Modelarstwo redukcyjne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Modele Galerie modeli Kolekcjonowanie i modelowanie historii

Kolekcjonowanie i modelowanie historii

Email

Kolekcjonowanie i modelowanie historii

Podobnie jak większość ludzi w dzisiejszych czasach, zostałem zmuszony do zredukowania ilości domowych zajęć, a w szczególności tych dotyczących moich hobby. Kiedyś było to budowanie modeli, zbieranie mundurów, strzelanie na zawodach strzeleckich oraz nurkowanie, itp. Z powodów ekonomicznych i w związku z narodzinami mojego syna w 2009, musiałem znacznie ograniczyć moje wydatki na hobby. Wtedy natknąłem się na rozwiązanie, które pozwoliło mi kontynuować dwa z nich i jednocześnie rozwinąć swoje modelarskie umiejętności. Zamiast co roku kupować tuziny mundurów i modeli, teraz koncentruję się na zakupie jednego lub dwóch. Te ograniczenia przymusiły mnie do uważniejszego spojrzenia na to, co już mam, a to co znalazłem było całkiem satysfakcjonujące.

Militaria zbieram niemal odkąd zacząłem budować modele. Przez wzgląd na zmiany jakie zaszły w moim życiu w 2009, postanowiłem skupić się na zbieraniu jedynie mundurów zidentyfikowanych pilotów myśliwskich II w. św. Znalezienie munduru oficera z tego okresu nie jest bardzo trudne - nadal trafiają się na pchlich targach, w sklepach z kostiumami lub w podobnych miejscach, w cenie zbliżonej do modelu samolotu w skali 1:48. Jest ich mnóstwo, wystarczy wiedzieć czego szukać. Nie każdy mundur jest źródłem informacji historycznych, ale każdy ma swoją wyjątkową historię. Obecnie tak wiele informacji dostępnych jest na wyciągnięcie ręki, że nawet stojąc pośrodku targu można znaleźć wartościowy mundur. Polowanie zaczyna się, gdy tylko mundur opatrzony jest nazwiskiem, a na ramieniu wyszyty jest symbol lotnictwa wojskowego.

Zbieram jedynie te mundury, które noszone były w jakiejkolwiek służbie wojsk lotniczych. Na przykład badanie i powiązanie munduru sierżanta 4. Dywizji Pancernej z czołgiem, którym dowodził podczas wyzwolenia Bastogne nie różni się niczym od odkrycia, który P-47 pilotowany był przez danego pilota przez większość jego tury bojowej, albo jakim typem samolotu latał dany oficer lotnictwa morskiego. Często zdarza się, że do zidentyfikowania poprzedniego właściciela munduru pozostaje jedynie kilka liter nazwiska i cztery ostatnie cyfry numeru identyfikacyjnego, ale równie często bywa tak, że mam to szczęście, iż pełne nazwisko lotnika napisane jest na podszewce.

Ograniczenie mojej kolekcji do mundurów z nazwiskami pomogło mi zawęzić spektrum zainteresowania, jak również rozwinąć umiejętności modelarskie. Kiedyś zadowalało mnie sklejenie modelu dla samej przyjemności budowania, ale podobnie jak u wielu z nas, z czasem moim celem stało się korygowanie niedokładności i waloryzowanie zestawu tak, by model wpadał w oko. Wiążąc kolekcjonowanie mundurów z moim modelarstwem, posunąłem się o krok dalej. Obecnie bardziej niż pospieszne kończenie poszczególnych etapów budowy, by jak najszybciej skończyć model, zwracam uwagę na jego poprawne wykonanie. Jeśli do zbudowania modelu danego samolotu muszę zrobić własne kalkomanie, to niech tak będzie. Jeśli do zobrazowania konkretnego samolotu muszę wykonać samodzielnie jakieś detale, to jeszcze lepiej! W rezultacie, modelowanie stało się bardziej atrakcyjne, a przy tym jest również bardziej oszczędne!

Wielu z nas zna takie nazwiska jak Richard Bong, Chuck Yaeger i Francis Gabreski, ale przecież dziesiątki tysięcy innych młodych ochotników zgłosiło się do służby w lotnictwie. Niestety, wielu z nich zostało już zapomnianych. W ciągu ostatnich siedmiu dekad o wiele łatwiej było po raz kolejny przypomnieć historię asa niż opowiedzieć historię pilota myśliwca wykonującego zadania szturmowe, który w ciągu całej swojej służby bojowej nigdy nie natrafił na wrogi samolot. Choć historie tych pilotów nie są mniej ważne, to jednak często były odsuwane w cień na rzecz bardziej atrakcyjnych medialnie opowiadań.
Mój najnowszy mundur to szyta na miarę kurtka Ike w kolorze khaki, która dawniej należała do por. H. A. Paxa. Nie ma na niej żadnych baretek, ale zachowały się skrzydełka pilota i naszywka 9. Armii Lotniczej. W celu wyszukania pełnego nazwiska pilota i informacji o tym, że ukończył szkolenie na P-47 w Replacement Training Unit na lotnisku wojskowym w Millersville i że w maju 1944 został przydzielony do 406. Fighter Squadron, z 371st Fighter Group - wystarczyło wpisanie kilku różnych kombinacji w wyszukiwarkę Google.

