Modelarstwo redukcyjne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Modele Galerie modeli Hanriot HD.1 | 1:72 | HR Models

Hanriot HD.1 | 1:72 | HR Models

Email

Historia

Początki firmy sięgają 1907, kiedy Rene Hanriot rozpoczął projektowanie i budowę samolotów sportowych, których pilotem był jego syn, Marcel. Założyli nawet szkołę pilotażu. Jednym z ich uczniów był bogaty sportowiec i miłośnik lotnictwa - Alfred Ponier. Po błyskawicznym ukończeniu kursu w 1911 został on partnerem Hanriotów. Niestety, rozwój dobrze zapowiadającej się wytwórni przerwał wypadek w 1913. Wtedy Ponier przejął przedsiębiorstwo, a Hanriotowie powrócili na scenę dopiero po dwóch latach, zakładając nowe zakłady Hanriot et Cie. Głównym konstruktorem został Emile Eugene Dupont. Jednak zainteresowanie wojska projektami własnymi Hanriotów było niewielkie i w zakładach budowano na licencji konstrukcje Sopwitha.

Jesienią 1916 w firmie pojawił się kpt. Ermanno Beltramo z włoskiej misji wojskowej we Francji z propozycją zamówienia samolotu lepszego, niż myśliwskie półtorapłaty Nieuporta. Hanriotowie podjęli się tego zadania, a Dupont zaprojektował samolot oznaczony HD.1, napędzany 110-konnym silnikiem rotacyjnym Le Rhone. Na egzemplarzu prototypowym wykonano pierwsze loty w listopadzie 1916 i osiągnął on prędkość maksymalną 180 km/h. W styczniu 1917 samolot przeszedł testy wytrzymałościowe i uzyskał homologację. Testy przeprowadzono także we Włoszech w marcu 1917. Z zachowanych dokumentów wynika, że jedyna modyfikacja wprowadzona do wersji produkcyjnej dotyczyła konstrukcji przodu kadłuba - polegała na jego poszerzeniu o 10 mm.

Beltramo szybko doprowadził do prezentacji samolotu przed dowództwem włoskiej armii. HD.1 został przyjęty entuzjastycznie, nawet pomimo katastrofy, do której doszło w czasie pokazu, gdy maszyna uderzyła w drzewo grzebiąc w swoich szczątkach pilota Bertina. Bez wahania uznano, że Hanriot rzeczywiście przewyższa pod każdym względem Nieuporta 17. Także cena zakupu nowego samolotu była atrakcyjniejsza - 13000 lirów zamiast 16125! Zamówiono we Francji pierwsze 50 egzemplarzy, a w kwietniu rozpoczęto równolegle produkcję w zakładach Macchi. Pierwsze HD.1 trafiły do 76a Squadriglia w lipcu 1917. Do końca wojny 15 włoskich eskadr było w całości wyposażonych w Hanrioty. Na tych samolotach latali także piloci 4 eskadr belgijskich. We Francji zainteresowano się dopiero wersją HD.2 na pływakach. Z takich samolotów korzystali też piloci US Navy bazujący w Dunkierce.

Po wojnie Hanrioty różnych wersji służyły jeszcze długo we Włoszech, Belgii i Szwajcarii. Wiele z nich eksploatowano także w lotnictwie cywilnym. Łącznie, we Francji i we Włoszech, zbudowano prawie 1200 egzemplarzy wszystkich wersji.

 

Model

HR Models, znana dotąd z produkcji modeli żywicznych, sprawiła niedawno wielką radość modelarzom interesującym się lotnictwem Wielkiej Wojny wydając bodaj pierwszy wtryskowy model tego samolotu w skali 1:72. Jest on dostępny w kilku wersjach, różniących się wyłącznie kalkomaniami. W pudełku każdej wersji znajdują się elementy plastikowe pozwalające na budowę HD.1, HD.2 na kołach i HD.2 na pływakach. Ja zdecydowałem się na zestaw HD.1 z kalkomaniami do samolotów włoskich asów.

