Modelarstwo redukcyjne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Modele Relacje z budowy Boeing F4b-4 | 1:32 - Aktualizacja 25.04.2012

Boeing F4b-4 | 1:32 - Aktualizacja 25.04.2012

Email
Spis treści
Boeing F4b-4 | 1:32
Aktualizacja 25.04.2012
Wszystkie strony

Aktualizacja 25.04.2012

Czasami wydaje się, że bardzo dobrze udało się rozwiązać jakiś problem w modelu. Jednakże po przejściu do kolejnych etapów pojawiają się wątpliwości, czy rzeczywiście tak jest. W trakcie budowy mojego F4b-4 doświadczyłem tego uczucia kilkakrotnie i nie mogę wykluczyć, że sytuacja się jeszcze powtórzy. Dobrym tego przykładem są podłużnice w obrębie kabiny, które mają w oryginale liczne otwory. Jak wspomniałem w pierwszej części relacji, imitacje perforacji zrobiłem, naklejając na pocienione podłużnice cienkie paski polistyrenu z nawierconymi otworami. Do klejenia użyłem rzadkiego kleju Tamiya. Po oględzinach miałem wrażenie, że dobrze się prezentują, a otwory są wyraźnie widoczne. Poniższe zdjęcie wydaje się potwierdzać prawidłowość rozwiązania.

 

Jednakże, gdy pokryłem podłużnice cienką warstwą podkładu, wyszły wszystkie niedoskonałości. Ponieważ użyłem wspomnianego kleju, a paski były cieniutkie, miejscami polistyren rozpuścił się. Dodatkowo, po dociśnięciu, w niektórych miejscach wypłynął nadmiar kleju poprzez otwory pomimo nakładania minimalnych ilości praktycznie suchym pędzlem. Dopiero gdy podkład wyrównał kolory podłużnic i naklejonych pasków, uwidoczniły się wszystkie mankamenty. Taki stan rzeczy był nie do zaakceptowania - należało znaleźć nowe rozwiązanie. Postanowiłem interesujące mnie podłużnice wyciąć ze szkieletu i zastąpić je polistyrenowymi pręcikami, w których wcześniej wywierciłem poszczególne otwory. Wiercenie tak wielu otworów na wylot w bardzo cienkich elementach nie było prostą operacją, ale po kilku próbach doszedłem do wprawy.
Poszczególne fragmenty podłużnic pomiędzy wręgami zastępowałem pojedynczo, aby nie osłabić całej konstrukcji. Element z tak gęsto wywierconymi otworami stawał się wiotki. Żeby temu zapobiec, do otworów wpuszczałem odrobinę rzadkiego kleju CA, który po zaschnięciu usztywniał podłużnicę.
A oto stan po wymianie podłużnic.

 

Według przyjętej koncepcji otwarcia modelu miałem wykonać poszycie prawej burty w obrębie kabiny. W tym celu w pierwszej kolejności należało odwzorować elementy służące do mocowania blach poszycia do szkieletu kadłuba. W oryginale były to pionowe i poziome płaskowniki. Wyciąłem je z pasków polistyrenu, robiąc przy tym linie nitów w odpowiednich miejscach. Detale te zostały przyklejone do wręg i podłużnic.

 

Teraz mogłem przystąpić do zaplanowanych prac nad wytworzeniem fragmentu poszycia. Jako szablon do wyznaczenia kształtów poszczególnych blach posłużyła folia oramask - ta sama, którą stosuje się do robienia masek przesłaniających malowane powierzchnie. Dzięki temu, że jest ona przezroczysta, mogłem nanieść na niej dokładnie wszystkie otwory, a także linie przebiegu nitów zgodne z usytuowaniem wręg i podłużnic oraz zaznaczyć zewnętrzny obrys arkusza. Następnie przeniosłem wszystkie powstałe linie na arkusz polistyrenu o grubości 0,1 mm i nitowadłem wykonałem nity .

Tak prezentowało się poszycie w trakcie próbnej przymiarki:

 

Po ostatecznym dopasowaniu nastąpił stresujący moment przyklejenia poszycia do szkieletu.

W pierwszej kolejności taśmą Tamiya przymocowałem arkusz do kadłuba, a następnie klejem tej samej firmy, fragment po fragmencie, od wewnętrznej strony, przyklejałem go do płaskowników mocujących.

 

 

Z chwilą przyjęcia do realizacji koncepcji modelu pozbawionego w wielu miejscach poszycia zastanawiałem się nad konsekwencjami i dodatkowymi trudnościami, jakie niesie ze sobą ta forma prezentacji wnętrza. Jednym z takich problemów, który dręczył mnie praktycznie od początku, było wymyślenie wykonalnej metody zlikwidowania linii łączenia obu połówek kadłuba na jego spodzie od strony wewnętrznej, a także wykonanie fragmentów wręg w tym obszarze. Myślałem o wykorzystaniu płynnej szpachlówki, którą wypełniłbym miejsce łączenia, a następnie delikatnie próbowałbym to wyszlifować. Jednakże tego typu czynności w zamkniętej przestrzeni sklejonego kadłuba, przy kruchości całej konstrukcji i ograniczonym przez jego szkielet polu manewru, wydawały mi się dość ryzykowne. Poza tym nie miałem pewności, że wszystkie te czynności dadzą zadowalający efekt, zwłaszcza że po zamknięciu kadłuba nie miałbym żadnej innej sensownej alternatywy. Postanowiłem spróbować czegoś innego. Z tej samej co poszycie prawego boku płytki polistyrenu 0,1 mm spróbowałem wyprofilować element, który swoim kształtem odpowiadałby wewnętrznej, spodniej części kadłuba pomiędzy dolnymi podłużnicami. Jego zadaniem miało być zamaskowanie linii łączenia obu połówek kadłuba. Jednocześnie mogłem swobodnie odtworzyć dolne części poszczególnych wręg wraz z elementami mocującymi poszycie i nitowaniem. Po dopasowaniu element ten został wklejony w prawą połówkę kadłuba.

