Modelarstwo redukcyjne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Modele Relacje z budowy P-47D-11 | 1:33 | Karton

P-47D-11 | 1:33 | Karton

Email

 

Witam w kolejnej relacji z budowy kartonowego modelu samolotu!


Tym razem wybór padł na model wydawnictwa Pana Andrzeja Halińskiego, projektu fantastycznej dwójki Marcinowej, co stało się u mnie standardem. Jest nim P-47D-11 Thunderbolt. Powody jakimi kierowałem się przy wyborze były bardzo proste. Po pierwsze - postać Bolesława Mike Gładycha, doskonałego pilota, który latał tym samolotem, i związany z nim wojenny epizod podczas lotu nad Francją 8 marca 1944, zupełnie jak ze współczesnych filmów sensacyjnych. Po walce z trzema Fw 190 i wyczerpaniu niemal całego zapasu paliwa musiał on wycofać się z walki i uciekać do Anglii. Po drodze jednak, gdy dostrzegł niemieckie lotnisko polowe, bez wahania postanowił nurkować, żeby ostrzelać stojące tam samoloty. Zaskoczona niemiecka artyleria przeciwlotnicza podczas próby zestrzelenia samolotu Gładycha uszkodziła... goniące go Fw 190! Z powodu braku paliwa Gładych u wybrzeży Anglii wyskoczył ze spadochronem!

Drugim powodem przystąpienia do budowy tego modelu był fakt, że Thunderbolt poprzez swoje gabaryty i szeroko rozstawione podwozie główne sprawia, iż widzę w nim drapieżnika, typowego bezwzględnego myśliwca, choć nie jestem miłośnikiem amerykańskiej myśli technicznej z okresu II w. św. Do tego dochodzi jeszcze ciekawe malowanie i pasy inwazyjne, czyli same plusy!


Jak zawsze, budowę modelu rozpocząłem od kabiny pilota. Początkowo nie chciałem przesadzać z waloryzacją, gdyż jest jej sporo w moim drugim budowanym modelu. Jednak przekonałem się, że to już u mnie jakieś skrzywienie i inaczej nie potrafię. Poza tymThunderbolt ma obszerną kabinę i wiele szczegółów będzie w niej dobrze widoczne.

Po sklejeniu szkieletu centralnej części kadłuba i wklejeniu podłogi, przedniej i tylnej ściany w kabinie oraz chodników pod orczyk stwierdziłem, że coś jest nie tak. Po przestudiowaniu zdjęć, monografii i filmów dostępnych w Internecie zacząłem budowę od początku. Po raz kolejny zasiadłem przed komputerem, tym razem był to pożyczony laptop, i uruchomiłem program Corel Draw 12. Rozrysowałem od nowa kabinę, przestawiłem wiele detali jej wyposażenia , a także przy okazji skróciłem i zwężyłem inne. Nie wiem, czy moja wersja jest dobrze odwzorowana, jednak to ustawienie, które sam stworzyłem, bardziej mi odpowiada. Nie twierdzę jednak, że w fabrycznej wersji modelu wszystko jest źle.
Wstępnie wygląda to jak na zdjęciach. Widoczne detale są klejone i impregnowane klejem BCG. Wydrukowałem je na drukarce EPSON DX4400 na papierze zbliżonym do tego, który był użyty do druku wycinanki. Oczywiście całość będzie malowana, gdyż zmianie uległo 90% wyposażenia kabiny.

Po zakończeniu budowy głównych elementów kabiny pilota przyszła pora na nadanie jej odpowiedniego koloru i tu powstał problem. Według monografii te wersje samolotu malowane były farbą o nazwie Republic Green. Niestety, mimo że miałem do porównania właściwy FS tego koloru, nie udało mi się odnaleźć jego odpowiednika w ofercie producentów farb modelarskich. Farbę o podobnym odcieniu produkuje Tamiya, jednak nie miałem możliwości jej zakupu, a w dodatku kolory trzeba było mieszać, czego bardzo nie lubię. Ponieważ barwa zastosowana w wycinance była zbliżona do wzornika FS, zabrałem ją do sklepu modelarskiego APM w Lublinie i, z pomocą kolegi Marcina, dobraliśmy odpowiednią farbę. Wybór padł na Humbrol H30 i, pomimo że początkowo nie byłem przekonany do tego odcienia, efekt widoczny na zdjęciach w zupełności mnie zadowolił. Ponadto zabiegi modelarskie, które zapożyczyłem z forów modelarzy plastikowych uzupełniły braki, na które tak krzywo początkowo patrzyłem. Mówię tutaj o powszechnie znanym washu, robionym artystycznymi farbami olejnymi w różnych kolorach.

Pasy przy fotelu pilota wykonane są z aluminiowej folii z pudełka papierosów. Ja wprawdzie nie palę, ale znajomi, którzy są ofiarami tego nałogu, okazali się bardzo uczynni. Pasy skleiłem z dwóch warstw folii, gdyż jedna to stanowczo za mało, by uzyskać właściwą sztywność i grubość. Klamry według mojego projektu w Corelu zostały wytrawione przez Wojtka Fajgę, za co mu serdecznie dziękuję. Uważam, że efekt jest znacznie lepszy, niż w przypadku rzeźbienia z drutu miedzianego.

Ponadto pod fotelem znajduje się zestaw higieniczny umożliwiający oddawania moczu podczas lotu.

Cięgna widoczne na zdjęciach zostały zrobione z żyłki wędkarskiej o odpowiedniej średnicy, a następnie pomalowane na srebrno.

Prawa i lewa burta kabiny pilota gotowa do zabudowy oprzyrządowania


Zapraszam na dalszą część relacji z budowy kabiny P-47 Thunderbolta Bolesława Gładycha w kolejnej aktualizacji.

Tekst i zdjęcia: Piotr Rowiński