Modelarstwo redukcyjne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Modele Relacje z budowy SPAD VIIc1 | 1:32 | Roden - relacja z budowy

SPAD VIIc1 | 1:32 | Roden - relacja z budowy

Email

Tym modelem rozpoczynam nową przygodę w moim modelarstwie. Przez niemal 30 lat byłem wierny skali 1:72. Ale wygląda na to, że mój dobry modelarski duch w osobie szwagra stwierdził, że w tym wieku wzrok już na pewno nie ten i sprezentował mi piękny model Rodena – w wielkiej skali! Po otwarciu pudełka długo nie mogłem się przyzwyczaić do widoku tych olbrzymich elementów, szczególnie śmigło i fotel pilota gabarytami odbiegały od moich dotychczasowych przyzwyczajeń. Podjąłem jednak to nowe wyzwanie, choć cały czas zastrzegam się, że jak tylko skończę tego olbrzyma to wracam do moich maluchów w 1:72!

SPAD VII to jeden z lepszych dużych modeli Rodena. Jest dokładny wymiarowo, ma bogate wyposażenie kabiny, bardzo ładnie odwzorowane powierzchnie zewnętrzne z okuciami na kadłubie, płatach oraz zastrzałach i nawet wykonany bez dodatków może prezentować się niezwykle atrakcyjnie. Ja jednak zdecydowałem, że to za mało - dokupiłem zestaw elementów fototrawionych Parta (http://www.part.pl/s32/s32036.jpg), imitacje śrub rzymskich i zaczepów do naciągów produkowane przez Roberta Bootha, tzw. Bob's buckles (http://www.bobsbuckles.co.uk/), a także, mając nie najlepsze doświadczenia z kalkomaniami Rodena - zestaw kalkomanii Pheon Models (http://www.hyperscale.com/2009/reviews/decals/pheon48002reviewjf_1.htm).

Budowę modelu rozpocząłem od silnika. Nie mam wprawdzie zamiaru otwierać jego pokryw, ale dla własnej satysfakcji chciałem go jednak wykonać. Na blaszce Parta nie ma do niego żadnych elementów uzupełniających, a w zestawie Rodena znajdują się podstawowe detale bloku oraz instalacji paliwa i chłodzenia. Brakuje natomiast instalacji elektrycznej. Ponieważ silnik i tak będzie niewidoczny, nie zdecydowałem się na jej dorabianie.

Następnie zrobiłem konstrukcję łoża, której przedłużenie jest szkieletem, do którego montowano drążek sterowy i fotel pilota. Na blaszce Parta znajdują się elementy, którymi można zastąpić części plastikowe z zestawu. Jednak grubość blaszek jest zbyt mała i zdecydowałem się na wykorzystanie wyłącznie części rodenowskich. Podobnie postąpiłem w przypadku charakterystycznego pulpitu wokół fotela pilota. Natomiast tablicę przyrządów, zegary na pulpicie, busolę, dodatkowy wskaźnik na podłodze, układ dźwigni regulacji przepustnicy i kilka innych elementów wykonałem z części fototrawionych oraz drukowanej folii. Nie wykorzystałem też konstrukcji wewnętrznej kadłuba zaproponowanej przez Parta. Wyciąłem z niej jedynie imitacje naciągów i wkleiłem je w pola na burtach pomiędzy wytłoczonymi tam elementami tej konstrukcji. Na poniższych zdjęciach widać niemal całe wnętrze kabiny przed zmontowaniem połówek kadłuba i dolnego płata, który stanowił podstawę dla łoża silnika i orczyka.

 

Po sklejeniu razem powyższych części wraz z dwoma wręgami za kabiną pilota, które usztywniły konstrukcję, dodałem kilka podłużnic profilujących spodnią partię kadłuba, które będą widoczne za fotelem, naciągnąłem linki sterów wyprowadzone wcześniej z orczyka i drążka oraz dodałem pasy z blaszki Parta.

Kolejnym etapem było przygotowanie blach pokrycia silnika. W SPADach te blachy miały liczne otwory wentylacyjne, które na elementach z zestawu przedstawiono jako rowki. Dobrą alternatywą dla tego uproszczenia, które w tej dużej skali jest dla mnie zbyt daleko idące, są blaszki. Panele z otworami na górnych pokrywach i z boku mają niewielkie krzywizny i ich wygięcie do odpowiedniego kształtu nie przedstawia specjalnych problemów. Należało jedynie wyciąć otwory w górnych pokrywach, gdyż te fragmenty okapotowania silnika Roden wykonał w całości.