 

 

Gdy miałem zrobiony spód, zająłem się wnętrzem górnej części kadłuba. Tu także z polistyrenowych profili odtworzyłem brakujące podłużnice i wręgi, a samym grzbietem zamierzałem zająć się później.

 

 

Po pomalowaniu wnętrza i złożeniu obu połówek tak się prezentował mój Boeing:

 

Pokazałem zdjęcia Andrzejowi Zioberowi i wtedy pojawiło się jego pytanie, jak zamierzam poradzić sobie z grubymi ściankami grzbietu kadłuba w obrębie otwartych luków, tu bowiem zawsze pojawiają się trudności. Pierwotnie zakładałem, że spód luku był płaski, a jego brzegi stykały się z brzegiem ścianek. W takim wypadku odpowiednio wklejając podłogę oraz przednią i tylną wręgę, stanowiące poprzeczne ścianki luku, można w dość prosty sposób optycznie pomniejszyć grubość ścianek. Na tym etapie realizacji modelu miałem dużo większą wiedzę na temat konstrukcji tego samolotu niż w momencie wycinania grzbietu kadłuba w celu pokazania tych luków. Do chwili obecnej nie dysponuję żadnym zdjęciem wnętrza otwartego luku dinghy ani przedziału anteny i dlatego muszę opierać się na ogólnej analizie konstrukcji samolotu, wyciągać z niej wnioski i zakładać pewne rozwiązania. Dlatego też postanowiłem zmienić koncepcję wykonania tego fragmentu kadłuba. Przyjąłem, że wystający grzbiet w samolocie został przymocowany do poszycia i konstrukcji kadłuba w jego górnej, owalnej części, i że w luku nie było podłogi, a zwinięta łódź leżała bezpośrednio na blachach kadłuba. Wobec tego postanowiłem na początek odciąć fragmenty zbyt grubych ścianek grzbietu aż do miejsca, w którym znajduje się tylna ściana luku anteny. Jak się teraz okazało, niepotrzebnie na początku budowy przykleiłem do kadłuba ten nieszczęsny element. Ale nie myli się ten, kto nic nie robi.

 

Jak widać na ostatnim zdjęciu, ścianki pozostałego fragmentu grzbietu są naprawdę grube. Jednakże wklejając tylną ścianę luku, w którym znajduje się podstawa masztu anteny, o odpowiednim kształcie, można będzie optycznie je pocienić. Usunięte fragmenty grzbietu zostaną odtworzone z cienkiej płytki polistyrenowej w dalszym etapie budowy. Aby od góry zamknąć właściwy kadłub w tym obszarze, postanowiłem wykonać podobny element jak na spodzie i wkleić go do już zamkniętego kadłuba. Ale to na razie odległa przyszłość, bo jeszcze brakuje różnych części, które muszę zrobić przed ostatecznym sklejeniem obu połówek kadłuba. Teraz zacząłem się zastanawiać nad wyposażeniem wnętrza kabiny pilota. Wszystkie detale należało wykonać od podstaw, gdyż albo ich w zestawie w ogóle nie było, albo, jeśli już istniały, to na pewno nie przypominały oryginału. Studiując zdjęcia wnętrza kabiny, stwierdziłem, że aby móc spokojnie zamontować wszystkie elementy lewej strony kabiny do konstrukcji kadłuba, konieczne będzie rozdzielenie przedniej wręgi. Pierwotnie wykonałem ją jako integralną całość, gdyż wydawało mi się to konieczne dla usztywnienia konstrukcji kadłuba i prawidłowego zamontowania podłogi w kabinie. Teraz podłoga była już wklejona. Natomiast do tej wręgi po lewej stronie kadłuba będzie przymocowany m.in. mechanizm opuszczania haka, dźwignia ze wspornikiem, zawór, a przez otwory w niej przechodzić będą liczne cięgła, linki i popychacze. Zamontowanie ich po zamknięciu kadłuba byłoby pewnie wykonalne, ale dużo trudniejsze. Jak postanowiłem, tak zrobiłem. Wręga została przecięta mniej więcej w połowie szerokości i wklejona do lewej połówki kadłuba. No i mamy kolejną zmianę koncepcji. A jak ta rozcięta wręga się prezentuje i co tam do niej i nie tylko do niej przymocowałem, przedstawię w kolejnej aktualizacji.

cdn.

Tekst i zdjęcia: Tomasz Hajzler