Modelarstwo redukcyjne

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home

Nowierski - bohater Bitwy o Anglię

Email

Tłusty podbródek Goeringa podryguje z radości, gdy nad jego głową potężna flotylla bombowców kieruje się nad Kanał. Tak, to ten dzień! Dzień, o którym mawiał, że wybombarduje Anglię. Po chwili brytyjskie myśliwce formują szyki. W szaleńczym tempie, na prawie bezchmurnym niebie rozpoczyna się śmiertelny taniec.

 

W tym zgiełku jeden z brytyjskich dowódców krzyczy:

- atakować bombowce, atakować bombowce...

W oddali do dwóch Heinkli dopadają dwa Hurricany. Półbeczka, przymiarka...  – to Polacy!

- ja biorę prawego, atakuję...

- zostawcie coś dla mnie...

Seria pocisków smugowych tnie niebo i jeden z bombowców zaczyna dymić, przechodząc w nurkowanie, opada.

- uważaj z tyłu!

Z przewagą wysokości zbliża się żółtonosy Messerschmitt. Krótka seria i Hurricane, ciągnąc smugę dymu i płomieni, przechodzi na plecy. Pilot odsuwa osłonę, wołając:

- palę się! Wyskakuję na spadochronie...

Walka trwa nadal. Heinkle padają ofiarą zwinnych myśliwców.

Na tle nieba rozwija się kopuła spadochronu i już po chwili pilot po wylądowaniu na polu wyplątuje się z linek. Podbiegają okoliczni farmerzy, a pilot, kłaniając się i niemiłosiernie kalecząc język Szekspira, mówi:

- good afternoon

I już po chwili prowadzony jest przez pole przez biorących go za Niemca angielskich farmerów.

Czy to znana scena? Owszem, to fragment kultowego filmu z 1969 Bitwa o Anglię w reżyserii Gaya Hamiltona.

 

Ile w tym epizodzie prawdy historycznej a ile fikcji?

Gdy kończyła się kampania wrześniowa, polscy piloci przebyli długą drogę. Wielu trafiło do Anglii, ostatniego już bastionu wolnej Europy. Mimo goryczy klęski w Polsce i we Francji nadal dążyli do tego, do czego byli przygotowani i wyszkoleni – do walki z wrogiem w powietrzu. Tacy ludzie  tworzyli pierwsze dywizjony PSP na "niezatapialnym lotniskowcu", jak zwykło się wówczas mówić o Wyspach Brytyjskich. Z jednostek myśliwskich dwa pierwsze dywizjony - 302. Sq i 303. Sq - wzięły udział w Bitwie o Anglię. Jednakże ci, którzy dotarli najwcześniej i znali język na tyle, by szybko opanować procedury RAF, nie chcieli czekać na formowanie polskich jednostek. Po krótkim przeszkoleniu trafiali do dywizjonów brytyjskich. Było ich ok. 70. Wśród nich pilot Tadeusz Nowierski. Trafił do dobrego dywizjonu 609. Dobrego, bo wyposażonego w najnowsze Spitfiry.

5 października podczas powrotu z lotu bojowego Nowierski regulaminowo podszedł do lądowania. Gdy był nisko nad ziemią, został ostrzeżony przez innego pilota, że jedno z kół pozostało zablokowane w skrzydle w pozycji wciągniętej. Lotnik w tej sytuacji ponownie nabrał wysokości, opuścił Spitfire'a N3223 na spadochronie i wylądował w pobliżu Salisbury Plain. I właśnie w chwilę po wylądowaniu podbiegł do niego angielski farmer. Słysząc dziwny akcent wziął Nowierskiego za Niemca i natychmiast wymierzył do niego z dubeltówki. Dopiero po długim przekonywaniu ostatecznie odwiózł go na lotnisko.

Tak oto przygoda Nowierskiego stała się prawdopodobnie wzorcem owej sceny filmowej.

