Modelarstwo redukcyjne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Modele Relacje z budowy Spitfire Mk.Vb | 1:24 | Trumpeter - aktualizacja 03.02.2011

Spitfire Mk.Vb | 1:24 | Trumpeter - aktualizacja 03.02.2011

Email

Ten model będzie inny niż te, które budowałem dotychczas. Inspiracją do budowy tego Spitfire'a była kurtka lotnicza RAF'u, którą zaprojektował Leslie Leroy Irvin. Ten sam projektant był konstruktorem słynnych spadochronów Irvin, które były produkowane na licencji w Polsce przed 1939 rokiem.

Mój przyjaciel, również Wojtek, kupił kurtkę Irvin, taką samą, której podczas lotów w czasie II Wojny Światowej używali piloci myśliwscy RAF. Przy okazji zamieniliśmy kilka słów na temat pilotów, samolotów Spitfire i udziału polskich lotników w walkach. W efekcie tej rozmowy Wojtek zdecydował, że chciałby mieć model Spitfire'a, a ja zadeklarowałem, że bardzo chętnie go wykonam.

Więcej na temat kurtek RAF projektu Irvina można przeczytać tutaj.

 

Wybór padł na model Spitfire Mk.Vb firmy Trumpeter w skali 1:24. Będzie on wykonany bez otwartych paneli i bez widocznego silnika. Decyzja taka zapadła dlatego, że model będzie prawdopodobnie wielokrotnie oglądany i przestawiany, istnieje zatem ryzyko zniknięcia wielu luźnych elementów.

Pierwszą czynnością było wklejenie na stałe wszystkich elementów modelu, które producent przewidział jako zdejmowane - pokryw silnika i uzbrojenia. Tutaj pojawiły się pierwsze problemy - elementy pokryw uzbrojenia w skrzydłach były dosyć luźno pasowane i po wklejeniu ich na stałe powstały spore szpary. Uzupełniłem je fragmentami płytek polistyrenowych o grubości 0,5 mm.

 

Być może model będzie eksponowany w pozycji "w locie", przygotowałem zatem odpowiedni punkt mocowania. Jest nim nakrętka M4, w którą będzie możliwe wkręcenie odpowiedniego pałąka mocowanego do ściany lub podstawki. Przygotowałem też odpowiednią zaślepkę, na wypadek, gdyby model był jednak eksponowany stojąc o własnych siłach.

 

Wzmocniłem mocowanie goleni podwozia głównego, gdyż gniazda zaproponowane przez producenta nie gwarantowały ustalenia właściwego kąta zaklinowania goleni i były zdecydowania za słabe, aby utrzymać sporych rozmiarów i wagi model. Była jeszcze jedna przesłanka do wzmocnienia mocowania goleni podwozia - Wojtek ma 6-letniego syna, który z pewnością nie omieszka wykonać modelem Spitfire'a kilku lądowań.

 

Wzmocnienia wymagały również golenie podwozia głównego modelu. Te zaproponowane przez producenta były oczywiście plastikowe. Co prawda plastik wykorzystany na golenie był dużo bardziej wytrzymały mechanicznie od plastiku, z którego zrobiono pozostałe wypraski, jednak obawiałem się, że syn Wojtka, Franek będzie często sprawdzał ich wytrzymałość.  Do budowy ruchomej części goleni podwozia wykorzystałem mosiężne rurki o tak dobranych średnicach, aby jedna w drugą wsuwała się z minimalnym luzem. Wcześniej w jednej z rurek wyfrezowałem przelotowy otwór, który spełni rolę ogranicznika skoku, ponieważ w tym modelu amortyzatory zostaną wykonane jako pracujące.

 

Elementy goleni połączyłem lutując je ze sobą. Do wnętrza rurek włożyłem niewielką ilość pasty KOKI, całość zamocowałem paskami taśmy Tamiya na kawałku grubej tektury i podgrzałem palnikiem gazowym. Górną nieruchomą część goleni podwozia wykorzystałem z zestawu, dorabiając jedynie kilka elementów ogranicznika skoku amortyzatora.