 

Przed rozpoczęciem prac nad tym modelem czytałem już inne relacje z jego budowy i wspominano w nich, że są kłopoty z zamknięciem silnika – jest on po prostu za duży. Miałem jednak nadzieję, że odpowiednie pocienienie elementów pokrycia wystarczy. Po przymiarkach okazało się jednak, że nawet jeśli ich grubość zmniejszy się do przysłowiowej bibułki, to i tak nie będzie to wystarczające. Dlatego zdecydowałem się na brutalną ingerencję i żyletką odciąłem głowice bloków cylindrów, a przewody doprowadzające mieszankę do cylindrów przyciąłem od góry, aby mieściły się pod swoimi osłonami. Niby tego silnika nie będzie widać, dopóki ktoś nie wprowadzi mini-sondy do otworów wentylacyjnych, ale po tym, niestety, koniecznym zabiegu chirurgicznym mam ciągle wielki niesmak.

Ponadto dla ułatwienia montażu górnych osłon skleiłem je razem. Tu okazało się jednak, że mają one nieco zbyt małą szerokość, co skompensowałem wprowadzając między połówki cienki paseczek polistyrenu.

 

 

Tylna grzbietowa część kadłuba jest trochę za szeroka i należałoby ją zwęzić. Ponieważ nie zrobiłem tego przed jej przyklejeniem, to i tej korekty musiałem dokonać razem ze szpachlowaniem i szlifowaniem spoin.

Największym jak dotąd wyzwaniem było jednak ukształtowanie dolnej pokrywy silnika. Jest to powierzchnia nierozwijalna. Element z blaszki Parta ma cztery języczki, które trzeba uformować i połączyć.

 

Po namyśle doszedłem do wniosku, że nawet jeśli uda mi się odpowiednio ukształtować ten element, to i tak będzie on zbyt wiotki. Ale ponowne oględziny plastikowej części rodenowskiej wcale nie zachęciły mnie do jej wykorzystania. Kontrast między otworami w blaszkowych panelach z boku kadłuba, a tym co zaproponował Roden byłby zbyt duży. Cóż, otwory na blaszce są zdecydowanie lepiej odwzorowane! Wtedy przyszedł mi do głowy pomysł na połączenie obu detali. Na szczęście w zestawie jest dodatkowa dolna pokrywa do późniejszej wersji SPADa VII. Zdecydowałem, że poświęcę tę dodatkową część i zrobię z niej ażurowy szkielet z żeberkami wypadającymi pomiędzy rzędami otworów wentylacyjnych. A gdyby coś mi nie wyszło to nadal miałem do dyspozycji właściwą część z zestawu. Wywierciłem więc liczne otworki i ostrą żyletką wyciąłem niepotrzebne fragmenty. Brzegi tak powstałych żeberek wygładziłem tylko trochę, gdyż i tak nie będą one widoczne w skończonym modelu. Blaszkę uformowałem nadając jej zakrzywienie w kierunku poprzecznym – większe niż trzeba było, oraz lekkie wygięcie w kierunku podłużnym. Używałem do tego długopisów o różnej średnicy przekroju, którymi walcowałem ten element położony na opuszce palca. Języczki skleiłem ze sobą wprowadzając płynny klej cyjanoakrylowy w niewielkie szczeliny od góry i od dołu. W ten sposób klej posłużył jednocześnie jako szpachlówka. Po wstępnym szlifowaniu przykleiłem blaszkę do plastikowej formy zaczynając od tylnej krawędzi. Z uwagi na to, że wstępne wygięcie blaszki było zbyt duże, należało ją docisnąć do szkieletu w środku. Po związaniu kleju przykleiłem krawędź przednią, a w boczne spoiny wprowadziłem również klej-szpachlówkę. Okazało się, że blaszka jest zbyt szeroka – o prawie 1 mm z każdej strony. Nadmiar odciąłem zgrubnie małymi nożyczkami, a ostateczne dopasowanie za pomocą papieru ściernego nastąpi po przyklejeniu tego elementu do kadłuba.

 

 

Boczne i górne pokrywy silnika z otworami zostały przyklejone, natomiast dolne na razie tylko nałożone, gdyż przed ich przyklejeniem konieczne okazało się przygotowanie dolnej pokrywy zbiornika paliwa z obejmami, których imitacja zaproponowana przez Rodena została usunięta i będzie zastąpiona elementami Parta.

 

Po usunięciu imitacji wspomnianych obejm okazało się jeszcze, że w przednim i tylnym fragmencie tego detalu znajdują się wymyślone przez Rodena zagłębienia, których w oryginale nie było. Tylne było dość płytkie i wystarczyło tutaj zeszlifować niewielki schodek. Z przednim było gorzej, bo schodek był większy. Również pomiędzy dolną pokrywą silnika i omawianym elementem utworzył się schodek. Najlepszym rozwiązaniem było więc wklejenie paska plastiku, który wyrównał poziom.

