Modelarstwo redukcyjne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Publicystyka Publicystyka2 Edward Jaworski - moje wspomnienie

Edward Jaworski - moje wspomnienie

Email

Rysunek: Marcin Gołofit

Nasze pierwsze spotkanie było dla ówczesnego majora w stanie spoczynku Edwarda Jaworskiego jednym z dziesiątek podobnych jakie odbył. Weteran był bardzo często zapraszany na pogadanki z zielonogórską młodzieżą, szczególnie do IV Liceum Ogólnokształcącego, które wcześniej było, obok dęblińskiej Szkoły Orląt, jedyną szkołą rekrutującą adeptów lotnictwa wojskowego w Polsce. Nasze pierwsze spotkanie miało miejsce 23 listopada 1995 w zielonogórskim Domu Harcerza, gdzie raz w miesiącu spotykaliśmy się w gronie entuzjastów lotnictwa i modelarstwa. Edward Jaworski przyszedł ze swoją, dopiero co wydaną biografią Zranione skrzydło. Czas pokazał, że książka wydana własnym nakładem autora w liczbie niecałego tysiąca egzemplarzy jest dziś prawdziwym białym krukiem. Trudno opisać jakie wrażenie na młodych entuzjastach zrobił człowiek, któremu podobni to zwykle bohaterowie znani wyłącznie z książek czy lotniczej prasy.

"Zranione skrzydło" - autobiografia Edwarda Jaworskiego. Zbiory własne autora.

Kilka lat po tym spotkaniu, gdy byłem młodym adeptem radiowego dziennikarstwa w rozgłośni akademickiej, dwukrotnie zaprosiłem weterana do audycji, w której, dysponując nieograniczoną możliwością wykorzystania czasu antenowego w przypadającej na program godzinie, w całości oddałem ją do dyspozycji Edwarda Jaworskiego. Był człowiekiem, który chętnie oddawał swój wolny czas, wiedzę i wspomnienia. W wywiadach właściwie nie potrzebował pytań. Był jak otwarta księga bogato zapisana niesamowitymi opowieściami. I nie chodzi tu tylko o dokonania pilota wojskowego. Po wojnie i przenosinach do Zielonej Góry przewodził jednostce lotnictwa sanitarnego. Wielu spośród jego pasażerów będzie go zawsze wspominać. Wśród nich był aktor Janusz Gajos, którego Edward Jaworski transportował do szpitala po wypadku na planie serialu Czterej Pancerni i Pies. Za ocalenie życia już zawsze wdzięczni będą Mu państwo Życzkowscy, których Edward Jaworski uratował z płonącej Morawy, po przymusowym lądowaniu w polu.

W tym miejscu dodam małą dygresję. Edward Jaworski uratował z tego wypadku przyszłych rodziców mojego kolegi Janusza Życzkowskiego. To dzięki Niemu dziś pracuję jako dziennikarz radiowy. O tej koincydencji dowiedzieliśmy się podczas wspólnego spotkania z Edwardem Jaworskim. Podobno nic w życiu nie dzieje się przypadkowo.

Autor wraz z weteranem przed mikrofonem zielonogórskiego Radia Index. Sierpień 1999. Zdjęcie z archiwum Radia Index.

Otwartość i ufność w intencje drugiego człowieka, jakie cechowały Edwarda Jaworskiego, wykorzystał w 2008 oszust, który pod pozorem szykowania opracowania historycznego pożyczył i nie oddał Jego książki lotów, a także trzech spośród wielu odznaczeń jakie otrzymał w czasie wojny. Informacje na ten temat pojawiły się na stronach największych portali informacyjnych w Polsce, a prokuratura, która zajęła się sprawą, do dziś nie odnalazła ani pamiątek, ani oszusta.

Od momentu rozpoczęcia, relacjonowanej na Portalu, budowy modelu Spitfire MkXVI miałem zamiar wykonać go w malowaniu jakie nosił samolot, którym Edward Jaworski latał latem 1945, tuż po zakończeniu II w. św. Był wtedy dowódcą eskadry w 308 Krakowskim Dywizjonie PSP. Od samego początku planowałem także pokazać model podpułkownikowi Jaworskiemu. Okazja ku temu nadarzyła się 11 września 2012 w czasie uroczystej sesji Rady Miasta w Muzeum Ziemi Lubuskiej, podczas której Edward Jaworski odebrał przyznany przez zielonogórskich radnych tytuł Honorowego Obywatela Zielonej Góry. Postanowiłem wykorzystać tę okazję, by publicznie podziękować weteranowi za rolę, jaką odegrał w moim życiu - pogłębiając pasję do lotnictwa, historii i tym samym również do modelarstwa. Wiedziałem z rozmów z podpułkownikiem, że bardzo dobrze pamiętał i równie dobrze wspominał swój ostatni myśliwiec. Dlatego narodził się pomysł, żeby wraz z podziękowaniami wręczyć pilotowi pamiątkowy poster z wizerunkiem Spitfire TD242. Sytuacja nie należała do codziennych, więc wywołała niemałe zaskoczenie, zarówno zgromadzonych na sesji, jak i samego Edwarda Jaworskiego, o czym w kolejnych dniach informowały lokalne media. Wzruszenia nie kryła rodzina weterana, która po sesji zaprosiła mnie na uroczysty obiad w towarzystwie bohatera. Około godzinne spotkanie stało się okazją do rozmów – ja dzieliłem się informacjami na temat budowy miniaturowego Spitfire, Pan Edward odpowiadał na pytania o wojenne historie. Do końca swoich dni potrafił przywoływać z pamięci wydarzenia sprzed dziesięcioleci operując datami dziennymi. Mimo swojego wieku wszystko doskonale pamiętał! Usłyszałem od pilota, że podziękowanie i prezent traktuje jako gest płynący z serca. Dwa tygodnie po naszym spotkaniu Edward Jaworski odszedł na wieczny spoczynek. Przeżył 92 lata.

Wręczenie pamiątkowego postera z portretem i sylwetką boczną ostatniego myśliwca Edwarda Jaworskiego podczas uroczystej sesji rady miasta Zielona Góra.

Autor wraz z Edwardem Jaworskim i małżonką weterana.

Pilot i miniatura jego dawnego samolotu. Jeszcze na etapie budowy.

O śmierci swojego dziadka powiadomiła mnie Katarzyna Jaworska. Pogrzeb podpułkownika z honorami wojskowymi i miejskimi został zaplanowany na 3 października w Zielonej Górze.

Podpułkownik w stanie spoczynku Edward Jaworski, Honorowy Obywatel miasta Zielona Góra. 11 września 2012.

Pragnę podziękować Krzysztofowi Janowiczowi za przygotowanie sylwetki bocznej Spitfire TD242 i Marcinowi Gołofitowi za opracowanie portretu Edwarda Jaworskiego.

Tekst i zdjęcia:

Marcin Witkowski