Modelarstwo redukcyjne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Publicystyka Publicystyka2 Zmiana koloru modelarskiego PR’u

Zmiana koloru modelarskiego PR’u

Email

W większości najprawdopodobniej przyznamy, że przemalowanie czegoś z koloru czarnego na biały to duże modelarskie wyzwanie. Zapewne nie obędzie się bez kilku warstw, sporego nakładu pracy, wysiłku, czy wreszcie chwil zwątpienia w sens takiego zabiegu. Równie trudny do wybielenia jest tak zwany czarny PR (Public Relations). A ten, jak się okazuje, towarzyszy także modelarskiemu środowisku. Co gorsze, sami najczęściej dajemy mu się rozwinąć i sami wpływamy na jego utrwalanie.

Typowy pokój nastoletniego chłopaka. Przed telewizorem, w którym wesoły instruktor udziela lekcji fitness, on – ponad trzydziestoletni Jacuś. Ćwiczy. Udaje, że ćwiczy. Po to, żeby pokazać matce, że jest na tyle zajęty, by nie pójść do banku po kredyt na swoje własne cztery kąty.

Opisana sytuacja jest fragmentem klipu reklamowego banku ING i w zasadzie nie miałaby nic wspólnego z miejscem, w którym publikujemy ten tekst, gdyby nie kilka drobnych szczegółów scenografii tej reklamówki, gdyby nie kilka elementów wystroju pokoju, w którym rozgrywa się akcja. Otóż na ścianach można dostrzec zdjęcia modeli: trójpłatowiec Czerwonego Barona, Spitfire Cyrku Skalskiego, obok telewizora model jachtu i jeszcze, zapewne jeszcze nie zbudowany, bo w pudełku, model samolotu transportowego. Tak, Jacuś jest modelarzem – m.in. to ma dostrzec widz, śledząc poczynania bohatera reklamy. Jest to zupełnie świadomy zabieg jej autorów, mający nadać konkretne cechy postaci, która w reklamie i jej podobnych, bo powstała cała seria, w tym wersja alternatywna klipu z modelami, odgrywa rolę życiowego niedorajdy. Jacuś, w którego wcielił się popularny w Polsce, głównie z uwagi na liczne serialowe role, aktor Jacek Braciak, doczekał się nawet zdefiniowania swojej postaci w Wikipedii, w dziale Nonsensopedia. Oto fragment: Jacuś – snob, truteń i pasożyt, czyli typowy przykład mężczyzny po trzydziestce, występujący w reklamie banku. Jacuś mieszka u mamusi, gdzie ma swój pokoik i, mimo jej dramatycznych wysiłków, nie chce opuścić ciepłego rodzinnego gniazdka.
Obejrzawszy reklamę po raz pierwszy, z miłym zaskoczeniem odkryłem w niej tak lubiane przez większość miłośników lotniczego modelarstwa redukcyjnego samoloty. Ale po chwili to wrażenie ustąpiło miejsca innemu. Przecież ten niezaradny facet też jest modelarzem! Jak ja. O ile podobne sytuacje rodzinne zapewne mają miejsce w wielu polskich domach, to ich oddziaływanie raczej nie wychodzi poza próg drzwi. Ale reklama, pokazywana przecież w kilkunastu kanałach telewizyjnych przez pewien czas, ma jednak podstawowe zadanie - trafić do milionów widzów. Dość łatwo sobie wyobrazić, że wielu z nich pasję do budowania modeli skojarzy, jeśli nie na zawsze, to przynajmniej na jakiś czas, z nieporadnością, czy takimi cechami Jacusia, jak lenistwo lub pewien rodzaj cwaniactwa, dzięki któremu nie musi się on martwić o to, czy ma gdzie mieszkać i co włoży do przysłowiowego garnka. Może więc sobie swoje samolociki beztrosko kleić.

