Modelarstwo redukcyjne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Polecamy PrzemoL w krainie kangurów, czyli mój konkursowy debiut

PrzemoL w krainie kangurów, czyli mój konkursowy debiut

Email
Spis treści
PrzemoL w krainie kangurów, czyli mój konkursowy debiut
Galerie
Wszystkie strony

Po ponad 30 latach aktywności modelarskiej pierwszy raz wybrałem się na zawody jako ich uczestnik. A najdziwniejsze jest to, że pojechałem na drugi koniec świata - do Melbourne w Australii na największy konkurs modelarski w tym kraju - Model Expo 2012.

 

 

Jak do tego doszło?

Wszystko przez Andrzeja Ziobera! Kiedy go poznałem 10 lat temu byłem zwykłym sklejaczem zestawów modeli samolotów z II w. św. w skali 1:72. Niewiele, a właściwie nic nie wiedziałem o poważnym modelarstwie, konkursach, festiwalach itp. Andrzej przez kilka lat, stopniowo mnie urabiał, jak woda kropla po kropli drążąca skałę. Opowiadał mi o zawodach, zachęcał do udziału. Kiedyś już prawie mnie namówił na wyjazd do Portugalii na Model Troia. Wtedy się nie udało. W tamtym czasie zmieniłem też nieco zainteresowania modelarskie - zacząłem budować modele samolotów z I w. św. A przed dwoma lata spróbowałem też swych sił w nowej skali - 1:32.

Około dwa lata temu, podczas rozmowy o konkursach modelarskich, powiedziałem Andrzejowi, że gdyby nadarzyła się okazja wyjazdu na zawody do Australii, to nie odmówię, No i stało się - Andrzej wynalazł najbardziej prestiżowy konkurs w tym kraju - Model Expo, organizowany co roku w Melbourne, i zaproponował mi wspólną wyprawę. Ponieważ Australia jest dla mnie najbardziej fascynującym miejscem na świecie, to, choć byłem już tam dwa razy, lecz jeszcze nigdy w Melbourne, uznałem, że nie mogę nie skorzystać z takiej okazji.

Kilka miesięcy temu, skuszony niezwykłymi zestawami Wingnut Wings, zbudowałem swój trzeci model w skali 1:32 - późną wersję RAF FE2b. Po zasięgnięciu opinii Andrzeja zdecydowałem się zaryzykować i zabrać ten model w daleką podróż. Było to naprawdę wielkie poświęcenie z mojej strony, gdyż jednym z podstawowych argumentów przeciw startom w zawodach modelarskich była niechęć do przewożenia modeli, która nasiliła się szczególnie, gdy przestawiłem się na budowę delikatnych modeli samolotów z I w. św. Jednak modele Wingnut Wings, oprócz swoich zalet merytorycznych, charakteryzują się również bardzo solidną konstrukcją. Model został unieruchomiony w szkielecie z gąbki wewnątrz kartonowego pudełka. Ono z kolei trafiło do solidnej skrzynki z pleksi, której wymiary pozwoliły na zabranie jej jako bagażu podręcznego do samolotu. I taki pakunek przeleciał bez żadnego uszczerbku łącznie prawie 35 tys. km, w sześciu etapach, w schowkach podsufitowych różnych pasażerów - od ATR 42, przez Boeinga 777 do Airbusa 380.

Nigdy nie startowałem w zawodach, skala 1:32 jest dla mnie zupełną nowością, nie lubię przewozić modeli. A jednak pojechałem z modelem delikatnego samolotu w tej skali na konkurs na drugi koniec świata, do Australii. Po prostu - wariat!

 

Model Expo 2012

Organizatorzy twierdzą, że Model Expo w Melbourne jest jedynym, przynajmniej w Australii, konkursem, który trwa 3 dni i uznają to za swój wielki sukces. Corocznie wykorzystują tzw. Queen's Birthday Weekend, zawsze przedłużony o oficjalne święto państwowe w poniedziałek. Dla uczestnika konkursu jest to trochę uciążliwe, zamiast zwykłych dwóch dni trzeba dodatkowo poświęcić trzeci. Ale z drugiej strony liczba oglądających modele jest dzięki temu na pewno większa, co istotnie wpływa na zwiększenie popularyzacji modelarstwa.

