Modelarstwo redukcyjne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Publicystyka Publicystyka2 Co jest trudniejsze?

Co jest trudniejsze?

Email

Od pewnego czasu na forach internetowych można przeczytać wypowiedzi sugerujące podział czynności modelarskich mających prowadzić do stworzenia modelu na trudniejsze i łatwiejsze. Takie wyszczególnianie i pozycjonowanie rozmaitych procesów technologicznych mogłoby mieć sens w przypadku ustalania kryteriów oceny modeli, ale to już dawno na świecie zrobiono i wystarczy sięgnąć po kilka regulaminów sędziowania modeli z jakichś bardziej znanych imprez modelarskich, żeby się przekonać jak to wygląda w praktyce w różnych krajach. Trzeba tylko chcieć zadać sobie trochę trudu, żeby się z tym zapoznać. Jednak niektórzy forumowi dyskutanci nie tylko wolą wyważać otwarte drzwi, ale są gotowi snuć teorie, które nijak nie mają się do rzeczywistości. Oto jedna z najmodniejszych, wyrażona cytatem:

...łatwiej jest zrobić trochę detali, niż dobrze pomalować. Malowanie to proces często trochę nieodwracalny i jednak mocno nieprzewidywalny. I nie da się go opisać prostą formułą. Poza tym to droga, która w razie niepowodzenia prowadzi do modelarskiej katastrofy.

Dodajmy, że treści o podobnym brzmieniu można by cytować jeszcze wiele.

Abstrahując od faktu, że ocena, czy coś jest rzeczywiście trudne, a coś innego - łatwe, zależy wyłącznie od indywidualnych umiejętności i preferencji każdego wykonawcy, warto zwrócić uwagę, że stawianie procesu malowania wyżej niż pozostałe elementy budowy modelu to dość typowa próba stworzenia lobby, albo wręcz wykreowania korzystniejszych warunków dla tych, których raczej nie stać na większy wysiłek związany z konwersjami i samodzielną budową, jeśli nie całych modeli (scratch) to przynajmniej ich istotnych fragmentów.

Takie lobbowanie za wyższością malowania to nie jest żaden nowatorski pomysł naszych polskich wirtualnych znawców modelarstwa. Jest to tendencja światowa, która od jakiegoś czasu jest konsekwentnie nakręcana w sposób sztuczny przez producentów modeli wykorzystujących perfekcyjnie Internet jako narzędzie marketingowe. I temu nie należy się dziwić, gdyż wykonawca samodzielny to najczarniejszy sen dla przemysłu modelarskiego. Dziwić się należy jedynie temu, jak wielu modelarzy łapie się na ten haczyk i wisi na nim tak długo, dopóki ktoś im nie podsunie innej koncepcji.

Malowanie jest oczywiście ukoronowaniem każdej pracy modelarskiej. Ale czy można sugerować, że z tego powodu jest jednocześnie tym czymś najtrudniejszym? Co sądzą o tym modelarze z naszego portalu?

***

Radosław  Jurczyk

Malarstwo w ogóle nie jest procesem spontanicznym. Oczywiście ostatnimi czasy i takie istnieje, jednak przez wieki było dziedziną wręcz ścisłą. I dzisiaj wykształcony malarz potrafi poruszać się w takiej wersji malarstwa. Przynajmniej absolutnie powinien. Z naszego punktu widzenia można sprowadzić to dość prostego mechanizmu: założenia i realizacji. Założenie to efekt docelowy, to jak ma wyglądać ukończony model. Trzeba to po prostu wiedzieć zanim odpali się aerograf. Realizacja może wyglądać różnie - temat można czuć na tyle, żeby działać bez konkretnego planu, a można i w punktach rozpisać każdy ruch ręki. Ale najważniejsze jest, by realizować założony cel. Na ile wizja autora jest zbieżna z rzeczywistością, to jest sprawa kluczowa i decyduje o wyniku prac. Te nie muszą zawsze iść zgodnie z planem. Na etapie realizacji jest miejsce na jego korekty i odstępstwa. Zawsze jest dobry czas na dobry pomysł.

