Modelarstwo redukcyjne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Modele Galerie modeli Pfalz D.IIIa | 1:32 | Wingnut Wings

Pfalz D.IIIa | 1:32 | Wingnut Wings

Email

Pfalz D.IIIa uznawany jest przez wielu entuzjastów lotnictwa z I w. św. za najpiękniejszy samolot wszechczasów. Ja również zaliczam się do wielbicieli opływowej rekiniej sylwetki kadłuba z zakładów w Speyer. Dlatego, gdy nowozelandzcy magicy z Wingnut Wings ogłosili w 2010, że planują wydanie modelu właśnie tego samolotu, wiedziałem, że nie oprę się takiej pokusie. I oto wynik mojej uległości - ukończony model Pfalza D.IIIa, na którym w początkach 1918 latał Max Holtzem - główny pilot-oblatywacz samolotów Pfalz, który na własną prośbę otrzymał przydział do Jasta 16b.

 

Historia

Pfalz Flugzeugwerke GmbH z siedzibą w Speyer nie zdobył takiego rozgłosu jak konkurencyjne zakłady Albatros i Fokker. W pierwszej fazie rozwoju niemieckiego lotnictwa zyskał niesławę producenta bardzo nieudanych jednopłatów E.I, II i III. Następnie podjął produkcję licencyjną innych samolotów i dopiero w 1917 po zebraniu doświadczeń konstrukcyjnych przy produkcji maszyn zaprojektowanych u Rolanda w Speyer zaprojektowano samolot, który miał okazać się najbardziej eleganckim myśliwcem okresu Wielkiej Wojny. D.III miał opływowy kadłub o przekroju eliptycznym, którego gładkie linie zaburzała jedynie w niewielkim stopniu wystająca ponad profil górna część sześciocylindrowego silnika rzędowego Daimler-Mercedes D.IIIa. Kadłub tworzył drewniany szkielet zbudowany z wręg i podłużnic, zamknięty dwoma połówkami pokrycia uformowanego z dwóch warstw pasków sklejki o szerokości 70-100 mm ułożonych do siebie pod kątem. Taka struktura zapewniała powłokom bardzo dużą wytrzymałość. Połówki były doklejane i przybijane do szkieletu, a linie łączenia na osi symetrii kadłuba były szpachlowane i następnie całość owijano płótnem. Taka technologia dawała podobny efekt, jak w równie opływowych Albatrosach, ale bez konieczności stosowania licznych niewielkich paneli ze sklejki. W pierwszej wersji - D.III, standardowe niemieckie uzbrojenie w postaci dwóch karabinów LMG08/15 Spandau wbudowano w kadłub, co uniemożliwiało usunięcie ewentualnych zacięć karabinów w czasie lotu i fakt ten był oczywiście krytykowany przez pilotów. Pod wpływem tych uwag karabiny znalazły się na grzbiecie kadłuba przed pilotem. Po tej korekcie oraz po zwiększeniu powierzchni statecznika poziomego i zmianie obrysu dolnego płata na zaokrąglony, pod koniec 1917 powstała ostateczna wersja myśliwca oznaczona jako D.IIIa.

Pfalze D.III i D.IIIa nie zdobyły jednak wielkiego uznania wśród niemieckich lotników. Miały one zastąpić starzejące się już wtedy i mające problemy z wytrzymałością na skręcanie dolnego płata Albatrosy. Okazało się jednak, że nowy myśliwiec przewyższa starego jedynie pod względem zwrotności. Nawet piewca D.IIIa - Lt. Carl Degelow, mimo że czuł się bezpieczniej za sterami nowego samolotu, narzekał na prędkość wznoszenia wynikającą ze zbyt małej mocy silnika. Natomiast Max Holtzem, który znał Pfalza od podszewki, wspominał po wojnie, że niezwykła zwrotność i charakterystyczna łatwość wejścia w kontrolowany korkociąg wielokrotnie uratowały mu życie podczas walki.

Pfalz D.IIIa nie zastąpił więc w udany sposób Albatrosów i jako rodzimy produkt bawarskiej myśli technicznej został skazany na zesłanie do jednostek o bawarskim rodowodzie. Natomiast piloci pruskich Jast czekali jeszcze kilka dalszych miesięcy, aż nad frontem pojawiły się Fokkery D.VII, które zepchnęły w cień zarówno Albatrosy, jak i Pfalze.

 