Chłodnicę zbudowałem z oszlifowanego plastikowego elementu z zestawu oraz przedniej i tylnej ścianki z partowskiej blaszki. Zmieszczenie jej w przednim pierścieniu i dopasowanie całości do przodu kadłuba wymagało trochę piłowania. Trzeba było zebrać nieco materiału z przedniej części dolnej pokrywy silnika – około 0,5 mm w najbardziej odstającym punkcie na osi kadłuba, oraz lekko obniżyć górną krawędź chłodnicy. Ponadto boczne krawędzie dolnej pokrywy wymagały szpachlowania i bardzo ostrożnego szlifowania, gdyż tuż przy tym złączu znajdują się wypukłe imitacje śrub, którymi stałe fragmenty okapotowania silnika były mocowane do szkieletu.

 

 

Następnie, aby trochę urozmaicić sobie prace, wykonałem kilka elementów z blaszki Parta: piastę śmigła, końcówki rur wydechowych i lufę Vickersa.

 

Ze steru kierunku odciąłem zbyt grube mocowania linek, które zostaną zastąpione elementami z blaszki, a do statecznika dokleiłem okucia. Natomiast spasowanie części podwozia wymagało sporego rozwiercenia otworów w goleniach.

 

Dopasowanie stateczników też nie było łatwe. Należało wyciąć głębsze gniazdo w kadłubie i zaszpachlować wszystkie spoiny. To miejsce zdecydowanie nie wyszło Rodenowi.

 

Szpachlowanie i szlifowanie spoin w przedniej części kadłuba niestety nie wpłynęło dobrze na wygląd imitacji śrub mocujących blachy do szkieletu na linii przed krawędzią natarcia płata i pod wypukłymi osłonami głowic cylindrów.

 

Ostatecznie zdecydowałem, że lepiej będzie to zeszlifować i nawiercić otworki. Uznałem, że ich zaciemnienie da lepszy efekt, niż to, co zostało po szpachlowaniu spoin. Od spodu dokleiłem także obejmy podtrzymujące zbiornik paliwa.

 

Zabrałem się również za wykonanie śrub rzymskich do naciągów. Blaszka Parta, uchwyt z zestawu Bob's buckles i kawałek drutu, który utworzył mini-oś pozwoliły na uzyskanie takiego efektu. Końcówki drutu-osi odciąłem i delikatnie zeszlifowałem na gładko od góry i od dołu.

 

Na odstające końce uchwytu nałożyłem trzymilimetrowej długości rurkę z zestawu Bob's buckles i dokleiłem drugi uchwyt. Tak powstała cała kolekcja tych elementów, które trafią na spód górnego i górę dolnego płata.

 

Przygotowane wcześniej okucia zostały następnie pomalowane.

 

Karabin Vickers został uzupełniony o teleskopowy celownik Le Cretien i pomalowany. Zakończone również zostały prace nad śmigłem. Francuskie śmigła były pokrywane brązową farbą, więc układ warstw sklejki nie był w nich widoczny.

 

Następnie sporo czasu poświęciłem na malowanie, cieniowanie, nałożenie kalkomanii i przyklejenie różnego rodzaju okuć do skrzydeł i ogona. Zastosowałem tu dokładnie te same techniki jak w opisywanych wcześniej modelach w skali 1/72. Kalkomanie Pheon Models kładły się jak zwykle dobrze. Muszę tu jednak dodać, że wbrew dołączonej do nich instrukcji używałem specyfiku MicroSol. Bez niego, niestety, kalki miejscami się srebrzą.

 

 

 

 

 

Barw nabrał też ster kierunku oraz koła.

 

Jednym z większych wyzwań było przygotowanie wewnętrznych słupków H, przy których należało dorobić 12 mocowań do linek głównych naciągów komory płata. Te dla podwójnych linek lotnych wykonałem z części z blaszki Parta, a dla pojedynczych linek postojowych – z uchwytów z zestawu Bob's buckles. Natomiast trzy z czterech mocowań linek usztywniających H w kierunku podłużnym zostały przewidziane przez Rodena, czwarte brakujące (czemu, Rodenie?) zrobiłem z elementu Parta.

 

Następnie wszystkie słupki zostały pomalowane w kolorach drewna lub płótna, a okucia – na niebiesko.

 

W dalszej kolejności wykonałem mocowania linek naciągów wraz ze śrubami rzymskimi przy połączeniu dolnego płata z kadłubem. Każde z nich powstało z jednego uchwytu i jednej rurki Bob's buckles, przez którą trzykrotnie przeciągnąłem żyłkę o grubości 0,12mm. Po zaciągnięciu pętelek, odcięciu nadmiaru żyłki i zabezpieczeniu całości kropelką kleju cyjanoakrylowego mocowania były gotowe. Na pierwszym zdjęciu widać cały układ zawiązany na sucho, bez naciągnięcia. W rzeczywistości najpierw wkleiłem pomalowany uchwyt w otwór w modelu, a następnie wokół niego zaplotłem linkę z nanizaną na nią rurką.