Kiedy czytam, że model wyszedł nie tak jak trzeba, ale ciekawie i jest interesującym doświadczeniem na przyszłość, od razu widzę, że autor nie jest zainteresowany tym, jak wyglądał pierwowzór i interesuje go tylko efektowny model. To jest trochę inne modelarstwo, ale szczególnych wyzwań ja tu nie widzę i bez większego problemu można to osiągnąć stosując forumowe sposoby i mody.
A jeżeli spontanicznymi metodami chce się uzyskać efekt odwzorowania rzeczywistości, to istotnie wtedy jest to niezwykle trudne, o ile rozmawiamy o modelu oglądanym na żywo, a nie przedmiocie służącym do wykonania mającego uchodzić za realistyczny fotogramu, zrobionego programem graficznym, czy nawet zwykłej internetowej prezentacji.

Na koniec istotna uwaga. Nie wypowiadam się na temat tego, czy trudniejsze jest malowanie, czy budowa, ponieważ taki podział uważam w ogóle za bezsensowny, a nawet szkodliwy dla ostatecznego efektu modelarskich zmagań. Oczywiście istnieją różne ograniczenia czy zdolności właściwe dla poszczególnych modelarzy i według mnie tylko w oparciu o nie można szukać wykładni dla zadań trudniejszych i łatwiejszych. Jest chyba oczywiste, że wykładnia ta będzie płynna i różna dla każdego autora. Skupiłem się na samym procesie malowania i tu staram się określić co jest większym wyzwaniem. Nie należy tego rozumieć jako próby stworzenia metody na definiowanie modeli dobrych i złych. To jest zupełnie inne i dużo bardziej skomplikowane zagadnienie.

***

Piotr Mazurek:

Zgadzam się jedynie z pierwszym zdaniem powyższej tezy, bo sam dopiero uczę się malowania i dlatego na razie wydaje mi się ono trudniejsze niż budowanie elementów modelu od podstaw. Ale choćby wpisy w aktualizacjach Radka Jurczyka pokazują, że do sztuki malowania modeli można podejść systemowo. Malowanie można zrozumieć i zaplanować warstwa po warstwie. A ćwicząc zaplanowane ruchy na kawałku modelarskiego złomu można sprawdzić słuszność swoich wcześniejszych założeń i ewentualnie je skorygować. Nie zgodzę się z tym, że malowanie jest procesem mocno nieprzewidywalnym. Przeczą temu np. modele Piotra Gładkiego, który malowanie wraków doprowadził do perfekcji i nawet, gdy rozdmuchuje po powierzchni kroplę mocno rozcieńczonej farby, oczekiwany efekt osiąga. Mimo, że nie potrafię malować tak dobrze, jak bym chciał, to jednak nie zgadzam się z pełną treścią powyższego cytatu. Owszem, malowanie może się nie udać i takie niepowodzenia mogą się powtarzać, ale postawienie sztuki malowania modeli między cudami i czarami może zniechęcać jako coś nieosiągalnego. Gdybym nie wierzył w to, że pewnego dnia opanuję sztukę odtwarzania powłok malarskich w skali razem z ich uszkodzeniami, płowieniem, łuszczeniem itp., to pewnie przerzuciłbym się na robienie na drutach.

***

Przemysław  Litewka:

Zupełnie nie zgadzam się z taką tezą.
Według mnie wykonanie detali od podstaw, nie z wykorzystaniem gotowych zestawów waloryzacyjnych, stanowi równie trudną część budowy modelu, jak pomalowanie tychże detali, czy większych powierzchni modelu.
Nie zgadzam się też z tym, że malowanie jest procesem nieodwracalnym. Przy użyciu aerografu i cienkich warstw farby można wiele rzeczy poprawiać. Dlatego, nawet, gdy aerografu się nie opanowało do perfekcji, jest duży margines bezpieczeństwa. Nieprzewidywalność malowania jest możliwa tylko wtedy, gdy malować nie umiemy. Nawet średnio doświadczony modelarz, używający swojego aerografu i swoich ulubionych farb, powinien umieć przewidzieć, jaki efekt osiągnie, albo, gdy coś nie wyjdzie, dać sobie radę z poprawieniem ewentualnych błędów.
Wykonywanie detali natomiast jest może trochę bardziej pracochłonne, ale tu mamy większe możliwości poprawy błędów - możemy po prostu daną część zrobić od nowa!
Podsumowując - według mnie teza jest zupełnie nieuzasadniona. Zarówno poprawne wykonanie detali, jak i pomalowanie modelu stanowią równoważne i równie łatwe, albo równie trudne, etapy budowy dobrego modelu. Próbę twierdzenia, który z nich jest trudniejszy, można porównać do dowodzenia wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy, lub odwrotnie.