Model

Od jakiegoś czasu modelarze - miłośnicy lotnictwa czasów I w. św. zgodnym chórem twierdzą, że są świadkami wydarzeń, które nie mają precedensu. Oto w dalekiej Nowej Zelandii pojawiło się przedsiębiorstwo Wingnut Wings, które od trzech lat wydaje rocznie po kilka modeli samolotów z Wielkiej Wojny w skali 1:32. Ich poziom nie ma sobie równych na świecie i to nie tylko w zakresie modeli konstrukcji pionierskich. Każdy detal jest doprowadzony do perfekcji, począwszy od pudełka i zdobiącej je grafiki, przez precyzję wykonania elementów, niespotykany poziom dopasowania części, podział technologiczny na elementy sprawiający, że montaż odbywa się bez żadnych problemów, skończywszy na instrukcji montażu, która prowadzi krok po kroku od wycięcia pierwszych detali z ramek do gotowego modelu, a ponadto zawiera takie bogactwo materiału historycznego i fotograficznego, że właściwie inne źródła stają się niepotrzebne. Po przeżyciu mojej przygody z prezentowanym produktem Wingnut Wings bez żadnych zastrzeżeń dołączam do wspomnianego chóru. Dzięki tym modelom wciąż mało popularna dziedzina modelarstwa lotniczego związana z wczesnym okresem rozwoju samolotów ma szansę zyskać nowe grono wielbicieli. Odstraszające niektórych kłopoty z montażem słupków i wielu płatów znikają, a wykonanie naciągów w tak dużej skali z pomocą np. uchwytów i rurek Roberta Bootha jest również bezproblemowe. Dość powiedzieć, że po sklejeniu dolnego płata z kadłubem można było bez kłopotu na sucho wcisnąć golenie podwozia wraz z kołami oraz ustawić górny płat na słupkach i taka konstrukcja była zaskakująco stabilna!

Dodam jeszcze, że Wingnut Wings jest tylko małą częścią działalności grona nowozelandzkich zapaleńców, ukrywających się pod pseudonimem Vintage Aviator, ze znanym reżyserem filmowym - Peterem Jacksonem na czele, którzy od wielu lat zajmują się rekonstruowaniem samolotów i budową replik z okresu I w. św. Wszystkie ich działania, łącznie z uruchomieniem Wingnut Wings, cechuje pasja i absolutne oddanie idei lotnictwa pionierskiego. Jako fan historii Śródziemia stworzonej przez Tolkiena obserwowałem ową pasję i dbałość o każdy detal w tworzonej przez Jacksona ekranizacji "Władcy pierścieni". Teraz te same cechy widzę w modelach Wingnut Wings i replikach Vintage Aviator. Naprawdę możemy uznać się za szczęściarzy, że te modele są dostępne, a ich cena (Pfalz D.IIIa kosztuje 65USD z przesyłką z Nowej Zelandii gratis) sprawia wrażenie śmiesznie małej, jeśli wziąć pod uwagę ich jakość. Przy okazji, zachęcam do zajrzenia na strony internetowe Wingnut Wings (http://www.wingnutwings.com/) i Vintage Aviator (http://thevintageaviator.co.nz/). Ostrzegam tylko, że ta pasja, która emanuje od tych zapaleńców, jest bardzo zaraźliwa.

Poza wieloma pozytywnymi wrażeniami z budowy prezentowanego modelu, chciałbym podzielić się kilkoma krytycznymi spostrzeżeniami. Wynikają one z faktu, że, mimo iż model Wingnut Wings jest produktem najwyższej klasy, to nie jest on tworem doskonałym.

1. Największym problemem było dopasowanie wnętrza kabiny do połówek kadłuba - nie chciały one się zamknąć idealnie. Po dłuższym szlifowaniu zewnętrznych bocznych krawędzi konstrukcji szkieletu udało mi się skleić górne połączenie w okolicy wycięcia na karabiny. Niestety, w dolnej części połówki miały zbyt duży rozstaw, co uniemożliwiało poprawny montaż dolnego płata. Dopiero po spiłowaniu krawędzi połówek kadłuba, do których dokleja się płat, udało mi się całość skleić w miarę poprawnie. Przy montażu górnego płata okazało się jednak, że wznios dolnych skrzydeł był za mały - prawdopodobnie dlatego, że kadłub przy łączeniu z płatem nadal był za szeroki i lekko rozepchnięte skrzydła opadły. Bez korekty główne słupki międzyskrzydłowe były ok. 2 mm za krótkie. Tę wadę udało się jednak usunąć na etapie sklejania głównych słupków ze skrzydłami. Głębokie gniazda i odpowiednio długie kołki montażowe oraz zastosowanie kleju cyjanoakrylowego pozwoliły na bezproblemową korektę geometrii. Dolne skrzydła uzyskały w ten sposób lekkie łukowate wygięcie w górę, co jest zgodne z rzeczywistością - w instrukcji do modelu znajduje się archiwalne zdjęcie pokazujące tę cechę Pfalzów.
2. Dołączone do modelu części fototrawione są o wiele sztywniejsze, niż znane mi wcześniej produkty Parta, czy Eduarda. Po kilku próbach zdecydowałem się wymienić pasy bezpieczeństwa na płócienne produkcji HGW. Natomiast przy zwijaniu chłodnic karabinów zastosowałem się do rady podanej w instrukcji, aby przed zwijaniem rozgrzać elementy nad płomieniem, by stały się podatniejsze.
3. Cudów nie ma nawet w Wingnut Wings - połączenie dolnego płata z kadłubem wymagało szpachlowania od spodu. Jednak w tym miejscu model jest opracowany bardzo dobrze, gdyż połączenie znajduje się ok. 2 mm od ostrej krawędzi wyprofilowania przejścia kadłub-skrzydło i nie ma obawy, że podczas szlifowania zostanie ona uszkodzona.
4. Szpachlowania wymagało również połączenie statecznika poziomego z kadłubem - to złącze miejscami było zbyt ciasne, miejscami zbyt luźne.
5. Warto skorzystać z porady umieszczonej na stronie Wingnut Wings dotyczącej wzmocnienia połączenia lotek z płatami i sterów ze statecznikami. W przypadku Pfalza szczególnie zalecane jest wstawienie odcinków drutu przy lotkach, gdyż do nich dochodzą linki sterujące, które należy napiąć nie narażając połączenia na złamanie.
6. Dopasowanie bocznych pokryw silnika jest wyraźnie gorsze, niż wszystkich innych elementów. W rzeczywistości te panele nieco odstawały od smukłej linii kadłuba, ale w modelu schodek jest za duży.
7. Warto zastąpić uchwyt przesuwnej żaluzji chłodnicy kawałkiem drutu lub plastikowego pręcika - ten wykonany w technologii fototrawienia jest zbyt płaski.
8. W zestawie brakuje charakterystycznych łączników paneli pokrycia silnika znajdujących się w przedniej części kadłuba - warto je dorobić, choćby z drutu.
9. Zewnętrzne pokrywy kół mają zbyt dużą średnicę i nie da się ich wcisnąć na miejsce - należy bardzo delikatnie oszlifować ich obwód uważając, aby nie uszkodzić znajdującej się tuż przy brzegu wypukłej faktury powierzchni tych elementów.
10. Górny płat odlany w całości z plastiku jest bardzo ciężki. Po zmontowaniu całość sprawia wrażenie mało stabilnej konstrukcji, szczególnie wobec delikatności goleni podwozia - każde poruszenie powoduje wyraźne kiwanie się modelu z boku na bok.
11. Mimo niesamowitej precyzji wszystkich części modelu nie uniknięto drobnych nadlewek i śladów delikatnego przesunięcia połówek form wtryskowych. Właściwie wszystkie elementy wymagają delikatnego, czasem trudnego z uwagi na możliwość uszkodzenia detali powierzchni, oczyszczenia papierem ściernym.

