Modelarstwo redukcyjne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Modele Relacje z budowy Spitfire Erica Locka - 1/32 Tamiya/Revell

Spitfire Erica Locka - 1/32 Tamiya/Revell

Email
Spis treści
Spitfire Erica Locka - 1/32 Tamiya/Revell
Aktualizacja 19.10.2010
Aktualizacja 24.05.2011
Aktualizacja 22.06.2011
Aktualizacja 21.10.2011
Aktualizacja 21.01.2012
Aktualizacja 20.04.2012
Aktualizacja 08.08.2012
Wszystkie strony

Przypadającą w ubiegłym roku 70. rocznicę Bitwy o Anglię postanowiłem uczcić po modelarsku. Ponieważ to rocznica specjalna, okrągła, to i model powinien być wyjątkowy. Po pierwsze –- skala, duża, 1:32 – nadal dla mnie nietypowa. Po dość udanym debiucie, to mój drugi model w tej podziałce. Po drugie – konwersja. Postanowiłem wykorzystać model Spitfira Mk. IXc Tamiyi jako bazę do zbudowania minirepliki Spitfira Mk. Ia, typowego dla okresu Bitwy o Anglię. Po trzecie – wypadało, aby pilot walczący na Spitfirze, którego model zamierzałem zbudować, był również wyjątkowy. Wybór padł na Erica Locka DSO DFC - jednego z najskuteczniejszych pilotów myśliwskich w RAF. Podczas Bitwy odniósł on 16,5 zwycięstwa, łącznie zaś 26,5 w ciągu zaledwie 25 tygodni służby operacyjnej. Zginął 2 sierpnia 1941 podczas ataku na cele naziemne w Pas-de-Calais. Najwięcej zwycięstw odniósł w 41. dywizjonie RAF., m.in. 5 września zestrzelił na pewno 2 He 111 i 2 Bf 109E pilotując Spitfira EB-G (N3162). To właśnie model tego samolotu postanowiłem zbudować. Oglądając ostatnio jeden z wielu filmów o historii Spitfira, natknąłem się na krótki fragment ukazujący EB-G podczas kołowania (zdjęcie: archiwum autora). To mało, ale więcej wiarygodnych zdjęć tego samolotu nie znalazłem.

Przystępując do realizacji projektu zdawałem sobie sprawę z jego trudności. Wszak Mk.IX i Mk.I to mocno różniące się od siebie wersje rozwojowe. Ale z entuzjazmem właściwym żółtodziobom stwierdziłem, że Spitfire to... Spitfire i mimo różnic, większość wersji jest zbudowana na bazie tego samego płatowca. Powodem decyzji o wykorzystaniu produktu Tamiyi było to, że jest to świetny zestaw, rewelacyjnie zaprojektowany i wykonany. Zapewne Tamiya zbuduje niebawem również wersję Mk. I, ale ja nie chciałem czekać. Jako źródło części zamiennych zamierzałem wykorzystać dwa zestawy Revella - wiekowy Spitfire Mk.Ia i nieco nowszy, Mk.I/II – zmodyfikowany model Hasegawy. Mając wszystkie trzy zestawy w warsztacie rozpocząłem przygotowanie merytoryczne projektu. Aby zbudować konwersję, musiałem najpierw określić zakres różnic między obiema wersjami. W dużym skrócie, nie licząc drobnych detali, były to:

1. Silnik. Spitfire Mk.I był wyposażony w silnik Rolls-Royce Merlin III, a Mk.IX w silniki Merlin serii 60. Silnik we wcześniejszej wersji miał jednostopniową sprężarkę mechaniczną. W wersji używanej w Spitfirze Mk.IX, miał sprężarkę dwustopniową i w związku z tym był sporo dłuższy. Stąd różnica w kształcie i wymiarach przedziału silnikowego, a zatem i całego kadłuba obu wersji. Pomysł przerobienia wersji Mk.IX na Mk.I wymagał skrócenia przedniej części kadłuba. Różnice w przedziale silnikowym dotyczyły również pozostałych elementów – tak pod maską, jak i na zewnątrz. m.in. zbiornika oleju i wlotu powietrza, kolektorów wydechowych i całego mnóstwa innych drobiazgów, takich jak przewody instalacji elektrycznej i hydraulicznej, etc. Niezbędna jest też wymiana śmigła wraz z kołpakiem. Ale to w opiszę w jednej z następnych aktualizacji. Podobnie jak więcej szczegółów, dotyczących różnic w konstrukcji skrzydeł i kadłuba.

2. Skrzydło typu A, różniące się od typu C rodzajem i rozmieszczeniem uzbrojenia oraz układem chłodnic podskrzydłowych.

3. Kadłub. Poza drobnymi różnicami w wyposażeniu kabiny, dwie zasadnicze sprawy pierwsza, to wypukłe nitowanie w tylnej jego części, a druga – inny typ wiatrochronu. W Mk.I szyba pancerna umieszczona była na zewnątrz kabiny, a w Mk.IX – wewnątrz. Ruchoma osłona kabiny też miała nieco inny kształt – w "jedynce" miała ona spłaszczone boki.