 


Czy możemy mieć za to pretensje do autorów reklamy? Nie, bo jako ludzie, u których podstawą w codziennej pracy jest kreatywność, stworzyli ją tak, by była maksymalnie czytelna i niosła jednoznaczne przesłanie. Nawet jeśli do stworzenia wizerunku jej negatywnego bohatera wykorzystali cenne dla nas hobby, jakim jest modelarstwo redukcyjne. Postanowiłem mimo to porozmawiać z twórcami kampanii reklamowej ING z wykreowanym Jacusiem w roli głównej i dowiedzieć się więcej o celu w jakim modelarstwo zostało użyte do zbudowaniu wizerunku jej bohatera.
Marcin Witkowski - Skąd czerpaliście pomysły na stworzenie postaci Jacusia? Jak budowaliście jego rys charakterologiczny, czyli człowieka pedantycznego, acz niezaradnego, który mieszka z rodzicami i… skleja modele.
Jakub Kamiński, dyrektor kreatywny i właściciel agencji reklamowej Brain, odpowiedzialnej za kampanię ING - Stworzenie tego rysu charakterologicznego wyglądało tak, że ponieważ mamy do dyspozycji tylko 30 sekund, to musieliśmy uwypuklić pewne cechy charakteru - dwie podstawowe rzeczy: Jacuś jest mały, Jacuś skleja modele. Skleja modele, podkreślam. To, jaki Jacuś byłby w filmie półgodzinnym, nie jest odzwierciedlenie tego, jaki jest w trzydziestosekundowej reklamie. Reklama rządzi się 30-sekundową logiką.
MW - Chodzi o bardzo szybki, czytelny przekaz, prawda?
JK - Tak. Ja nie mam wątpliwości, że pan dostrzegł od razu te modele, ale 99% widzów ich nie zobaczy.
MW - Potraktuje je jako tło i nie wyłapie szczegółów?
JK – Tak.
MW - Jeśli skorzystaliście z faktu, że główny bohater reklamy jest właśnie modelarzem, czy w takim razie w środowisku twórców reklam, czyli ludzi bardzo kreatywnych, krążą jakieś stereotypy dotyczące modelarzy? Czy łatwo przypiąć jakiś stereotyp modelarzom?
JK - Ja nie jestem specjalistą od terminologii modelarskiej. Ale, gdyby ktoś powiedział mi, że on jest modelarzem, to poczułbym do niego wielki szacunek. Ale Jacek nie jest modelarzem. Jacek skleja modele.
MW - Czyli dostrzegacie tu zasadniczą różnicę?
JK - Taaak, zdecydowanie. Jeśli Pan zrobi sobie stop klatkę na reklamie, to w jego pokoju większość modelu to modele z PRLu; polskie, rosyjskie, DDR-owskie. One są źle sklejone. One są sklejone w niewielkiej części dobrze, ale większość sklejona jest źle. Reszta jest przez Jacusia zapomniana...
(faktycznie scenografia jest dużo słabiej widoczna – przyp. aut.).
MW - Niektóre są jednak wyróżnione, co, choć niełatwe do dostrzeżenia, jest możliwe. Zauważyłem w spocie m.in. model Spitfire’a na zdjęciu na ścianie.
JK - Dlatego mówię o tym, że większość to jednak modele bardzo słabe.
MW - Proszę powiedzieć, czy budując postać Jacusia przeglądaliście na przykład internetowe fora modelarskie, czy może bazowaliście na tym co ogólnie o modelarzach wiadomo, co się o nich mówi?
JK - Nie, nie zaglądaliśmy w te miejsca. Bazowaliśmy na tym co wiedzieliśmy.
MW – Czyli głównie na stereotypach, bo sami modelarstwem się nie zajmujecie?
JK - Ja mogę powiedzieć, że stereotyp modelarza w mojej głowie, to jest ktoś niepoważny. Nie, nie modelarz, bo modelarz to jest ktoś poważny. Ale człowiek, który skleja modele, pasjonuje się tym, to jest ktoś niepoważny. Modelarz to jest oczko wyżej, albo dwa, a nawet trzy wyżej. Nie jestem pewien czy dobrze pojmuję, ale modele redukcyjne samolotów sterowane radiem są za….e.
MW - A co z modelami redukcyjnymi, które budowane z pietyzmem przez wiele miesięcy mają za zadanie tylko stać na półce czy festiwalowym stole.
JK – Autor takich modeli to jest człowiek obłędnie pochłonięty pasją. Jacuś
nie ma pasji, Jacuś skleja modele, ale powiedzmy od niechcenia. Nawet nie na pół gwizdka. Rozłazi mu się to.
MW - Czyli wasz bohater to nie jest ktoś, kto oddaje się budowaniu modeli bez reszty. To ktoś, kto modele traktuje jako jedną z wielu przypadkowych pasji?
JK - Tak, dokładnie, to jedna z jego stu pasji.
MW – Pytanie o to, czy mieliście alternatywę dla postaci Jacusia, na przykład numizmatyk lub filatelista, nie ma większego sensu, bo wychodzi na to, że modele to wypadkowa jego wielu zainteresowań.
JK – Tak, znaczki były podnoszone w trakcie prac nad reklamą, ale znaczki… są za małe by dobrze wyszły w telewizyjnej reklamie (uśmiech).
MW - Dziękuję za rozmowę
JK - Dziękuję.