W tym roku Model Expo trwało od piątkowego wieczora 8 czerwca do wieczora w poniedziałek 11 czerwca. W piątek można było zgłaszać modele do zawodów od godziny 18 do 21. Zjawiliśmy się z Andrzejem w tym czasie w wielkiej sali pawilonu przy torze wyścigowym Sandown Racecourse, aby rozpoznać teren. Zobaczyliśmy, że modeli było jeszcze niewiele, natomiast wielki ruch panował przy stoiskach handlowych, gdzie przedstawiciele różnych sklepów modelarskich znosili wielkie kartony z modelami, akcesoriami, narzędziami, książkami itp. Wrzało jak w ulu. Stwierdziliśmy, że nasze modele wystawimy następnego dnia rano. Udało nam się też porozmawiać przez chwilę z zabieganym dyrektorem komitetu organizacyjnego - Rene de Koningiem. Podobnie jak wszyscy poznani przeze mnie Australijczycy, był bardzo życzliwy, pomocny i zawsze uśmiechnięty.

Punktualnie o 9 w sobotę znaleźliśmy się ponownie w Sandown Racecourse, a po krótkich formalnościach zgłoszeniowych, opłaceniu wpisowego w wysokości 5 dolarów australijskich i przypisaniu modeli do właściwych kategorii sam Rene zaprowadził nas do odpowiednich stołów przeznaczonych na modele. Była to istotna pomoc, gdyż organizatorzy przewidzieli łącznie 62 kategorie modeli, a ponadto 21 wystaw klubowych i 28 stoisk handlowych. I o ile handel zgrupowano przy ścianach hali, to poszczególne kategorie konkursowe i wystawy były przemieszane po to, aby unikając zgrupowań tematycznych, niejako zmusić publiczność do zapoznania się z wszystkimi rodzajami modeli. Nawet gdyby ktoś chciał obejrzeć tylko modele lotnicze, to i tak, poszukując odpowiednich stanowisk, musiał, choćby kątem oka, obejrzeć modele pojazdów bojowych, okrętów, samochodów, motocykli, figurki, dioramy itp. Moim zdaniem to kolejny świetny pomysł na propagację modelarstwa, pokazujący jego wielką różnorodność, wskazujący, że każdy może tu znaleźć coś dla siebie.

W konkursie przewidziano 4 kategorie dla juniorów (do 13 lat), 7 kategorii dla juniorów starszych (do 18 lat) oraz kategorie seniorskie: 14 lotniczych, 9 dla pojazdów bojowych, 10 motoryzacyjnych, 4 dioramowo-winietowe, 3 figurkowe, 5 SF, 3 szkutnicze oraz 3 inne. W grupie wystaw klubowych dominowały lotnicze, wśród których moją szczególną uwagę zwróciły kolekcje modeli samolotów bojowych w barwach australijskich, samolotów w malowaniu pustynnym, samolotów pokładowych oraz samolotów pilotowanych przez kobiety. Ale były też wystawy pojazdów wojskowych i cywilnych, a nawet wystawa z jajem, gdzie jajka wykorzystano jako kadłuby samolotów, czy tułowia figurek, co połączone z zabawną grą słów, egg z przyrostkiem ex, tworzyło humorystyczną całość.

Stoły z modelami konkursowymi i wystawowymi do godziny 12 wypełniły się niemal po brzegi. Jedynie w jednej kategorii - statków żaglowych, nie zgłoszono żadnych modeli, a w innej - małych samochodów cywilnych znalazł się tylko jeden uczestnik. Co ciekawe, organizatorzy nie dołączyli go do innej kategorii motoryzacyjnej i w ten sposób Roy Hakim zdobył pierwsze miejsce swoim modelem Porsche 911 GTI.

 

Całą sobotę spędziliśmy fotografując modele. Później dowiedzieliśmy się, że do konkursu zgłoszono ich 670, a według moich szacunków na wystawach klubowych mogło ich co najmniej być drugie tyle. Model Lancastera wystawiony przez Andrzeja wyróżniał się na tle reszty bardzo wyraźnie.

 

Wśród wielkiej liczby wystawionych modeli udało się znaleźć jeszcze jeden, który był również prezentowany w szklanej gablocie i, moim zdaniem, jako jedyny miał pewne szansę rywalizować z Lancasterem o miano modelu najbardziej zdetalowanego, choć niekonwencjonalnie pootwieranego - już nie. Był to Alfa Romeo Rudolfa Caraciolli, wykonany przez Craiga Chirgwina.

 

W tym momencie stało się dla mnie oczywiste, że trofeum Best of Show pojedzie do Polski. Nie chcę przez to absolutnie powiedzieć, że wystawione modele były złej jakości. Było wręcz przeciwnie. Nawet wśród modeli juniorskich trudno było znaleźć choćby jeden, zrobiony niestarannie. Z racji moich zainteresowań najłatwiej mi ocenić modele lotnicze. Wśród nich zdecydowana większość prezentowała bardzo wysoki poziom - czysto i bardzo starannie pomalowane, wiele z pootwieranymi standardowymi fragmentami - kabiny, silniki, przedziały uzbrojenia. Absolutnie żadnych gniotów! Także w innych kategoriach poziom był wysoki - pojazdy cywilne lśniły wypolerowanym lakierem, pojazdy bojowe były ubłocone, ale bez przesady, figurki - bardzo realistycznie pomalowane, dioramy przyciągały wzrok bogactwem detali.