***

Piotr Gładki:

Dzisiejszy obszar działania modelarza jest pochodną z jednej strony technicznej różnorodności szeroko detalowanych modeli, z drugiej zaś wynika z powszechnego dostępu do wszelakich dodatków waloryzacyjnych, co w sumie zdecydowanie ułatwia i wręcz upraszcza proces ich budowy. Dzięki nim do ulepienia sobie modelu rozwijanie talentu praktycznie nie jest potrzebne. Na dobrą sprawę nawet samodzielne rozwijanie wiedzy modelarskiej i dopasowywanie jej do technologicznego rozwoju modeli też nie jest konieczne, gdyż  wykonawca nie tylko dostaje gotowe akcesoria do malowania konkretnych efektów kolorystycznych, ale także proste w realizacji instrukcje, jak się tymi akcesoriami posługiwać.
Nic dziwnego, że dziś owe detalowanie modeli kojarzy się bardziej z wycinaniem elementów z plastikowej ramki lub zagięciem metalowej blaszki i wklejeniem jakiegoś żywicznego gotowego zestawu, niż z samodzielną pracą od podstaw. Myślę, że pierwsza część cytatu odnosiła się właśnie do tak pojmowanej koncepcji budowy modeli - koncepcji preferującej budowę prosto z pudełka lub... z wielu pudełek.

Oczywiście są modelarze, dla których nie będzie szczególnym wyzwaniem wykonanie samodzielnie od podstaw jakiegoś, nawet bardzo maleńkiego agregaciku czy innej sprężarki w siedemdziesiątce dwójce. Tych jednak można policzyć na palcach jednej dłoni. Oni giną w tłumie, więc wątpię, żeby autor cytatu miał na myśli tych właśnie ludzi i takie dorabianie detali.

Malowanie zawsze pozostaje indywidualną sprawą. Jednak jeśli ktoś twierdzi, że jest to proces nieprzewidywalny, to zwyczajnie ma słabą znajomość farb, których używa. Po prostu brakuje mu wiedzy o łączeniu kolorów, by uzyskać określoną i założoną barwę. A tak naprawdę - malarstwa można się nauczyć! Jednak, żeby być naprawdę dobrym w tym fachu, trzeba być wytrwałym. Malarstwo to jak gra na fortepianie - ćwiczenie, ćwiczenie i jeszcze raz ćwiczenie, przez żmudne godziny, codziennie! Jeśli opanujemy tę wiedzę, to nie będziemy mieli do czynienia z sytuacjami nie dającymi się przewidzieć. Chyba, że mamy na myśli jedynie jakąś awarię sprzętu, którym malujemy.

I na koniec - rozumiem modelarzy mówiących o sobie fun-sklejacze, malujących schematycznie. Jeśli nie czują się na siłach, aby stworzyć coś nowego, to tego zwyczajnie nie robią. Nie uogólniam, że to, co stworzone w takiej formie i dla samej tylko radości bądź potrzeby jakiegokolwiek tworzenia, jest złe. Ale jednocześnie nie uważam, że to jakiś malarski wyczyn. Prawdziwym malarskim wyzwaniem dla modelarza jest odwzorowanie śladów eksploatacyjnych dających prawdziwy obraz rzeczywistości zmniejszonej do skali modelu. Ale znowu, to tylko etap budowy, a nie coś nadrzędnego!