_______________________

Tadeusz Nowierski urodził się 22 czerwca 1907 w Warszawie. W wieku 22 lat zrealizował swoje marzenia o lataniu, wstępując do Szkoły Pilotów w Bydgoszczy. Ukończył kurs pilotażu i pierwszą służbę odbył w 1 Pułku Lotniczym w Warszawie.
W 1931 przeniesiony został do szkoły lotniczej w Dęblinie w charakterze instruktora, gdzie służył pod bezpośrednim dowództwem słynnego już wówczas pilota Janusza Meissnera (pilot-weteran wojny polsko-rosyjskiej odznaczony Krzyżem Walecznych, następnie Virtuti Militari i Krzyżem Niepodległości).
Kolejnym krokiem w lotniczej karierze było ukończenie w 1935 Szkoły Podchorążych w Bydgoszczy i po awansie - w stopniu podporucznika - Nowierski dostał angaż do 24 eskadry liniowej, 2 Pułku Lotniczego w Krakowie. Z chwilą wybuchu wojny pułk został wcielony do lotnictwa Armii Kraków i do jego obowiązków należała obserwacja i atakowanie niemieckich oddziałów pancernych zbliżających się do Częstochowy. Jednostka Nowierskiego wyposażona była w samoloty PZL.23B Karaś.
Po wycofaniu się na wschód Nowierski wykonywał głównie loty łącznikowe na samolocie LWS-3 Mewa.
15 września, wraz z por. obs. Romanem Miarczyńskim i por. strz. Felicjanem Sobieralskim wykonali bardzo trudny lot łącznikowy do Warszawy (z zalakowaną kopertą od gen. Śmigłego-Rydza dla gen. Juliusza Rómmla, dowódcy Armii Warszawa).
17 września Nowierski w locie rozpoznawczym odkrył straszliwą prawdę – Polska została zaatakowana od wschodu przez Rosjan!
W tej sytuacji, zgodnie z rozkazem Naczelnego Wodza, rzutami powietrznymi i kołowymi eskadry lotnicze wyruszyły w stronę Czerniowców - do Rumunii. Cel mieli jeden - przedostać się do Francji.
Polscy piloci, którzy przybyli na francuską ziemię, żywili nadzieję, że wraz z tak dużym sojusznikiem stawią skuteczny opór hitlerowskim Niemcom. Nowierski służył we francuskiej Armée de l’Air latając na Morane 406. Niedługa to była służba. Podobnie jak wielu jego kolegów, gdy tylko nadarzyła się okazja, jednym z pierwszych transportów ruszył w dalszą drogę – do Anglii.
Do RAF wstąpił w marcu 1940 i po szkoleniu został skierowany do jednostki bojowej.
Był to 609. dywizjon brytyjski, ponieważ wtedy nie tylko że nie istniały, ale nawet jeszcze nie były tworzone dywizjony polskie. Poza nim w dywizjonie tym znalazł się również jego rodak, Piotr Ostaszewski. Obydwaj niebawem zadomowili się w gościnnej jednostce - „Novi” i „Osti” szybko zostali polubieni przez brytyjskich kolegów.

Sierpień 1940. piloci 609. dywizjonu pozują do zdjęcia. W górnym rzędzie (stoją): drugi od lewej - Nowierski; drugi od prawej - Ostaszewski /Zdjęcie: http://daveg4otu.tripod.com ; http://thefewbook.com.

 

Po zakończonej Bitwie o Anglię dowódca dywizjonu 609., S/Ldr D. M. Crook napisał:
Obaj Polacy, "Osti" i "Novi", byli wspaniałymi ludźmi i lubiliśmy ich niezmiernie. Wykorzystywali oni w walce wszystkie możliwości, a ich radość, gdy zestrzelili "cholernego szkopa" była cudownym widokiem.
Byli obaj bardzo spokojni, dobrze wychowani, bardzo dobrzy piloci, nadzwyczaj chętni do uczenia się naszych sposobów i metod walki. Ich nienawiść do Niemców była śmiertelnie spokojna, nigdy nie doświadczyłem czegoś podobnego.
Byli bez wątpienia jednymi z najdzielniejszych ludzi, jakich znałem, a pod tym względem nie różnili się od innych Polaków, pełniących służbę w RAF.
Wszystkie dywizjony, do których przydzielono Polaków, wyrobiły sobie o nich równie wysoką ocenę.


Niebawem do tegoż dywizjonu dołączyli kolejni Polacy: Janusz Żurakowski i Zbigniew Oleński.

