Modelarstwo redukcyjne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Warsztat Techniki modelarskie Imitowanie wypukłego nitowania

Imitowanie wypukłego nitowania

Email

 

Wstęp - poszukiwanie

Podczas budowy modeli redukcyjnych od jakiegoś czasu stykamy się z problemem odtworzenia linii nitów. W niegdyś produkowanych, starszych zestawach, siatka takich nitów pokrywała często cały model i równie często nie odzwierciedlała rzeczywistości w skali pomniejszenia, ani pod względem wymiarów tych nitów, ani ich rozmieszczenia. Z czasem w mniejszych skalach (1:72 i 1:48) zrezygnowano z odwzorowywania nitów uznając, że w tych pomniejszeniach nie powinny być widoczne. Obecnie, za sprawą nowoczesnych technologii produkcji modeli wtryskowych imitacje nitów zaczęły się ponownie pojawiać, niestety, najczęściej w postaci tzw. nitów wgłębnych, czyli prawie wyłącznie w formie płytkich dołków. W niektórych wyrobach mają one postać karykaturalnych dołów.

Nowoczesne modelarstwo ciągle poszukuje nowych wyzwań, więc gdy ponownie pojawiła się moda na imitowanie nitów, szybko pojawiły się metody ich samodzielnego wykonywania. W 1:72 problem nitów wypukłych rozwiązał przyrząd nawiązujący do krawieckiego radełka, czyli kółko zębate z odpowiednio spreparowanymi ząbkami, pozwalającymi wygnieść samozasklepiające się otworki doskonale imitujące nity wypukłe. Jednak w większych skalach prawidłowa imitacja nitów, znacznie poprawiająca wygląd modelu, wymaga zastosowania bardziej skomplikowanej technologii ich wykonania. W większości wypadków nity o płaskich łebkach można odtworzyć poprzez zaszpachlowanie tego, co zaproponował producent i wykonanie nowych linii, np. przy pomocy kornaisenów Antilope. W nielicznych zestawach, gdzie wielkość, kształt i rozmieszczenie nitów są prawidłowe, właściwie nie musimy nic poprawiać.

 

Ale co zrobić, gdy prawdziwe nity miały bardziej lub mniej wypukłe łebki grzybkowe? Kiedy stanąłem przed tym problemem podczas budowy swojego Spitfira Mk. I, który ma częściowo wypukłe nitowanie kadłuba, najpierw poszukałem gotowych rozwiązań. Pierwszą próbą było zastosowanie gotowej kalkomanii Archera. Producent ten, obok wielu innych zestawów, oferuje mokre kalkomanie imitujące nity różnej wielkości i w różnych rozstawach. Są to klasyczne kalki, w których na przeźroczystym filmie naniesione są grudki polimerowej farby w kolorze czarnym. Moje próby nie wypadły pomyślnie, gdyż film jest dość cienki i bardzo łatwo go rozerwać. Długie paseczki nitów trudno położyć na powierzchni modelu, tak by nie falowały. Kalka nie jest fabrycznie trasowana i trzeba ją przyciąć samemu. W dodatku, im węższy pasek, tym lepiej - bo mniej go będzie widać po wyschnięciu. Jednak widoczny będzie, niestety, zawsze, nawet pomimo stosowania płynów do kalkomanii.

 

Nieco inne rozwiązanie proponuje czeski wytwórca HGW. To są również kalki, także mokre, jednak nakłada się je odwrotnie niż normalne, bo filmem do góry. Paski również trzeba wyciąć z arkusza samodzielnie, lecz film jest dużo grubszy i dużo łatwiej uzyskać proste odcinki. Po namoczeniu i nałożeniu w odpowiednich miejscach trzeba odczekać określony czas, a po jego upływie usunąć film. Na powierzchni zostają tylko okrągłe, płaskie grudki farby. HGW produkuje nity w kolorze czarnym i srebrnym, w dwóch wielkościach - odpowiednio dla skali 1:48 i 1:32. Są również zestawy z gotowymi schematami dla konkretnych modeli. Nity są wprawdzie trwałe, jednak problemem jest to, że są płaskie. Ich kształt nie przypomina w żaden sposób półkulistych łbów nitów.

 

 

Kolejnym pomysłem, jaki mi przyszedł do głowy, było przewiercenie kadłuba na wylot, a następnie wklejenie w otworki polistyrenowych patyczków o możliwie najmniejszej średnicy. Po przycięciu ich i przeszlifowaniu do właściwej wielkości miałem nadzieję uzyskać eleganckie i czyste linie nitów. Problemem jednak mogłoby być utrzymanie odpowiedniej powtarzalności - tak rozstawu nitów, jak i ich jednakowej wielkości. Bardziej realne do wykonania wydawało więc się przyklejenie fragmentów poszycia z nitami wyciśniętymi klasycznym nitowadłem. Oczywiście panele trzeba byłoby przykleić po lewej stronie. Przeprowadziłem wstępne próby z arkusikami z cienkiej aluminiowej folii spożywczej i z najcieńszego dostępnego polistyrenu Evergreena (0,13mm). Przyklejanie tak przygotowanych paneli miałoby tę dodatkową zaletę, że mogłoby imitować poszycie kładzione na zakładkę. Wadą była jednak delikatność i podatność nitów na wgniatanie oraz ich dość mała wyrazistość. Natomiast przy popełnieniu błędu niezbędne byłoby odtworzenie całego fragmentu, a wiązałoby się to ze żmudnym oczyszczaniem powierzchni modelu z kleju przed kolejną próbą.

