Modelarstwo redukcyjne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Modele Relacje z budowy Parowóz wąskotorowy Px48 - relacja z budowy

Parowóz wąskotorowy Px48 - relacja z budowy

Email

Nazywam się Dariusz Nikiel i zajmuję się kolejowym modelarstwem kartonowym. Moja przygoda z parowozami rozpoczęła się w 2008. Wtedy odważyłem się zbudować swój pierwszy parowóz Ol-49 i wagon Cid-21 z wydawnictwa Modelik. W następnym roku mój warsztat modelarski opuścił parowóz Od2.

 

Odkąd zacząłem budować modele kolejowe każdy mój wakacyjny wyjazd prowadzi mnie do miejsc, gdzie można zobaczyć i sfotografować parowozy. Po jednej z takich wycieczek powstał pomysł zbudowania parowozu wąskotorowego Px48 3916 z Gryfic. Konstrukcję modelu oparłem na opracowaniu Janka Kołodzieja wydanym przez Modelik. Materiały z wycinanki zostały poddane gruntownym przeróbkom, by mógł powstać prawdziwy model redukcyjny. Niektóre elementy musiałem przeprojektować, a inne wymagały samodzielnego zaprojektowania. Na przedstawionych poniżej zdjęciach chciałbym zaprezentować wybrane - moim zdaniem ciekawe - etapy budowy tego modelu.

Koła to najczęściej pierwszy zespół elementów parowozu, który wykonuję. Zrobienie jednego wymaga zwykle poświęcenia długiego wieczoru. Aby uzyskać metaliczny efekt wnętrza obręczy najpierw wypełniam ją szpachlą samochodową i dokładnie oszlifowuję. Potem nakładam warstwami Metalizer H27003 i po wyszlifowaniu papierem 2000 poleruję całą powierzchnię kawałkiem bawełny.

Wśród elementów wymagających przeprojektowania i samodzielnego dorobienia drobnych detali armatury były m.in. cylindry parowe. Zadanie okazało się trudne. Zanim powstało to, co widać na poniższym zdjęciu, robiłem je trzy razy. Dopiero za trzecim podejściem uznałem, że uzyskane efekty są zadowalające.

Musiałem również całkowicie przerobić układ podwozia, gdyż model z wycinanki był zaprojektowany na tor 750, a mój parowóz miał stać na torze 1000.

 

Dużą frajdę sprawiło mi wykonanie rur łączących cylindry z dymnicą. Wprawdzie to model kartonowy, ale niektóre podzespoły z konieczności muszą być zrobione z innych surowców. Do realistycznego odwzorowania rur posłużyła mi modelina.

Ciekawym elementem - zarówno z modelarskiego, jaki estetycznego punktu widzenia - są również rozdzielacze przewodów smarnych. Takie właśnie drobne i skomplikowane detale, starannie wykonane i pomalowane nadają modelowi te niezbędne wrażenie wysokiej precyzji, którą można uzyskać nawet w przypadku, gdy głównym surowcem jest karton i papier.

Niestety, w budowie takich modeli występują również pewne ograniczenia. Z powodu rozmiaru nie udało mi się zrobić otworów na zawleczki w czterech górnych śrubach krzyżulca oraz nacięć na nakrętce mocującej czop korbowodu. Mimo wzmocnienia klejem SuperGlue, nakrętka rozpadała się przy trzecim i kolejnych nacięciach. Nawet elementy wycinane laserem znalazły się... w koszu ze względu na grubość materiału.

W zestawie części widocznych na zdjęciach belka prowadząca krzyżulca została zaprojektowana od nowa zgodnie z wymiarami wynikającymi z mojej dokumentacji.

Zderzak to kolejny "niewycinankowy" detal wykonany przeze mnie od podstaw. To co widać na zdjęciu to karton pomalowany czarnym matem H33 i przetarty metalizerem, a następnie delikatnie wycieniowany suchą pastelą.