Z oczywistych względów jednak, najbardziej wtedy interesowała mnie moja kategoria - Aircraft Large, Propeller Driven, Open. Wystawiono w niej 15 modeli. Reprezentowały one typowy poziom Model Expo - wszystkie pięknie pomalowane, w większości z realistycznymi śladami użytkowania,  w widocznych fragmentach całkiem nieźle zdetalowane, ale przy tym bez żadnej ekstrawagancji niestandardowego otwierania. Ku mojej radości były wśród nich aż cztery pierwszowojenne, w tym trzy produkty Wingnut Wings - Bristol Fighter F.2b, RAF RE8 i mój RAF FE2b oraz Nieuport 24bis Rodena. Ponadto znalazły się tam myśliwce z II w. św., błyszczący czerwonym lakierem sportowy Bulldog Racer, a nawet jeden szybowiec - konkurencja była bardzo silna.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

O 17 w sobotę publiczność i zawodnicy opuścili salę i do pracy przystąpili sędziowie. Sposób oceniania modeli w Model Expo jest bardzo precyzyjnie opisany na stronie internetowej konkursu. Ponadto znajdują się tam wskazówki, na co zawodnik powinien zwrócić uwagę, szczególnie przy przygotowywaniu dokumentacji modelarskiej. Tak jasne postawienie sprawy, zwłaszcza w dość ezoterycznej dziedzinie, jaką może być ocena estetyki modeli, jest dla mojego ścisłego umysłu kolejną wielką zaletą Model Expo w Melbourne.

W skrócie rzecz biorąc, ocena modeli składa się z dwóch etapów. Pierwszy ma na celu wyselekcjonowanie najlepszych w każdej kategorii, tych, które przechodzą do finału. Oceniane tu są : staranność budowy, dodane detale, zgodność z dokumentacją oraz malowanie. W drugim etapie dochodzi jeszcze realizm modelu i te pięć aspektów jest oceniane i punktowane w sposób bardziej dokładny. Na podstawie tych punktów (30 za budowę, 25 za detale, 25 za wykończenie, 10 za zgodność historyczną i 10 za realizm) przyznawane są miejsca: pierwsze, drugie i trzecie, a pozostałe modele, które znalazły się w drugim etapie są wyróżniane specjalnym certyfikatem w formie dyplomu.

W niedzielę przed południem w hali konkursowej panowała atmosfera cichego napięcia. Wszyscy oczekiwali na wyniki pracy sędziów, którzy z grubymi plikami arkuszy oceny modeli przechadzali się wśród stołów z modelami i dokonywali ostatecznej weryfikacji wyników. Około południa na kartach informacyjnych przy modelach w poszczególnych kategoriach zaczęły pojawiać się naklejki: niebieskie ze słowem FIRST, pomarańczowe SECOND i zielone THIRD. Chodziłem wtedy po sali obserwując pojawiające się naklejki. Przy nie pamiętam już którym przejściu przy modelach mojej kategorii wreszcie zobaczyłem SECOND przy modelu jednego z dwóch Messerschmittów Bf 109 i THIRD - przy Bristolu Fighterze a, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, ale i nie mniejszej radości, niebieskie FIRST znalazło się przy moim FE2b! Długo nie mogłem w to uwierzyć, do teraz wydaje mi się to tak nieprawdopodobne. Ale moje największe zdziwienie wzbudził brak jakiegokolwiek wyróżnienia przy pięknym modelu RE8.

Po dobrej godzinie pojawiły się też długo oczekiwane wyniki w kategorii Aircraft Small, Modified gdzie był wystawiony Lancaster Andrzeja. Z całym szacunkiem dla innych wystawionych tam modeli, według mnie wynik tej oceny mógł być tylko jeden.

 

 

 

 

I tak się stało, niebieska naklejka FIRST znalazła się przy modelu, który w plastikowej skrzynce i szklanej gablocie po 28 godzinnej podróży przyleciał do Melbourne z Poznania.

Warto też wspomnieć, że po zakończeniu oceny organizatorzy dokonali pewnych przesunięć modeli na stołach. Kategorie mniej obsadzone zostały zagęszczone, a te bardziej popularne - rozrzedzone. Miało to na celu przekształcenie całej imprezy w wielką wystawę prezentującą w elegancki sposób wszystkie kategorie plastikowego modelarstwa redukcyjnego.