Archiwum Państwowe oddalone jest od mojego domu jedynie o pół godziny drogi, więc szybko zagłębiłem się w nielicznych dokumentach 406. Dywizjonu i natrafiłem na historyczne złoto. W archiwach znalazłem raporty z misji bojowych od maja 1944 do maja 1945, ale w przeciwieństwie do zapisów wielu innych dywizjonów i grup, te raporty opatrzone były odręcznymi notatkami określającymi pilotów i samoloty latające w każdej misji. Wiedziałem już, że kod dywizjonu to 4W, a według sprawozdań z 2/3 jego osiemdziesięciu pięciu misji, por. Pax latał samolotem oznaczonym 4W*P. Chwila dalszych poszukiwań przyniosła mi trzy ostatnie cyfry 4W*P. Okazało się, że 4W*P Paxa to P-47D-16-RE, a trzy ostatnie cyfry to 295. Pełny numer ogonowy to 42-76295, zatem by wykonać oznaczenie 276295 na moim modelu, mogę wykorzystać arkusz kalkomanii Eagle Strike 48049 z żółtymi numerami, natomiast do kodu dywizjonu użyję arkusza AeroMaster AM48803 z białymi cyframi.

Oczywiście nie zawsze sprawa jest tak idealna. Analizowanie sześćdziesięcioletnich zdjęć poszczególnych samolotów jest wyzwaniem, a często wręcz zapędza w ślepą uliczkę. Poszukując samolotu Paxa, udało mi się znaleźć zdjęcia dwóch innych samolotów 406. Dywizjonu, którymi - według raportów - latał Pax: 4W*A i 4W*T. Jedno z tych zdjęć jest w kolorze! Oba te myśliwce były używane zamiennie z samolotem 4W*P, można więc bezpiecznie założyć, że 4W*P był również w kolorach Olive Drab i Neutral Grey, z białymi pasami identyfikacyjnymi na ogonie, takimi samymi kodami dywizjonu i również białym pasem na osłonie silnika, a po 6 czerwca 1944 – także z pasami inwazyjnymi. Mam zamiar go zbudować, ponieważ pod koniec lipca 1944, mimo poniesienia w walce znacznych uszkodzeń swego samolotu, Pax zrzucił parę 500 funtowych bomb prosto na niemiecką Panterę. Za ten wyczyn został później odznaczony orderem Distinguished Flying Cross. Pod koniec czerwca pasy inwazyjne zostały zredukowane jedynie do spodniej części skrzydeł i kadłuba. Jeśli moje dalsze badania ujawnią nazwę lub nose art tego konkretnego samolotu, to odpowiednie kalkomanie przygotuję samemu.

Choć zestaw Razorback Tamiyi jest arcydziełem technologii wtryskowej, to jednak chcę, by mój model zawierał trochę więcej szczegółów. Para żywicznych kół Ultracast do wczesnych P-47 i żywiczne siedzenie z pasami bezpieczeństwa stanowią naprawdę jedyne niezbędne dodatki, które zresztą pasują do zestawu idealnie. Uzbrojony w nowe akcesoria - parę żywicznych bomb 500-funtowych marki True Details, a także zaopatrzony w arkusze żółtych i białych kalek oraz zdjęcia oryginału – zabrałem się do budowy samolotu Henry'ego Paxa. Po zakończeniu badań, budowa samego modelu jest już bardzo prosta. Powstrzymam się od poetyckiej wazeliny o tym, jak dobry jest zestaw Tamiyi, gdyż dostępnych jest już wiele jego recenzji. Powiem tylko, że sporo straciliście jeśli jeszcze go nie budowaliście.

Po latach rozmów z kolegami modelarzami, wszyscy zgadzamy się, że poszukiwanie dodatkowych materiałów jest kluczem do udanego modelu. Nie ma wątpliwości, że dobre zdjęcia referencyjne danego obiektu dają szansę na zbudowanie dokładnego modelu. Przy odrobinę większym wysiłku i ilości poświęconego czasu można zmienić dobry model w miniaturową replikę samolotu, która świetnie prezentuje się obok munduru jego dawnego pilota. Wielu może powiedzieć, że zbudował model P-47 Francisa Gabreskiego, ale ilu może się pochwalić modelem samolotu Henry'ego Paxa?

Jonathan Bernstein (tłumaczenie Piotr Mazurek, zdjęcia autor i archiwum autora)