 

Jakie wnioski możemy wyciągnąć z tych słów? Autorzy reklamy mają świadomość, że modelarstwo redukcyjne może nieść wyższe wartości. Ale może być też postrzegane jako infantylna zabawa uprawiana przez dorosłych facetów, którzy nigdy nie dojrzeli, i przedstawiane jako odbicie ich wielu negatywnych cech. Niektórzy czytelnicy zapewne powiedzą: - I co z tego? Jeśli ktoś tak pomyśli, to jego sprawa, a ja robię swoje i to się dla mnie liczy. I ktoś taki będzie miał rację, jeśli patrzymy na zagadnienie w kontekście prywatnych relacji modelarza z jego towarzyskim otoczeniem. Problem pojawia się dopiero w momencie, jeśli modelarstwo w takim ujęciu utrwali się w świadomości kogoś, przed kim z prośbą o finansowe wsparcie staną n.p. chętni zorganizowania poważnej imprezy modelarze. Przykładów mamy w Polsce sporo: od cieszącego się niesłabnącym powodzeniem festiwalu bytomskiego, który ma już spore tradycje i renomę, po nowe imprezy w tak mało znanych na modelarskiej mapie kraju miejscach jak Kołczygłowy. Tu udaje się namówić lokalne władze, działaczy społecznych, czy firmy do wsparcia inicjatywy organizacji festiwalu poprzez sponsorowanie nagród itp., ale łatwo sobie wyobrazić, że przy zmianie wójta, czy prezydenta, a wraz z nim podległych mu urzędników, spojrzenie na działania modelarzy może być zupełnie inne. Może, przykładowo, okazać się, że wiele zakrojonych na szeroką skalę projektów spełznie na niczym, bo komuś przedmiotowe modelarstwo wydaje się dziecinną zabawą, na którą nie warto marnować czasu, a tym bardziej trwonić pieniędzy. Są i przykłady mniejszego kalibru, jak choćby starania kierującego świetlicą terapeutyczną pedagoga o skromne środki na modele i potrzebne do ich budowy akcesoria, które napotykają na betonowy opór prezesa fundacji prowadzącej świetlicę (takie przypadki znane są redakcji MR).
Wizerunek modelarstwa, jako pasji niosącej głębokie wartości i charakteryzującej się szerokim spektrum wiedzy, od stricte technicznej, przez takie dziedziny, jak fizyka, chemia, czy wreszcie historia, zależy głównie od samych modelarzy. Obserwując poczynania wielu miłośników tego hobby można odnieść wrażenie, że niekiedy nawet świadomie robią modelarskiemu środowisku tak zwany czarny PR. Bo kto, jeśli nie sami modelarze, daje powody do traktowania całego środowiska jako grupy niespełna rozumu zdziecinniałych facetów zapełniających półki plastikowymi zabawkami? Przykładów na to, jak szybko i łatwo można zniweczyć budowany nawet latami wizerunek, nie trzeba szukać daleko. Czarny PR to dziś codzienność - w polityce, w mediach, w środowiskach artystycznych i intelektualnych, a nade wszystko w rywalizujących z sobą koncernach