Gdy już poznaliśmy wyniki oceny modeli, wybraliśmy się z przyjaciółmi do centrum Melbourne, a do hali Sandown Racecourse wróciliśmy po południu w poniedziałek. Wtedy przy modelach pojawiły się też czarne tabliczki z nazwami przyznanych nagród specjalnych, których było 20. Brakowało jedynie informacji o najcenniejszym trofeum - Best of Show i o wyniku głosowania publiczności - People's Choice.

Punktualnie o 16 rozpoczęła się ceremonia wręczenia nagród. Puchary zajmowały dwa duże stoły. Najpierw nagrody otrzymali zwycięzcy kategorii juniorskich. Potem kolejno poszły nagrody w kategoriach seniorów oraz nagrody specjalne. Wśród nich była nagroda ufundowana przez Andrzeja, która trafiła do Craiga Chirgwina - autora wspomnianego już modelu Alfy Romeo. Na samym końcu wyjawione zostały ostatnie tajemnice Model Expo 2012. W efekcie Andrzej musiał jeszcze dwa razy wstawać i wysłuchiwać rzęsistych braw - zarówno nagroda Best of Show, jak i People's Choice trafiły w jego ręce!

 

Moim zdaniem było to absolutnie zasłużone wyróżnienie dla wykonawcy zdecydowanie najbardziej efektownego, choć przy tym najbardziej niekonwencjonalnego modelu prezentowanego na tych zawodach. Warto też dodać, że na wybór publiczności pewien, choć na pewno nie decydujący wpływ miała obecność australijskiej Polonii, która wiedziała o zawodach modelarskich i udziale w nim modelarzy z Polski dzięki staraniom mieszkającego w Melbourne Andrzeja Zbiegniewskiego, znanego, także polskim czytelnikom, autora książek o historii lotnictwa. Napisał on o tym wydarzeniu krótką informację w polskiej gazecie ukazującej się w stanie Victoria. Zapowiadany tam udział Polaków w Model Expo 2012 zakończył się więc wielkim sukcesem. I o ile tryumf Andrzejowego Lancastera według mnie był co najmniej bardzo prawdopodobny, to fakt, że ja ze swoim skromnym modelem znalazłem się w polskiej drużynie i dołożyłem do tego sukcesu swoją cegiełkę jest dla mnie wielką radością.

 

Podsumowanie

Nawet pomijając kwestię wygranej w swojej kategorii, udział w Model Expo w Melbourne był dla mnie wielką przyjemnością. Miałem okazję zobaczyć ponad 1000 modeli, które reprezentowały bardzo wysoki poziom. Zapoznałem się z atmosferą modelarskiego święta, zawodów rozgrywanych wśród przyjaciół, gdzie nikt się nie obrażał, wszyscy szczerze gratulowali zwycięzcom. Ponieważ miałem już okazję być wcześniej dwa razy w Australii, wiedziałem, że mieszkańcy tego kraju są serdeczni, życzliwi i bardzo otwarci. Teraz wiem, że modelarze nie odbiegają od tego standardu. Udało się mi poznać osobiście kilka osób, które dotąd znałem jedynie jako nicki z forów modelarskich, a oprócz tego nawiązałem kontakty z wieloma osobami, których dotąd nie znałem wcale. W hotelu, gdzie mieszkaliśmy zatrzymała się też pięcioosobowa drużyna z klubu modelarskiego z Adelajdy. Spędziliśmy z nimi razem bardzo miły wieczór przy lampce najlepszego na świecie czerwonego wina - Shirazu z doliny Barossa. Wymieniliśmy poglądy na temat modelarstwa, adresy oraz koszulki klubowe! A na tablecie australijskich modelarzy zaprezentowaliśmy też nasz portal, który zaraz został wpisany do ulubionych. Podsumowaniem dżentelmeńskiej rywalizacji modelarskiej, z pełnym szacunkiem dla klasy rywala, niech będzie stwierdzenie jednego z nich, że zaszczytem było przegranie z takim modelem, czyli Lancasterem Andrzeja.

 

Strona internetowa Model Expo: http://modelexpo.com.au/

Oficjalne wyniki wszystkich kategorii: http://modelexpo.com.au/downloads/pdf/Expo%202012%20Results.pdf

Galeria zwycięzców: http://modelexpo.com.au/gallery.html

Jeśli kogoś interesują jakieś szczególne zdjęcia w lepszej rozdzielczości, to proszę o kontakt mailowy

( Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. )

 

Tekst i zdjęcia: Przemyslaw Litewka