Wspomina Żurakowski ("Skrzydła" Nr 146/632):
Zaczął się okres bardzo silnych nalotów lotnictwa niemieckiego dążącego do zniszczenia obronnych sił lotniczych Anglii. Okres ten nazwano potem Bitwą o Wielką Brytanię. Nasz dywizjon przerzucono w połowie sierpnia z najbardziej na zachód wysuniętego półwyspu Kornwalii do rejonu Portsmouth i Southampton. Czas był gorący i straty duże. W pierwszej połowie września z dwudziestu paru pilotów zostało mniej niż dziesięciu. Zginęli obaj dowódcy eskadr i dowódca dywizjonu. Wówczas wycofano nas znowu do Kornwalii.
W czasie tych walk udało mi się zestrzelić trzy samoloty (i jeden prawdopodobnie), ale i mnie zestrzelono nad wyspą Wight (wyskoczyłem ze spadochronem). W innym locie pocisk z Messerschmitta 109 uszkodził mi podwozie i skapotowałem przy lądowaniu.  
Z porucznikiem Oleńskim zgłosiliśmy się z prośbą o przesunięcie nas do rejonu bardziej aktywnego. Zostaliśmy przeniesieni do Dywizjonu 609 RAF-u w pobliżu Salisbury. W Dywizjonie tym było już dwóch Polaków: por. Tadeusz Nowierski (potem pułkownik) i por. Piotr Ostaszewski.

Tadeusz Nowierski przy swoim Spitfire /Zdjęcie: Stratus; Polish Wings 06.

Tymczasem skończył się okres docierania w jednostce i Nowierski rozpoczął standardowe loty bojowe. Początkowo latał głównie na Spitfire Mk. 1 (L1082) z oznaczeniem PR-A.


Spitfire L1082 współużytkowany przez Nowierskiego i innego pilota z tej jednostki. Był nim Amerykanin „Andy” Mamedoff (pozuje na zdjęciu) / Zdjęcie: Osprey

13 sierpnia zestrzelił na nim dwa niemieckie samoloty.

Tak Nowierski relacjonuje lot tego dnia:
Pogoda była raczej ładna, ale na niebie było trochę chmur. Poderwano nas zaraz rano całym dywizjonem. Przebiliśmy dwie warstwy cienkich, poprzerywanych chmur i zatoczyliśmy krąg na wysokości 26 000 stóp. Na dole, na tle białych chmur zauważyliśmy niemieckie bombowce w osłonie Me-109. Były niżej od nas, o około 10 000 stóp. Tymczasem na naszej wysokości pojawiły się Me-109. Trzy klucze naszych Spitfire'ów uderzyły w zbiorowisko niemieckich samolotów, lecących niżej od nas. Nasz ostatni klucz, w którym leciałem, prowadzony przez f/It Mac Artura pozostał na górze, by związać się walce z Me-109. Teraz wszystko rozegrało się bardzo szybko. Sierżant lecący po lewej stronie gwałtownie odłączył. Po kilku sekundach zobaczyłem, jak celnie ugodził jednego Me-109, który, dymiąc czarnym gęstym dymem, runął do ziemi. Ładnie go wykończył, strzelał do niego z bliskiej odległości, może 150 metrów. Mój dowódca rozpoczął w tym momencie atak na jednego ze szwabów. Oceniłem sytuację i widzę, że do mnie jest również inny szkop, trzeba było go tylko wziąć na celownik i zbliżyć się do niego, bo był ode mnie nieco wyżej, w odległości około 500 metrów. Wlepiłem pełny gaz, Spitfire szarpnął do przodu i po 10 sekundach już rozpocząłem do niego pierwszą serię, potem zaraz drugą, prosto w ogon. Zakurzyło się wokół niego, warkocz jasnego dymu za nim świadczył, że dostał w system chłodzenia silnika. Niemiec zakołysał się niemrawo i poszedł mordą w dół. Coś z niego odpadło, ale nie był to pilot, chyba wiatrochron kabiny. Wkrótce oderwał się i pilot, szybko rozwinął spadochron...
I w tej chwili, kładąc samolot w skręt, zauważyłem za ogonem mego Spitfire'a dwa Messerschmitty. Zrobiło mi się nagle gorąco, bardzo nieprzyjemnie. Musiałem wykonać szereg gwałtownych uników, by im się wywinąć. Wykorzystując sytuację, puściłem Spitfire'a na mordę, by za chwilę znów przejść na wznoszenie. Zgubiłem ich, nie widziałem już napastników, byłem zupełnie sam nad Kanałem, do tego nad chmurami, które zasłoniły całkowicie morze. Miałem dużo amunicji i benzyny, postanowiłem więc zapolować. Często teraz się oglądałem za siebie. Wykonałem dwa pełne wiraże i zbliżyłem się do brzegów Anglii. Przez okno w chmurach widać już było linię brzegową.
W pewnym momencie zauważyłem sylwetkę samolotu, przesuwającą się na wschód, dla mnie jak raz pod słońce. Byłem niemal pewien, że to niemiecki myśliwiec, ale chciałem się naocznie przekonać i koniecznie zobaczyć czarne krzyże na kadłubie, by mieć stuprocentową pewność, że to samolot wroga. Słońce świeciło mi w same oczy i oślepiało. Byłem blisko niego, wpadłem w jego wiry, zaczęło rzucać moim samolotem na prawo i lewo. Odskoczyłem na bok i od razu zobaczyłem czarne krzyże na skrzydłach i kadłubie Messerschmitta. Wróciłem momentalnie na pozycję od tyłu i gruchnąłem do niego trzy krótkie serie ze wszystkich karabinów maszynowych. Nawet nie mogłem sobie dłużej postrzelać, bo szkop zapalił się i korkociągiem poszedł do morza.
Dwa zwycięstwa w jednym locie to niezapomniane przeżycie.