 

Rozpocząłem też prace nad wiatrochronem. Mam zamiar pocienić od zewnątrz stanowczo zbyt grube szkło Rodena i ewentualnie wykorzystać fragmenty ramki Parta.

 

 

Aktualizacja 20.02.2011

 

Gruby zestawowy wiatrochron udało się pocienić i oszlifować papierem ściernym oraz wypolerować tkaniną micromesh. Następnie zamaskowałem części szklane taśmą Tamiya i pomalowałem ramki w kolorze beżowym, pasującym do barwy przedniej części kadłuba. Na koniec pokryłem jego powierzchnię płynem nabłyszczającym Future.

 

Później wykonałem opisaną już wcześniej metodą imitacje śrub rzymskich przy słupkach.

 

 

Kolejnym etapem prac był montaż podwozia. Zrobienie naciągów metodą proponowaną przez Desa Delatorre (http://www.ww1aircraftmodels.com/page6.html) to czysta przyjemność. Obawiałem się trochę, że zastosowanie żyłki wędkarskiej może zdeformować dość wiotką strukturę słupków, ale ani przy podwoziu, ani później przy usztywnianiu komory płatów, nic takiego nie nastąpiło. Przy osi podwozia dodałem też szarą nitkę jako amortyzujący sznur gumowy. Ale niestety, okazało się, że nie jest to najlepszy materiał. Nitka trochę się "kłaczy" i na zdjęciach zbliżeniowych nie wygląda to najlepiej. W przyszłości będę musiał wymyślić coś innego.

 

Na tym etapie wykonałem także krótkie linki usztywniające statecznik pionowy i linki napędu steru kierunku, a także zamontowałem rury wydechowe i karabin Vickersa.

 

Teraz przyszła kolej na bodaj najmniejsze elementy w tym modelu - zapinki pokryw inspekcyjnych osłony silnika.

 

Model został w ten sposób przygotowany do montażu górnego płata. Zdecydowałem się rozpocząć tę najtrudniejszą część budowy każdego dwupłata od słupków H. Dzięki ich kształtowi nie było więc żadnych kłopotów z zachowaniem właściwej geometrii komory płatów i specjalny szablon nie był w tej sytuacji potrzebny. Wykonałem jedynie z tektury małą konstrukcję podpierającą i unieruchamiającą model.

 

Przy gniazdach pozostałych słupków w dolnym i górnym płacie dokleiłem przygotowane wcześniej okucia ze śrubami rzymskimi. Zmontowałem też charakterystyczne dla SPADów mechanizmy sterowania lotkami.

 

 

Cztery główne słupki podpierające górny płat dokleiłem kontrolując ich geometrię w widoku z boku, tak by były równoległe do słupków H, a w widoku z przodu - odmierzając linijką odległość między ich górnymi końcami i utrzymując je w pionie. Po analizie zdjęć SPADa VII z Le Bourget usunąłem też zbyt długie imitacje śrub rzymskich przy słupkach H – zostały one wykonane później, razem z naciągami.

 

Przyklejenie górnego płata, słupków baldachimu i wykonanie naciągów przebiegło bez żadnych kłopotów i odbyło się na tyle sprawnie, że zdążyłem zrobić zaledwie jedno zdjęcie z tych prac pokazujące jedną z linek z nawleczonymi rurkami przed naciągnięciem.

 

I tak zakończyła się moja pierwsza przygoda z wielką skalą. Pozostały mi po tym mieszane uczucia. Z jednej strony nadal nie mogę się nadziwić łatwości, z jaką w tej podziałce można zdetalować model na takim poziomie, o jakim w skali 1:72 ja nawet nie mogę pomarzyć. Ale z drugiej strony – właśnie, ta łatwość mnie trochę zniechęca.

Poza tym tutaj nie ma miejsca na improwizacje. Wszystkie elementy są na tyle duże, że powinny być wykonane jako wierne minirepliki oryginałów. W mniejszych skalach często nie ma tej swobody i wtedy trzeba wykorzystywać złudzenie, co moim zdaniem dodaje atrakcyjności budowie modeli.

Podczas malowaniu SPADa posłużyłem się dokładnie takimi samymi technikami, jak w małej skali. Mam wrażenie, że efekt jest zupełnie niezły, ciekaw jestem Waszych opinii.

Tekst i zdjęcia: Przemysław Litewka

Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.