Model wykonany jest w technologii short-run, ale mimo to nie ma wielu typowych dla niej wad. Elementy płatowca mają bardzo ładną fakturę powierzchni, imitacja płótna opinającego żebra prezentuje się realistycznie, krawędzie spływu są odpowiednio cienkie, zasadnicze elementy pasują do siebie zupełnie dobrze. Wymiary i kształty modelu są zgodne z planami zamieszczonymi w Windsocku. Tu, na marginesie, muszę dodać, że plany te same w sobie są nieścisłe - składają się one z trzech części i żadna z nich nie jest wydrukowana w skali! Porównanie ich z podzielonymi przez 72 wymiarami rzeczywistymi samolotu wykazuje, że jedna część jest o 1.8% za duża, druga - o 5%, a trzecia o 7% za mała!

Wróćmy jednak do modelu. Na drugim biegunie jakości znajduje się wyposażenie wnętrza kabiny. Jest ono bardzo skromne. Dlatego zdecydowałem się je wykonać samemu, dorabiając wiele elementów od podstaw, a przy niektórych korzystając z gotowych detali z magazynu części pozostałych po budowie innych modeli. Wewnętrzna konstrukcja kadłuba powstała z profili Evergreen - naciągi wewnętrzne z nici nylonowej, zbiornik paliwa i pojemnik na amunicję - z masy Magic Sculp. Oparcie fotela odciąłem od elementu z zestawu, mocno je pocieniłem, wywierciłem otwory wiertłem 0,4mm i dokleiłem ponownie siedzisko. Pasy pochodzą z jakiejś nie wykorzystanej do końca blaszki Parta. Orczyk, drążek i wsporniki, na których mocowano fotel pilota, wykonałem z drutu. Z nielicznych zdjęć włoskich Hanriotów wynika, że nie miały one typowej tablicy przyrządów - natomiast we wnętrzu kabiny widać trzy sporej wielkości zegary. Wykonałem je z plasterków plastikowego pręcika i nie wykorzystanych pierścieni z jakiegoś zestawu fototrawionego, zaś tarcze wyciąłem z folii znajdującej się w zestawie.

Element przedniej części grzbietu kadłuba był o 1,5 mm za długi - zdecydowałem się usunąć z niego środkowy pasek, aby móc wykorzystać pięknie przygotowane gniazda na słupki baldachimu. Należało także przedłużyć zewnętrzny obrys krawędzi kabiny o ok. 1 mm do przodu. Po tych korektach zdecydowałem się najpierw skleić razem przednią i tylną część grzbietu kadłuba i dokleić je do reszty razem.

 

 

 

 

Zestawowe cylindry gwiazdy silnika Le Rhone miały, niestety, sporo nadlewek przy przewodach doprowadzających mieszankę. Natomiast bardzo ładnie wyglądała obudowa wału. Zupełnie odwrotnie było w metalowym silniku z oferty Aeroclubu. Dlatego zdecydowałem się połączyć dobre fragmenty obu zestawów.

 

 

 

Etapem budowy, który sprawił najwięcej trudności, było połączenie dolnego płata z kadłubem. Wymagało to powiększenia gniazda w kadłubie, zwłaszcza przy krawędziach natarcia, a także sporo szpachlowania od spodu.

 

 

 

Przód kadłuba także wymagał korekt i uzupełnień. Układ pokryw otworów inspekcyjnych odpowiadał francuskiej wersji samolotu. Zaszpachlowałem więc błędnie poprowadzone wgłębne linie i wykonałem odpowiednie pokrywy z taśmy samoprzylepnej. Dodałem też korki wlewów do zbiorników w części grzbietowej, okrągłą pokrywę na spodzie oraz wloty powietrza do gaźnika na burtach. Ponadto pocieniłem osłonę silnika, zwłaszcza w części dolnej, gdzie mieszczą się otwory wentylacyjne.