 

Goleń kółka ogonowego w modelu była wykonana ze zwykłego szarego plastiku i... dodatkowo skonstruowana tak, że lekki nacisk na ogon modelu z pewnością spowodowałby jej złamanie. Nową goleń zrobiłem z rurek i blaszki mosiężnej, którą później osadziłem w kawałku plastiku i wkleiłem całość w kadłub.

 

W modelu, który będzie prezentem dla przyjaciela, nie modelarza oczywiście MUSI obracać się śmigło! Zdecydowałem, że elementów miniatury silnika, które były częściami zestawu, nie będę montował w modelu. Będą one prezentem dla Piotra Gładkiego, który zapewne zepsuje je w swoim stylu.
Po usunięciu silnika okazało się, że kadłub w tej części jest bardzo wiotki. Brak w nim także gniazd do osadzenia rur wydechowych i osi śmigła. Brakujące elementy dorobiłem z polistyrenu o grubości 2 mm, łącząc je klejem Tamiya Extra Thin.
Oś śmigła została wykonana z rurki mosiężnej, która wewnętrzną średnicą odpowiada wewnętrznej średnicy aluminiowej rurki wklejonej w kołpak śmigła. Te dwa elementy dopasowałem tak, by śmigło swobodnie obracało się nawet pod wpływem lekkiego dmuchnięcia.

 

W rzeczywistości otwory wylotowe spalin miały kształt księżyca na krótko przed nowiem. Producent modelu nie uwzględnił tego faktu. Poprawiłem ten błąd, wklejając kawałki polistyrenu o grubości 0,25 mm. Po wyschnięciu kleju oszlifowałem elementy rur wydechowych papierem ściernym, nadając im taki kształt, jaki zaobserwowałem na zdjęciach samolotu. W połówkach kadłuba wywierciłem otwory, które po pomalowaniu modelu ułatwią poprawne wklejenie rur wydechowych.

 

Producent modelu przewidział, że drzwi do kabiny pilota będą eksponowane w pozycji otwartej lub zamkniętej. Przewidując, że przyszły właściciel modelu będzie chciał eksponować model z otwartymi drzwiami i odsuniętą owiewką, ale okresowo prawdopodobnie polata sobie po pokoju modelem z owiewką zamkniętą, postanowiłem drzwi wzbogacić o zawias. Wykonałem go z mosiężnego pręta osadzonego w mosiężnej rurce. W kadłubie wydrążyłem podłużny otwór, w który klejem CA wkleiłem cały zawias. Po sklejeniu połówek kadłuba zaszpachluję to miejsce. W przestrzeń między kadłubem i drzwiczkami wkleiłem polistyrenowe paski, aby drzwi otwierały się swobodnie, a po ich zamknięciu była widoczna tylko delikatna linia podziału.

 

Wnętrze kabiny pilota zostało wykonane z bardzo dużymi uproszczeniami i wieloma błędami merytorycznymi, a ponieważ jest to bardzo widoczne, postanowiłem niektóre detale poprawić i uzupełnić.

Tablica przyrządów pokładowych została wykonana jako dosyć gruby element z przejrzystego tworzywa, na który od spodu należy przykleić film ze wzorem tarcz i wskazówek. Efekt jest taki, że przyrządy wyglądają jakby były osadzone na dnie jakichś rur. W rzeczywistości szkła przyrządów licowały z powierzchnią tablicy lub nawet delikatnie ponad nią wystawały. Całą powierzchnię tablicy zeszlifowałem od spodu, nadając jej grubość ok 0,5mm. Tarcze naświetlone na filmie kolejno wycinałem skalpelem pozostawiając pewien naddatek i szlifowałem drobnym pilnikiem wielokrotnie dopasowując do otworu w tablicy. Jest to dosyć żmudne zajęcie, wymaga również dużej dokładności - każde odstępstwo od kształtu lub wymiaru będzie natychmiast widoczne. Po prawidłowym oszlifowaniu tarcze przyrządów pasowały dokładnie na wcisk. Do ich zamocowania wykorzystałem gęsty bezbarwny lakier Humbrol w puszce, który także spełnił funkcję uszczelniacza - przy wypełnieniu białą farbą tylnej strony zegarów nie będzie ryzyka, że farba wypłynie i zabrudzi tablicę przyrządów.