Tadeuszowi Nowierskiemu zaliczono oficjalnie jedno pewne zestrzelenie (w okolicach Weymouth znaleziono wrak Bf 109 czarna 9 z 5./JG53) i jedno uszkodzenie samolotu wroga (niestety, drugi Bf 109 prawdopodobnie wpadł do Kanału, lecz na to brak było dowodu).
Z kolejnymi lotami przychodziły dalsze sukcesy - 7 września Nowierski celnie ostrzelał Dorniera (Do 17). Jednak z braku możliwości dalszej obserwacji samolotu wroga aż do jego roztrzaskania się zaliczono mu zwycięstwo jako zestrzelenie prawdopodobne. Z kolei 25 września ciężko uszkodził Heinkla 111, a 30 września zestrzelił na pewno następnego Bf 109 (tym razem był to E-4 z 5./JG 2), a jednego Bf 109 uszkodził.
5 października doszło do wspomnianego na wstępie incydentu. Wracając z lotu bojowego i podchodząc do lądowania dowódca  D. M. Crook zwrócił uwagę, że w samolocie, którym leciał Nowierski nie wysunęło się jedno koło podwozia. Po ostrzeżeniu Nowierski otrzymał polecenie nabrania wysokości i opuszczenia Spitfire’a na spadochronie. Prawdopodobnie to spostrzeżenie dowódcy uratowało pilotowi życie. Spitfire N3223 rozbił się w okolicach Salisbury Plain o godz. 18:15...
Dziesięć dni później, 15 października Nowierski zestrzelił kolejnego Messerschmitta (Bf 109E-4 z 5./JG).

Służba Tadeusza Nowierskiego w 609. dywizjonie RAF zakończyła się w lutym 1941. Należy jeszcze dodać, że w ramach tej jednostki Nowierski wraz z innym pilotem 12 grudnia 1940 uszkodził Do 17 (zaliczono mu ½ uszkodzenia), a 13 lutego 1941 uszkodził Junkersa Ju 88.

W połowie lutego na terenie Wielkiej Brytanii utworzono kolejny polski Dywizjon Myśliwski – 316. „Warszawski”. Tadeusz Nowierski z początkiem marca rozpoczął w nim loty na samolotach Hurricane Mk I, a następnie przesiadł się na Mk II. Od 10 sierpnia 1941 dowodził jedną z eskadr dywizjonu.

Z początkiem stycznia 1942 awansowany do stopnia kapitana, objął dowództwo 308. dywizjonu "Krakowskiego". Dywizjon wyposażony był w Spitfiry. Początkowo były to Mk II, a następnie przezbrojono go na nowszą wersję – Mk V.

