepcję, to bez problemów można ją wznieść na piedestał wzorca nie podlegającego dyskusji.

I tak oto rodzi się wyobrażenie, że – i tu cytat zaczerpnięty z internetowego forum Polskiej Witryny Modelarskiej:

(...) Czasy samodzielnego wytwarzania własnoręcznie elementów składowych modelu powoli i nieubłaganie idą w zapomnienie. Środki bogatej waloryzacji spadają nam z nieba co roku zaskakując bardzo wysoką jakością wykonania. Budowa modelu nie musi trwać aż tak długo, by zachwycił on innych swoim wyglądem. Tym samym przestało być istotne, czy wykonaliśmy dany element od podstaw, czy zastąpiliśmy go żywicznym uzupełnieniem. (...)

Nie ma sensu dokonywać egzegezy zacytowanej wypowiedzi, ale nie sposób przejść obojętnie nad tezą, że dziś przestało być istotne, w jaki sposób powstał model. Takie postawienie znaku równości pomiędzy modelem wykonanym z wielu zestawów fabrycznych i żmudnym, wieloletnim wykonywaniem go samodzielnie jest oczywiście świetną próbą dowartościowania tej najbardziej popularnej postaci modelarstwa. Tylko czy potrzebną? I czy przypadkiem nie brzmiącą fałszywie, nie chcąc powiedzieć – śmiesznie!


Junkers G-23w – model powstał na bazie zestawu uznawanego przez modelarzy za przykład zabawki nie nadającej się do niczego. Dzięki wielkiemu nakładowi pracy potrzebnemu do samodzielnego wykonania części składowych i dużej ilości przeróbek model mógł rywalizować z powodzeniem z wytworami najnowszych technologii przemysłu modelarskiego. Został uhonorowany licznymi prestiżowymi wyróżnieniami, m.in. jedną z najcenniejszych światowych nagród modelarskich – Swarovski Trophy. W 2009, po latach startów w Unii Europejskiej , również w USA (podczas National Convention IPMS USA) wygrał kategorię modeli dużych samolotów pasażerskich

Modelarze wirtualni usiłujący kreować wizerunek modelarstwa, w którym jego klasyczna postać ma rzekomo być całkowicie wyparta przez to, co dziś wirtualny świat uznał za nowoczesne zapominają, że ta swoista próba odcięcia się od dorobku całej historii modelarstwa redukcyjnego jest powrotem do pozycji z lat 1970. Tym prawdziwym dorobkiem modelarstwa redukcyjnego jest nie tylko uznanie go za wartościowe hobby przez różne czynniki opiniotwórcze, ale właśnie możliwość koegzystencji różnych jego postaci bez wzajemnego spychania się na margines. I bez podziałów na młodych i starych, na tradycjonalistów i tych nowoczesnych. Taki podział już był i nie przyniósł niczego dobrego. We wspomnianych latach 1970. byli modelarze odmawiający wszelkich praw grupie, która z plastikowego hobby chciała stworzyć coś więcej, niż tylko hobby. Po tamtej swoistej wojnie ideologicznej zostały jedynie wzajemne animozje. I nic więcej! Dziś niektórzy hobbyści usiłują spychać na margines tę postać modelarstwa, która kultywując najbardziej wartościowe modelarskie tradycje, pozwala je przenieść w wiek nowoczesnych technologii w taki sposób, żeby nie zagubiły się w natłoku marketingowych chwytów i krzykliwej reklamy podporządkowanej wyłącznie komercji. Bo chociaż faktycznie nie ma sztywnych reguł budowania modeli, to jednak wytwarzania własnoręcznie elementów składowych modelu NIGDY nie powinno pójść w zapomnienie! Tak samo, jak pracy rzeźbiarza nie powinien zastąpić wyłącznie program komputerowy, chociaż być może kiedyś rzeźbiarz odstawi dłuto i zasiądzie do plotera tnącego lub innego nowoczesnego narzędzia. Technologie powinny ulegać zmianom, stawać się bardziej nowoczesnymi, ale to nie może oznaczać, że wartość procesu twórczego, jakim zawsze jest budowa modelu, w przyszłości będzie się oceniać jedynie przez pryzmat stosowanych surowców i narzędzi oraz sumy kosztów, jakie należy wyłożyć na kupno coraz bardziej eleganckich klocków do zabawy w modelarstwo.


Dwa modele Lancastera w 1:72 – wykonany tradycyjnie z pudełka i minireplika tego samolotu, do wykonania której zestaw był jedynie surowcem podlegającym skomplikowanym przeróbkom, a wszystkie elementy jego wyposażenia (tysiące części!) zrobiono bez użycia gotowych zestawów waloryzacyjnych. Te dwa modele symbolizują dwa różne światy tego samego modelarstwa mogące istnieć razem dzięki wprowadzeniu do modelarskiej tradycji idei festiwali dorobku modelarskiego (zdjęcia: Andrzej Ziober).

Andrzej Ziober

Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.