Reszta, czyli usterzenie i podwozie, była z grubsza taka sama.

Prace zacząłem od przedziału silnikowego. Złożony na sucho Merlin 66 w modelu Tamiyi wygląda tak:

 

Merlin III, który musiałem zbudować z maksymalnym wykorzystaniem dostępnych części, wygląda mniej więcej tak:

Zdjęcie: http://www.mcm-models.com/index_files/rolls_royce_merlin_engines.htm

Postanowiłem z zestawu bazowego wykorzystać blok silnika łącznie z przekładnią i wymienić tylko sprężarkę. Musiałem jednak zostawić jej oryginalny - nieprawidłowy dla wersji III - zespół gaźnika wraz z kanałem dolotowym do sprężarki, gdyż stanowi on niezbędny element konstrukcyjny modelu. Tamiya nie przewidziała zamkniętej wersji modelu, co z jednej strony stanowi jego zaletę, ale z drugiej powoduje pewne utrudnienie przy odstępstwach od instrukcji.

 

Pierwszy etap budowy silnika nie był zbyt skomplikowany. Jak napisałem wcześniej, Tamiya świetnie zaprojektowała i wykonała wszystkie elementy składowe zestawu. Są one wspaniale spasowane, a ingerencje pilnikiem lub skalpelem ograniczają się do oddzielenia elementów z ramek. Z kawałków polistyrenu wykonałem obudowę wirnika sprężarki wraz z kanałem dolotowym. Do budowy tego detalu wykorzystałem częściowo to, co znalazłem w zestawie. Całość pokryłem następnie Surfacerem 1200 i Alcladem 2 (Airframe Aluminium)

 

Kolejną czynnością było pomalowanie części silnika czarną emalią, a przed jej całkowitym wyschnięciem, przetarcie ich nieco, by uzyskać efekt postarzenia.

 

 

Po zmontowaniu elementów silnika w całość zacząłem go uzupełniać o pozostały osprzęt, okablowanie i drobne detale instalacji hydraulicznej. Używałem do tego cynowych drucików różnej średnicy, niekiedy malowanych, w większości jednak pozostawionych w naturalnym kolorze cyny. Podczas tej pracy korzystałem z dostępnych w Internecie zdjęć.

 

 

Następnym krokiem był montaż łoża silnika. I tu nie było większych trudności. Dodałem również charakterystyczne mosiężne rurki układu chłodzenia. Jak poprzednio, tak i tu, wykorzystałem kawałki cynowego drutu, tym razem pomalowane akrylowym Humbrolem Orange Clear. Dodałem również ścianę ogniową wraz osprzętem.

 

Tak przygotowany silnik poddałem wykończeniowym zabiegom malarskim. Po wyschnięciu mogłem zamontować stelaż okapotowania. W tym momencie pojawił się problem. Nie sprawdziwszy wcześniej, czy nie będzie to kolidowało z resztą oryginalnych części, zmodyfikowałem nieco detale układu zapłonowego. Była to jednak zmiana na tyle poważna, że w efekcie ów stelaż w żaden sposób nie chciał pasować do blach osłony silnika. Nie było rady – musiałem wszystko rozebrać i przerobić, tak aby było prawidłowo. Silnik w zasadzie nie poniósł strat, natomiast miejscami uszkodzone podczas demontażu elementy stelaża uzupełniłem częściami z drugiego modelu. Całość została ponownie zamontowana i uzupełniona o detale, których w zestawie fabrycznym nie przewidziano. Przy okazji silnik zyskał również kolejne przewody i inne drobiazgi...

 

... oraz właściwe dla tej wersji zespolone kolektory wydechowe. W Mk. IX było to sześć pojedynczych rur z każdej strony silnika.

 

Następnym elementem różniącym obie wersje samolotu był zbiornik oleju. We wcześniejszej, jego dolna część była jednocześnie środkowym panelem dolnej osłony silnika. Zrobiłem podobny, lecz nieco go uprościłem, aby móc wykorzystać elementy konstrukcyjne modelu i mieć możliwość umieszczenia magnesu mocującego przednią część osłony. Wszystkie panele osłaniające silnik zamierzałem bowiem – zgodnie z ideą Tamiyi – zamocować do modelu przy pomocy magnesów z zestawu. W wyniku przewidzianych zmian ich rozmieszczenie będzie oczywiście inne. Starałem się jednak je poukrywać tak, by nie rzucały się zbytnio w oczy.

 

 


Ostatnim detalem do zamontowania była, wykonana przez Wojtka Fajgę, fototrawiona przekładnia łańcuchowa rozrusznika. Na koniec dodałem trochę pastelowego pudru oraz imitacje przepracowanego oleju i smaru. Gotowy Rolls-Royce mógł trafić do puszki, gdzie poczeka na kolejne etapy budowy modelu.

 

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Traczyk