 

 

Kolejnym bardzo uproszczonym elementem jest drążek. Oprócz skali uproszczeń jest też kilka błędów merytorycznych - zła liczba przewodów hydraulicznych, brak przegubowego łamania w górnej części, przyciski i przełączniki o niepoprawnym kształcie, umieszczone w niewłaściwych miejscach.

Do korekty wyglądu zespołu drążka wykorzystałem płytki polistyrenowe o różnej grubości, rurki mosiężne, druciki i przewody pozyskane z uszkodzonych słuchawek. Z elementu zestawu pozostał jedynie fragment korpusu i okrągły uchwyt.

 

W oryginale uchwyt drążka był pokryty gumowata masą o specyficznej fakturze, która miała za zadanie zwiększenie przyczepności i zapobiegała ślizganiu się dłoni pilota. Podobną fakturę udało mi się uzyskać przez zanurzenie elementu plastikowego w rozpuszczalniku nitro.

 

Oto jak w tej chwili wygląda zespół drążka i tablica przyrządów...

 

Ale to dopiero początek prac nad wyposażeniem kabiny pilota :)

Fotel pilota :(

Porównujac go do zdjęć oryginału miałem wrażenie, że producent popełnił jakąś straszną pomyłkę i zaproponował fotel pochodzący z zupełnie innego samolotu. Drewniane (!) siedzisko, jakiś gruby, eliptyczny element na oparciu i grubaśne boki. W rzeczywistości w spitfire montowano dwa rodzaje siedzeń - z tworzywa sztucznego lub metalowe. W moim modelu zdecydowałem się wykonać fotel bakielitowy, którego siedzisko, boki i oparcie były jednym elementem. Fotel był cienkościenny, a siedzisko miało kształt miski z przetłoczeniami, w której było miejsce na spadochron siedzeniowy; oparcie było wyściełane skórzaną, pikowaną poduszką o dopasowanym kształcie.
W pierwszej chwili zastanawiałem się jak ten fotel, który zaproponował producent zestawu poprawić, ale po kilku pomiarach, przymiarkach i oszacowaniu wkładu pracy zdecydowałem się wykonać go od podstaw.

 

Do budowy fotela użyłem arkuszy polistyrenu o różnych grubościach. Miskę wykonałem z polistyrenu o grubości 0,25mm, a poduszkę na oparciu z arkusza 1mm, kształtując ją przy pomocy czeskiej piłki, noża do cięcia plexi, pilników o różnym kształcie i wygładzając papierem i gąbkami ściernymi.

 

Charakterystyczne przetłoczenie na dnie siedziska odwzorowałem metodą tłoczenia plastiku na gorąco. W opinii wielu modelarzy ta technika jest pracochłonna i wymaga wykonania dodatkowych elementów - matrycy, a czasami patrycy. W rzeczywistości cała operacja zajęła mi niecałą godzinę (wraz z budową oprzyrządowania). Stempel (patryca) to w tym wypadku kilka sklejonych ze sobą i oszlifowanych kawałków plastiku, a matryca to otwór o kształcie przetłoczenia wycięty w polistyrenowej płytce. Do tłoczenia użyłem, podobnie jak na pozostałe elementy miski fotela, polistyrenu o grubości 0,25 mm, który nagrzewałem miejscowo palnikiem Dremel. Po wykonaniu kilku sztuk wybrałem najlepszą i wykonałem z niej siedzisko.

 

Krawędź fotela okleiłem paskiem polistyrenu o grubości 0,13mm, który później zeszlifowałem tak, tworzył kołnierz o grubości jedynie ułamka milimetra. Do klejenia użyłem kleju Tamiya Extra Thin. Do wykonania mechanizmu regulacji wysokości fotele użyłem polistyrenu o dwóch grubościach - 0,25 i 0,13mm. Złożyłem dwa kawałki plastiku i w pierwszej kolejności wykonałem odpowiednie otwory wprowadzając w nie niezwłocznie metalowe rurki i pręciki, które w przyszłości spełnią funkcję osi. Wycinając i szlifując je wspólnie miałem gwarancję, że obie części zespołu podnoszenia fotela będą identyczne.