Pracę nad modelem uprzyjemniało mi dłubanie przy drobiazgach widocznych poniżej. Pokazana tu m.in. nawrotnica została zrobiona w całości wyłącznie dla własnej satysfakcji, gdyż po zamontowaniu w modelu widoczne będzie tylko koło z korbą i mechanizm zapadkowy.

Kolejnym drobnym elementem był wodowskaz. Szyby zrobiłem z przezroczystej folii, a linie na niej trasowałem ostrym skalpelem.

Aż trzy pracowite wieczory zajęło mi wykonanie dwóch drobiazgów: odmulacza i zaworu kotłowego.

W tym elemencie użyłem palucha do nakładania szpachli, aby upodobnić go do odlewu.

Smarownica Friedmanna sprawiła mi trochę kłopotu ze względu na niewielkie rozmiary. Smar wykonałem przy pomocy Grease&Oil Vallejo.

Poniżej znajduje się sporo zdjęć jednego małego detalu. Jest to sprężarka. Jestem z niej szczególnie zadowolony, a nawet powiem nieskromnie - jestem z jej wykonania dumny. Ta na zdjęciu nie jest oczywiście pierwszą zrobioną do tego modelu - kosz na śmieci, w którym lądowały nieudane części został zasilony jedną gotową i kilkoma pojedynczymi elementami.

 

Najwięcej czasu poświęciłem projektowaniu i wykonaniu wnętrza budki. Starałem się wiernie odwzorować poszczególne detale składające się na jej wyposażenie. Najwięcej trudności sprawiło mi ułożenie wszystkich rur i przewodów. W budce można również dostrzec konstrukcję szkieletu z kątowników, prowadnice okien i ruchome drzwiczki paleniska. Na stojaku starałem się odwzorować układ blach i zrobiłem także imitację tabliczki kotłowej.

 

Jednym z trudniejszych do wykonania elementów w budce jest centralna odbiornica pary.

A tu kolejny przykład dłubaniny w budce,

No i gotowe!

W oryginalnym Px48 - 3916 oprócz dmuchawki parowej znajduje się jeszcze tuba syreny sygnalizacyjnej. Tego detalu także nie udało się zrobić z kartonu, więc wykonałem ją z rurki termokurczliwej, którą ukształtowałem na wcześniej przygotowanym modelu.

Wśród różnych laserowo wycinanych części do kosza również trafiły pokrętła zaworów. Moje, zrobione samodzielnie, wyglądają tak:

Parowóz oczywiście kojarzy się z ogromną ilością rur i rozmaitych przewodów. Dla modelarza ten fragment konstrukcji stanowi zawsze wyzwanie. Na zdjęciach widać fragmenty instalacji elektrycznej i, oczywiście, reflektory, których wykonanie wymagało sporo cierpliwości.

A teraz kilka zdjęć z budowy tendra:

 

 

W każdym parowozie znaleźć tak "prozaiczne" przedmioty, jak wiaderko i łopatę.

Uzupełnieniem każdego modelu parowozu jest oczywiście torowisko. Połyskujące metalem szyny zrobione są również z papieru.

 

To tyle wybranych szczegółów mojego miniaturowego parowozu. Cały model z zewnątrz został pomalowany farbą olejną H33, a następnie akrylem Vallejo. Było to moje pierwsze malowanie farbą akrylową przy pomocy aerografu i... niestety, tu i ówdzie widać to na zdjęciach. Przesadziłem z ciśnieniem z kompresora i w niektórych miejscach pojawił się charakterystyczny piaskowy nalot. Przyglądając się krytycznie efektom malowania, doszedłem jednak do wniosku, że nie będę próbował tego poprawiać, gdyż - paradoksalnie - mam wrażenie, że dzięki temu przypadkowi udało mi się uzyskać większe wrażenie realizmu wyglądu modelu, bo przecież na parowozach farba nie wygląda jak lakier samochodowy.

Efekt końcowy - mój  Px48  3916 stoi już na szynach. Reszta zdjęć w galerii.

Tekst i zdjęcia: Dariusz Nikiel