Spitfire Mk V. To właśnie Spitfiry Nowierski darzył szczególnym upodobaniem, mawiając o nich - „latające Rolls Royce'y” - pomimo użytkowania w późniejszym okresie wojny szybkich Mustangów, a nawet dysponowania osobistym samolotem tego typu / Zdjęcie: http://photo.net

Od 5 maja 1942 Tadeusz Nowierski pełnił funkcję zastępcy dowódcy 1 Polskiego Skrzydła Myśliwskiego (w skład którego wchodził m.in jego dotychczasowy dywizjon 308.).
19 sierpnia 1942, podczas desantu pod Dieppe (operacja Jubilee) dwukrotnie poprowadził Skrzydło nad Francję uszkadzając w walkach dwa Dorniery Do 217.
1 grudnia 1942 odszedł do sztabu 11 Grupy Myśliwskiej, w której pełnił funkcję polskiego oficera łącznikowego.
15 lutego 1943 przeniesiono Nowierskiego do 58 OTU na stanowisko instruktora pilotażu.
Po kolejnym awansie, już w stopniu majora, 20 czerwca 1943 objął dowództwo 2 Polskiego Skrzydła Myśliwskiego, a od października 1943 dowodził 133 Polowym Portem Lotniczym.
Od 12 lipca 1944 do 17 lutego 1945 zajmował stanowisko dowódcy operacyjnego 133 Polskiego Skrzydła Myśliwskiego. W tym okresie, latając na samolocie P-51 Mustang, dopisał jeszcze jedno szczególne zwycięstwo - latającą bombę V-1.

W jednostkach RAF panował zwyczaj, że piloci myśliwscy w stopniu Wing Commandera i wyższym mogli oznaczać swoje maszyny dowolnymi literami. Wśród polskich dowódców 133 Skrzydła Myśliwskiego popularnym stało się malowanie na samolotach inicjałów pilotów. Kolejno zwyczaj ten kultywowali kpt. Stanisław Skalski, mjr Jan Zumbach, ppłk Tadeusz Nowierski, ppłk Tadeusz Rolski oraz mjr Walerian Żak.
Od 10 października 1944 do 17 lutego 1945 ppłk Tadeusz Nowierski pełnił funkcję dowódcy polowego portu lotniczego i jego Mustang (numer seryjny HB886) posiadał oznaczenie TN oraz proporczyk Group Capitain. Na samolocie nie namalowano ani jego zwycięstw nad samolotami wroga ani zestrzelenia V-1 /Zdjęcia: Wikipedia

W lutym 1945 Nowierski ukończył kurs sztabowy w USA i po powrocie objął  stanowisko komendanta stacji RAF w Dunholme Lodge.  Po rozwiązaniu Polskich Sił Powietrznych w 1947, jak większość polskich lotników, szukał sobie miejsca w życiu. Część byłych pilotów pozostała w Anglii, cześć wyjechała do Kanady, Stanów Zjednoczonych, a nawet do Australii i Afryki Południowej. Nowierski podjął decyzję, że jego miejsce jest w Polsce. Zamieszkał w Poznaniu i rozpoczął pracę jako... taksówkarz. W czerwcu 1948 został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa pod zarzutem szpiegostwa i działania na szkodę kraju. Obsesyjne i wyimaginowane zarzuty miały związek ze sprawą Władysława Śliwińskiego, byłego pilota 316. Dywizjonu, któremu postawiono w Polsce Ludowej zarzut szpiegostwa na rzecz Anglii i Stanów Zjednoczonych (ppłk. Śliwińskiego skazano na karę śmierci, którą wykonano w 1951). Przy tej „okazji” aresztowano wówczas wielu byłych pilotów PSP.

Tak wspomina aresztowanie jeden z nich, Władysław Kamiński:
Każdy bowiem znajomy Śliwińskiego był podejrzany. Aresztowano zresztą nie tylko tych, co wpadli do kotła (przyp. autora: zasadzka UB w mieszkaniu p. Śliwińskich). Do sprawy Śliwińskiego aresztowano kilkunastu oficerów Polskiego Lotnictwa na Zachodzie. Zdejmowano ich z całego kraju. Ja sam na Dziesiątce bądź na Ogólniaku zetknąłem się z pięcioma: ppłk Tadeusz Nowierski (z Krakowa), kpt. Jan Pacholczyk (z Warszawy), kpt. Władysław Kamiński (z Poznania), kpt. Zdzisław Radomski (z Poznania), no i mjr Stanisław Skalski (z Warszawy).

Aresztowanych osadzono w słynnym X pawilonie więzienia mokotowskiego przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Nowierski, podobnie jak pozostali, był przez ponad dwa lata okrutnie bity, torturowany, znieważany.

