Modelarstwo redukcyjne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home

Nitowadło domowym sposobem

Email

 

Każdy modelarz z biegiem czasu dochodzi do wniosku, że modele bez wyraźnie zaznaczonych nitów tracą swój urok. Wtedy z pomocą może mu przyjść proste urządzenie zwanie nitowadłem, które może wykonać sam w niecałą godzinę.

Najważniejszym elementem naszego nitowadełka są kółka zębate o niewielkim rozstawie zębów.

Można je znaleźć w starych zegarkach, budzikach lub jakiś zabawkach. Jeśli nie mamy nic takiego pod ręką, warto udać się na targ, gdzie z pewnością któryś z tamtejszych handlarzy będzie miał stare zegarki i sprzeda je nam za bezcen. Z pomocą może przyjść też zegarmistrz, u niego kółek zębatych pod dostatkiem, a i ceny  też powinny być przystępne, o ile nie dostaniemy ich za darmo. Warto jedynie zwrócić uwagę, aby kółko było pełne i najlepiej stalowe, a nie mosiężne. Kółka ażurowe łatwo ulegają zniekształceniu, a mosiężne lub wykonane z innego miękkiego metalu szybko się tępią.

Co nam będzie potrzebne do wykonania nitowadła:

•wspomniane wcześniej kółka zębate, najlepiej kilka różniej wielkości,
•dwa metalowe płaskowniki,
•kilka śrub z nakrętkami,
•kawałek metalowej rurki lub pręta,
•płytki plastikowe różnej grubości,
•wiertła, frez, wiertarka lub frezarka, pilnik do metalu


Na początku przygotowujemy płaskowniki stanowiące rękojeść nitowadła. Przycinamy je na równą długość  po czym wiercimy otwory, jeden na jednym końcu, dwa na drugim. Przed wywierceniem otworów, blaszki najlepiej złączyć razem, po to by otwory były w jednakowych odległościach w obu elementach. Skręcamy płaskowniki śrubami i załamujemy ostre krawędzie, ja użyłem frezarki z papierem ściernym ale można to również ładnie zrobić zwykłym pilnikiem do metalu. Po tym zabiegu nie będzie ryzyka okaleczenia dłoni podczas używania narzędzia. Zaokrąglenie ostrych brzegów jest ważne, gdybyśmy tego nie zrobili, mogłyby nam one porysować nitowaną powierzchnie, a przede wszystkim zasłaniałyby pole pracy.

 

Na jednym z końców, gdzie wywierciliśmy dwa otwory na śruby, wiercimy jeszcze jeden na samym końcu, w którym później zamocujemy kółko zębate. Dobieramy wiertło na tyle cienkie, by rurka pasowała w miarę ciasno. Jeśli nam się to jednak nie uda, możemy przylutować, bądź przykleić rurkę do blaszki, ale tylko do jednej - należy o tym pamiętać. W przeciwnym wypadku nie będzie możliwości rozebrania narzędzia w celu wymiany kółka nagniatającego.

 

Jak widać na fotografii, moje zębatki miały kwadratowe otwory, dlatego musiałem je rozfrezować do okrągłego kształtu i wielkości przez którą swobodniej przejdzie rurka spełniająca funkcję osi obrotu. Ważne, by otwór w kółku zębatym był na tyle duży, by mogło się ono swobodnie obracać i zarazem nie miało niepotrzebnego luzu, który później wpłynąłby niekorzystnie na precyzję nitowania.

 

Moje zębatki są dość grube, przez co kształt który wygniataja jest prostokątem, dlatego za pomocą wiertarki i pilnika do metalu zmniejszam grubość końcówki ząbków i doprowadzam ich przekrój do kwadratu. Teraz możemy już przystąpić do końcowego montażu naszego urządzenia. Ostatnią czynnością będzie docięcie plastikowej płytki grubości zębatki i dopasowanie jej do kształtu rękojeści.

 

Jeśli udało nam się zdobyć dwa takie same kółeczka zębate, możemy ulepszyć nasze nitkowało. Montując dwie zębatki obok siebie, będziemy mogli nitować za jednym zamachem dwa pasy. Jest to o tyle przydane, że obie linie nitów będziemy mieć idealnie w równiej odległości od siebie. Nie umożliwi nam tego żaden chiński plastikowy wynalazek.

 

Nity robione moim urządzeniem prezentują się w taki oto sposób na kawałku grubej folii aluminiowej.

 

Wielu z Was pomyśli:  po co się męczyć, skoro za około 35 zł można kupić takie narzędzie ? Owszem można, ale trzeba zaznaczyć, że trzpień trzymający kółka zębate w tym urządzeniu jest plastikowy, metalowe kółeczko sukcesywnie go odcina, doprowadzając urządzenie do stanu nieużywalności.