 

Z zestawu wykorzystałem jedynie siłowniki i oś mechanizmu regulacji fotela. Dźwignia to rurki mosiężne o odpowiednio dobranych średnicach, a okucia pochodzą z mojego podręcznego magazynu drobnych elementów fototrawionych będących pozostałościami po budowie innych modeli.

 

Pasy bezpieczeństwa i zasobnik na race to samodzielnie zaprojektowane i wykonane elementy fototrawione.

 

Aktualizacja 03.02.2011

 

Planuję ten model wykonać w malowaniu jednego z samolotów dywizjonu 303 o oznaczeniach kodowych RF-K. Jest to jedno z malowań, które producent modelu zaproponował. Samoloty Spitfire Vb miały montowane różne rodzaje śmigieł. Trumpeter do swojego modelu dołączył tylko jeden rodzaj śmigła - de Havilland z krótkim kołpakiem i wąskimi u nasady łopatami. To błąd! Zdjęcia historyczne samolotu Spitfire Vb z oznaczeniami RF-K był wyposażony w śmigło Rotol z długim kołpakiem i łopatami szerokimi u podstawy. Oba śmigła różnią się od siebie na tyle, że zdecydowałem się na wykonanie Rotola od podstaw.

Pierwszym pomysłem na wykonanie kołpaka było sklejenie do z szeregu polistyrenowych krążków o tak dobranych średnicach, że po oszlifowaniu utworzą dokładny profil. Kolejne krążki kleiłem klejem Tamiya Extra Thin i to okazało się poważnym błędem - klej tak wniknął w plastik, że jeszcze po kilkunastu tygodniach schnięcia po szlifowaniu cały czas pojawiały się zagłębienia na styku kolejnych krążków :(

 

Niedoszły kołpak z klejonych krążków posłużył mi jako kopyto do wykonania właściwego kołpaka metodą formowania próżniowego. Wytłoczyłem kilka arkuszy o grubości 1 i 1,5mm.

 

Do równego obcięcia wypraski kołpaka po obwodzie wykorzystałem czeską żyletkę zamocowaną do płytki o odpowiednio dobranej grubości. Tylną ściankę i elementy mocowania osi łopat wyciąłem z polistyrenowych płytek o grubości 1,5mm.

 

Po wycięciu otworów na końcówki mechanizmu zmiany skoku śmigła i osadzeniu osi łopat kołpak prezentuje się tak:

 

Nauczony doświadczeniem przy klejeniu kołpaka podczas klejenia elementów łopat śmigła użyłem kleju cyjano-akrylowego. Po wyschnięciu surowej łopaty nawierciłem w każdej z nich otwór i wsunąłem mosiężną rurkę, która spełni funkcję osi łopaty śmigła.

 

Kształt łopatom śmigła nadałem przy pomocy frezu, pilnika i ostrza skalpela. Ostateczny kształt nadał łopatom papier ścierny.

 

 

 

Do nacięcia linii podziałowej na kołpaku posłużyłem się podobną techniką jak przy odcinaniu kołpaka od wypraski vacu. W polistyrenowej płytce wywierciłem otwór o tak dobranej średnicy, że kołpak mógł się swobodnie obracać, ale nie było nadmiernych luzów. Czeska piłkę umocowałem na sklejonych ze sobą plastikowych płytkach i obracałem kołpakiem jednocześnie dociskając żyletkę. Po kilkunastu powtórzeniach miałem naciętą równą linię na całym obwodzie.

 

Obwodowe nitowanie wykonałem również techniką dociskania narzędzia do obracającego się kołpaka, ale tym razem czeską żyletkę zastąpiło czeskie nitowadło.

 

Tak prezentuje się gotowy kołpak zamocowany w modelu...

 

...a na zdjęciach poniżej można zobaczyć różnicę między śmigłem Rotol i de Havilland.

 

Tekst i zdjęcia: Wojciech Fajga