 

 

 

Galeria

Prezentowany model to minireplika egzemplarza Pfalza D.IIIa o numerze 8x21/17 (druga cyfra nieznana - zamalowana czarnymi pasami), który był samolotem osobistym Maxa Holtzema w Jasta 16b w pierwszych miesiącach 1918. Samolot znany jest z dwóch podniszczonych zdjęć. Do dziś nie osiągnięto kompromisu, czy dolny płat był kryty płótnem mozaikowym, czy był pomalowany na standardowy kolor Pfalza - Silbergrau. Z numeru seryjnego wynika, że raczej powinien być srebrnoszary, ale dokładna analiza uszkodzonych zdjęć pozwala niektórym dostrzec charakterystyczne wielokąty. Stąd powstała hipoteza, że w tym egzemplarzu wymieniono dolny płat na nowy, już pokryty lozengą. Otwarta pozostaje również kwestia godła osobistego Holtzema na górnym płacie. Na jednym ze zdjęć widać tam jedynie czarną ośmioramienna gwiazdę. Ale nie można wykluczyć, że po zrobieniu zdjęcia godło zostało ukończone w takiej wersji, jaką widać na kadłubie - z biało-czarnymi promieniami i ogonem. Taką wersję wydarzeń proponuje Wingnut Wings jako opcję i ja zdecydowałem się z niej skorzystać. Samolot Holzema charakteryzował się także nietypowym układem wydechu - bez kolektora i obecnością pojemnika na flary na prawej burcie.

Max Holtzem ukończył kurs pilotażu w 1913 i większość czasu I w. św. spędził jako pilot oblatywacz. W 1916 został głównym pilotem testowym u Pfalza. Na początku 1917 na własną prośbę dostał przydział do Jasta 16b, w której walczył do końca wojny i uzyskał 2 zestrzelenia. Po wojnie wyemigrował do Argentyny, gdzie był pilotem akrobacyjnym. Następnie przeniósł się do Stanów Zjednoczonych i tam był pilotem doświadczalnym w Atlantic Aircraft Corporation, będącej własnością Anthony'ego Fokkera. W tym nowym kraju uzyskał obywatelstwo i w czasie II w. św. był inspektorem linii produkcyjnej samolotów P-51 Mustang. W 1957 przeszedł na emeryturę, lecz pozostał aktywnym pilotem cywilnym aż do swej śmierci w 1980.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A teraz czas wrócić do rzeczywistości - z powrotem do skali 1:72!

 

 

Literatura

1. P. M. Grosz, Pfalz D.IIIa, Windsock Datafile 21, Albatros Productions, Berkhamstead, 1990.

2. G. VanWyngarden, Pfalz Scout Aces of World War 1, Osprey Aircraft of the Aces 71, Osprey Publishing, Oxford, 2006.

3. Wingnut Wings, Pfalz D.IIIa, instrukcja budowy modelu, 2011 (http://www.wingnutwings.com/).

4. R. Rimell, Pfalz D.IIIa, Windsock International, vol. 26, No. 6, Nov/Dec 2010.

 

Tekst i zdjęcia: Przemysław Litewka

Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.