przemysłowych. Odpowiednio spreparowana plotka i zmanipulowany fakt medialny zaczyna żyć własnym życiem w opinii społecznej, a zaatakowany w ten sposób obiekt ponosi niepowetowane straty i zmuszony jest mozolnie odbudowywać swój wizerunek, bardzo często na drodze kosztownych procesów sądowych. Ponieważ modelarze nie mają aż takiej siły oddziaływania, by w podobny sposób dbać o dobre imię swojego środowiska i wartości modelarstwa, to wydaje mi się, że słusznym będą te najmniejsze działania, jak choćby poważne traktowanie pasji, której się oddajemy niekiedy długimi godzinami. Tak, by ktoś, kto o modelarstwie dopiero ma się dowiedzieć czegoś więcej, nie odniósł wrażenia, że ma do czynienia z wyrośniętymi dziećmi. Dobrym przykładem kreowania pozytywnego wizerunku mogą być nasi pobratymcy – modelarze RC. Nikt spośród ich grona nie mówi głośno światu zewnętrznemu, że takim modelarzem można się stać za kilkaset złotych wydanych za dopracowany zestaw do samodzielnego montażu. Tymczasem wiedza o tej dziedzinie modelarstwa jaka płynie ze środowiska, jest z zasady jednoznaczna w swoim przekazie: - że przy modelach jest mnóstwo pracy, a ich wykonanie graniczy z nadnormalnymi niekiedy zdolnościami! Porównanie miłośnika małych samolotów sterowanych radiem do nawet najambitniejszego modelarza redukcyjnego, który na zbudowanie swojego małego dzieła poświęcił kilkakrotnie więcej czasu, zgłębiając przy okazji kawałek historii godny obszernego referatu, wypada zwykle na korzyść tego pierwszego. Długo będę pamiętał audycję radiową, w której zaproszeni razem z kolegami w charakterze gości, mówiliśmy o wartościach jakie niesie budowanie lotniczych modeli redukcyjnych. Po godzinnej rozmowie zadzwonił słuchacz z pytaniem... o modele RC. Zadzwonił, bo słyszał, że to dopiero są prawdziwe modele. Wygląda na to, że modelarstwo redukcyjne ma jeszcze wiele do zrobienia, by jego odbiór był choć w pewnym stopniu tożsamy z umiejętnościami i wiedzą, jakie owa dziedzina modelarstwa w ludziach rozwija, żeby w świadomości społecznej ta pasja uchodziła za nie mniej elitarną niż modelarstwo RC.
W wielu forumowych dyskusjach możemy przeczytać, że ich użytkownicy modele budują dla zabawy, by się odstresować. Nie ma w tym nic złego. Bo przecież nikt modeli nie buduje za karę, a radość tworzenia to odczucie wspólne dla wszystkich parających się modelarstwem. Ale w licznych przypadkach, obok stwierdzeń do czego komu modelarstwo służy, deprecjonuje się także działania tych, którzy mają ambicje pokazania, że modelarstwo może być czymś więcej niż tylko frywolną zabawą.

Tekst: Marcin Witkowski

Zdjęcia: Kadry z filmu reklamowego Banku ING. Agencja Reklamowa BRAIN