***

Tomasz Hajzler

Przeglądając polskie fora modelarskie trudno na nich znaleźć relacje z budowy modeli, których autorzy kładą nacisk na bardzo wierne odtworzenie wyglądu oryginałów poprzez dorabianie dużej liczby detali, bądź zastosowanie choćby gotowych zestawów waloryzacyjnych. Trzeba przyznać, że są oni w mniejszości i to zdecydowanej. Większość modelarzy wykorzystuje coraz lepsze zestawy fabryczne, składając je prosto z pudła i skupiając się na efektownym ich pomalowaniu. Często, gdy oglądamy efekt końcowy, mamy do czynienia z modelem, który jest nawet efektowny w swoim wyglądzie, głównie przez zastosowane środki i techniki malarskie, ale nie jest realistyczny. Jest on tylko udaną kompozycją plastyczną, przerysowaną dla dodania kolorytu pracy. Jak wcześniej napisałem, są to modele prosto z pudła i chyba nikt nie będzie uważał poprawnego złożenia kilkudziesięciu detali zgodnie z instrukcją za mistrzostwo świata. Nawet napisy informacyjne na pudełkach modeli sugerują, że są one przeznaczone dla dzieci od kilku lat wzwyż.
Postawienie tezy, że malowanie jest trudniejsze od wykonania detali ma służyć usprawiedliwieniu pójścia na skróty co niektórych autorów prac na forach i podniesieniu rangi modeli przez nich wykonanych. Tezę o wyższości malowania może postawić tylko ten, kto w swoim modelarskim dorobku nie ma modelu dobrze zdetalowanego, zbudowanego od początku z zamiarem jak najwierniejszego odtworzenia rzeczywistości.
Dla mnie w modelu tak samo istotne jest wierne odwzorowanie szczegółów konstrukcji samolotu, jak i najbardziej realistyczne jego pomalowanie. I na pewno nie podjąłbym się oceny, co jest trudniejsze. Przy budowie modelu, która trwa wiele miesięcy, jeśli nie lat, najtrudniejsza jest walka z samym sobą, aby nie pójść na skróty, a cały model wykonać na tym samym poziomie.

***

Powyżej zamieszczone zostały wypowiedzi modelarzy realizujących różne koncepcje modelarstwa – od klasycznego tworzenia kolekcji, po budowę modeli wyczynowych. Wszyscy jednak uznają, że kwestii malowania nie można uznać za coś ważniejszego, niż pozostałe etapy budowy modelu. Myślę, że warto zastanowić się skąd, przy różnych priorytetach modelarskich, taka zgodność.

Otóż każdy z tych modelarzy, mimo że ma inne cele czy też modelarskie priorytety, już przekroczył pewien istotny próg. Otóż każdy z nich, w mniejszym lub większym stopniu, zakosztował w samodzielnych przeróbkach części zestawowych i dorabianiu elementów, mających na celu bardziej szczegółowe, niż to co oferuje zestaw, odwzorowanie modelu. Każdy więc zmierzył się z trudnościami większymi, niźli odcięcie detali z ramki i ewentualne usunięcie jakichś nierówności zestawów fabrycznych. To doświadczenie daje im szersze spojrzenie na problem budowy modelu i pozwala zobiektywizować trudności. Korzystając z takiej wiedzy można dojść do wniosku, że malowanie może być oczywiście procesem nawet niezwykle trudnym, zwłaszcza gdy staramy się bardzo wiernie odwzorować kolorystykę, opierając się na dokumentacji merytorycznej i szczegółowo ją analizując, w tym także kwestię, jak w pomniejszeniu do skali modelu przenieść efekty kolorystyczne dostrzegane na pierwowzorze, a także, co było przyczyną powstania jakiejś konkretnej plamy na konkretnym jego fragmencie. Jednak ten poziom trudności sami sobie podnosimy, gdy zwiększamy poziom wierności tworzonych elementów modelu. Im samodzielnie zrobionych detali jest więcej, tym trudniejsze staje się ich malowanie – choćby tylko w kontekście maskowania, cieniowania i polerowania pomalowanej powierzchni. Innymi słowy, stopień trudności malowania jest ściśle powiązany z trudnościami wykonywania detali i tych dwóch procesów po prostu nie można rozdzielić, na dodatek uznając, że jeden jest trudniejszy od drugiego!

Andrzej Ziober

Współpraca: Radosław  Jurczyk , Piotr Mazurek, Przemysław Litewka, Piotr Gładki, Tomasz Hajzler