 

 

 

 

 

Pozostałe etapy budowy modelu nie sprawiły żadnych kłopotów. Dodam jeszcze tylko, że tym razem montaż górnego płata rozpocząłem od piramidki pod centropłatem, którą zbudowałem z pojedynczych plastikowych pręcików.

 

 

 

Po jej pomalowaniu przykleiłem ją do kadłuba, a następnie dokleiłem klejem CA w żelu górny płat, kontrolując geometrię z pomocą szablonu wyciętego z grubej tektury. Dopiero potem skorygowałem długość słupków międzyskrzydłowych, które po dodaniu kołków montażowych z drutu i pomalowaniu na kolor naturalnego drewna wkleiłem między skrzydła. Podobne kołeczki dodałem też do goleni podwozia.

 

 

 

Z kilku atrakcyjnych wersji malowania zaproponowanych przez HR Models zdecydowałem się na niekamuflowany samolot Giorgio Michettiego z wiosny 1918, kiedy jego 76a Squadriglia operowała z lotniska Casoni niedaleko Bassano del Grappa.

Malowanie włoskich Hanriotów, nawet tych bez kamuflażu nakładanego w niektórych jednostkach frontowych, stanowi ciągle temat burzliwych debat. Mówi się o kolorze płótna lub o wykończeniu srebrnym na wzór francuskich Nieuportów. Wreszcie najnowsza teoria, proponowana przez Paolo Varriale w książce Ospreya oraz Rowana Broadbenta w przygotowywanym zestawie kalkomanii Pheon Models, skłania się ku wersji z górnymi i bocznymi powierzchniami płatowca pomalowanymi na kolor jasnobrązowy, a dolnymi - pozostawionymi w kolorze cellonowanego płótna. Przyjąłem tę najnowszą wersję i dodatkowo uzupełniłem ją zauważonym na dwóch zdjęciach samolotu Giorgio Michettiego ciemniejszym odcieniem przednich fragmentów kadłuba wykonanych z metalu i sklejki. Można przypuszczać, że nawet ta sama farba nałożona na płótno miała inny odcień, niż na drewnie i metalu.

 

Pilot

Giorgio Michetti urodził się 29 maja 1888 w Francavilla. Był synem znanego malarza - Francesco Paolo Michettiego. Po przystąpieniu Włoch do wojny zgłosił się na ochotnika do służby w lotnictwie i początkowo dostał przydział do eskadry rozpoznawczej. W 1917 ukończył szkolenie pilota myśliwskiego i 29 lipca dołączył do 76a Squadriglia wyposażonej w Hanrioty HD.1. Pierwsze zwycięstwo powietrzne uzyskał w grudniu w czasie bitwy nad Istraną. 12 marca 1918 brał udział w poważnym zderzeniu z samolotem SIA 7b na lotnisku Casoni. Załogi na szczęście wyszły z kraksy bez szwanku, ale samoloty nadawały się do kasacji. Ostatecznie Michetti ukończył wojnę z pięcioma zestrzeleniami - większość z nich uzyskał do spółki ze swoim przyjacielem i największym asem 76-tej - zwycięzcą w 26 pojedynkach, Silvio Scaronim. Michetti miał opinię wielkiego żartownisia - dostawało się i swoim, i wrogom. Do legendy przeszedł jego wyczyn polegający na zrzuceniu na austriackie okopy złapanych do worka szczurów...

Niewiele wiadomo o jego życiu po wojnie, poza tym, że w 1919 był razem ze Scaronim na misji w Argentynie, i że zmarł w Rzymie 4 lutego 1966.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Literatura

1. Gregory Alegi, Hanriot HD.1/HD.2, Windsock Datafile 92, Albatros Productions, Berkhamstead, 2002.

2. Paolo Varriale, Italian Aces of World War 1, Osprey Aircraft of the Aces 89, Osprey Publishing, Oxford, 2009.

 

Tekst i zdjęcia: Przemysław Litewka

Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.