 

Na jednym z forów padł pomysł by wykorzystać kulki BGA używane do lutowania. Są one produkowane w różnych średnicach - również tak małych, by znalazły zastosowanie do imitowania standardowych nitów już w skali 1/32. Trzeba było jedynie znaleźć metodę ich mocowania do powierzchni modelu, która byłaby na tyle czysta, by nie zniszczyć przy okazji modelu, a przy tym trwałą i najlepiej, żeby jeszcze była szybka.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Traczyk

 

 

Pomysł Wojtka

 


Prezentowana metoda wykonania imitacji wypukłych nitów na modelu przy pomocy kulek BGA nie wymaga używania żadnych specyfików do przyklejania kulek i umożliwia wykonanie nitowania kadłuba modelu w ciągu kilku wieczorów. Kulki BGA trzymają się na wcisk w przygotowanym otworze. Kluczową sprawą w tej technice jest bardzo dokładne, doświadczalne dobranie średnicy otworu. Bardzo istotną sprawą jest też dobór odpowiedniego wiertła. Warto zdobyć wiertła maszynowe o średnicach 0,1 - 0,5 mm ze skokiem 0,05 mm - łatwo będzie wtedy wstrzelić się z odpowiednim wymiarem. Średnica otworu pod kulkę powinna być minimalnie mniejsza od średnicy kulki; zbyt mała średnica otworu doprowadzi do rozpłaszczenia kulki, a przy za dużym otworze - kulka zagłębi się całkowicie.

 

Nitowanie warto wykonywać fragmentami - po kilka, kilkanaście kulek w rzędzie, najlepiej odcinkami między liniami podziału poszycia. Kulki nakładam pojedynczo precyzyjną pęsetą; przy dobrze dobranej średnicy wywierconego otworu kulka elegancko wskakuje na swoje miejsce. Każdą z kulek dociskam lekko wstępnie kawałkiem kartonu o gramaturze 300 - 400 g/m2.

 

Bardzo istotnym elementem tej techniki jest właściwe wciśnięcie kulek w otwory - wykorzystuję do tego bardzo grubą tekturę i wciskam jednocześnie wszystkie kulki w rzędzie. Tektura powinna być na tyle sztywna, aby możliwe było równomierne rozłożenie siły na kulki podczas wciskania. Tektura, w przeciwieństwie do innych, twardszych materiałów, nie powoduje spłaszczania łbów nitów - jest na tyle miękka, że kulki delikatnie się w nią zagłębiają.

 

Tekst i zdjęcia: Wojciech Fajga

 

Szczęśliwe zakończenie

Przy budowie swojego Spitfira uprościłem nieco metodę Wojtka Fajgi. Zamiast rozwiercać i pogłębiać firmowe otworki odpowiednim wiertłem - z powodu jego braku, używałem prostego szpikulca zrobionego ze złamanej igły. Odbiło się to niewątpliwie na jakości i sprawilo, że początki były dość trudne, a otworki były niezbyt równe. Plastik wokół nich deformował się, a nieumiejętnie osadzane kulki odkształcały się i spłaszczały. Ale z każdą następną nabierałem wprawy i po pewnym czasie nitowanie przebiegało dość sprawnie. Podstawową sprawą w tej metodzie jest dobre oświetlenie miejsca pracy i równie dobra lupa. Ja używałem dwóch lup zegarmistrzowskich (3x, 10x) oraz jednej na statywie. Jedynym zaś narzędziem był szpikulec, którym również nakładałem pojedyncze kulki do otworków. Pewnym utrudnieniem w tych czynnościach, oprócz wielkości kulek, była elektrostatyka. Z powodu ładunków na powierzchni plastiku bardzo często kulki bawiły się w prawdziwy pchli cyrk.

 

 

Po mniej więcej dwóch wieczorach poświęconych na umieszczenie kulek na jednej połówce kadłuba przyszedł czas na próbę utrwalenia. W tym celu pokryłem element bezbarwnym błyszczącym lakierem firmy Humbrol (Gloss 35), a po wyschnięciu, dodatkowo, cienką warstwą Surfacera 1200 i następnie także Alclada.

 

 

 

Nity wykonane tą metodą okazały się bardzo trwałe i ciężko je było usunąć paznokciem. Dla pewności próbowałem je całkowicie usunąć z testowego kadłuba. Udało mi się to dopiero po usunięciu wszystkich warstw lakierów i surfacera. Ale nawet wtedy musiałem wydłubywać kulki igłą. Testowy kadłub po usunięciu kulek, przeszlifowaniu i poprawieniu linii podziałowych posłuży do budowy normalnego Spitfira Mk. IX.

 

Moim zdaniem imitowanie wypukłych nitów kulkami BGA jest dość łatwe do wykonania, choć wymaga trochę wprawy i cierpliwości. Nie są potrzebne przy tym żadne wielkie nakłady. Koszt kulek jest niższy niż koszt kalek HGW, a końcowy efekt - znacznie lepszy.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Traczyk