Fragment opowiadań Stanisława Skalskiego:
...na Koszykowej stanąłem przed obliczem samego płk. Różańskiego.
- Nie róbcie zdziwionej miny, wiemy, że jesteście rezydentem wywiadu amerykańskiego. Dla waszego dobra radzę wam mówić prawdę. My umiemy szczerość docenić ...
Z miejsca zaczął mnie wypytywać o jakiegoś płk. z MBP, Artura Jastrzębskiego. Jak się później zorientowałem, podejrzewano go, iż jest moją wtyczką w MBP. Wtedy odpowiedziałem, że owszem znam go służbowo, ale żadnych kontaktów z nim nie utrzymuję, bo dla mnie pułkownicy MBP, to nie oficerowie. Usłyszałem: "Ty skurwysynu, jeszcze się przekonasz, kto tu oficer".
I rzeczywiście przekonywali mnie ... Pięścią, kopniakami, drutem po nogach, stójkami, karcerem. Na zmianę, przez kilka miesięcy, z przerwami na odzyskanie sił. Ciągle jedno i to samo: mówcie o swojej działalności szpiegowskiej, kto z oficerów dostarczał wam informacje, komu je przekazywaliście ... Już nie miałem siły zaprzeczać. Raz pamiętam, na jedno z takich pytań odpowiedziałem najspokojniej w świecie: pocałujcie mnie w dupę... Pocałowali mnie kopniakami, ale na jakiś czas miałem spokój.
... Trudno w to uwierzyć, ale w ciągu tego wielomiesięcznego śledztwa najbardziej chyba oberwałem za dowcip. Tak, z powodu najzwyczajniejszego w świecie dowcipu. W toku rewizji zabrano mi m.in. mój notes, mały niebieski notesik, jeszcze z Anglii. Na jednej ze stron, w części "notatki osobiste" zapisałem trzy słowa, a ściślej imiona: Lars, Larsen, Larsoden. Boże, jakie ja za te imiona dostałem lanie. "Gadaj jacy to agenci? Kto się za tymi pseudonimami kryje?". Tłumaczyłem, że to dowcip. Wyjaśniłem, na czym polega. Otóż do Czechosłowacji przyjechało 3 Szwedów: Lars, Larsen, Larsoden. Zakochali się w trzech uroczych Czeszkach i postanowili zostać. Żeby im się swobodniej w nowej ojczyźnie żyło, umyślili zmienić nazwiska. Poszli z tym do urzędnika stanu cywilnego. Ten: po co wam zmieniać, wystarczy czytać odwrotnie, od tyłu i będzie rdzennie po czesku. Jak to? Proste. Ty jesteś Lars będziesz Sral, ty Larsen -  Nesral, ty Larsoden - Nedosral. Bardzo mi się ów dowcip podobał i żeby go nie zapomnieć, zapisałem imiona. A mój śledczy swoje: "Gadaj, skurwysynu, co to za agenci" i w mordę ..  
Rozprawa miała miejsce po dwóch latach w więzieniu, w celi, na kiblu - nazwa stąd, że oskarżony z braku miejsca często siedział w rogu celi, właśnie na kiblu. 
... Pamiętam, był akurat Wielki Piątek - mówił Skalski. - Jak mnie wywoływali z celi, akurat oddziałowy wydawał obiad. Zdążyłem go wziąć, ale nie zdążyłem zjeść. "Prędzej, prędzej", ponaglał strażnik. Nawet nie wiedziałem, że idę na swój proces. Wróciłem, to jeszcze zupa była ciepława. Dokończyłem jeść. Ile więc mógł trwać cały proces - pół godziny maksimum. Sądził mnie mjr Widaj. Do niczego w śledztwie, jak i na rozprawie się nie przyznałem. Jedyny świadek, jakiego wezwano -Władysław Śliwiński - też zaprzeczył abym przekazywał mu jakieś wiadomości lub orientował się w jego szpiegowskiej działalności...  
Mimo to ogłoszony wyrok brzmiał: "Sąd Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej uznaje Stanisława Skalskiego, byłego majora WP, za winnego działalności szpiegowskiej na rzecz Anglii i St. Zjednoczonych i za to skazuje go na karę śmierci...

Tadeusza Nowierskiego wypuszczono z więzienia w 1950, odstępując od najcięższych zarzutów. Jednak pełną rehabilitacją został objęty dopiero jesienią 1956.
Po "śledztwie" Nowierski był człowiekiem zrujnowanym psychicznie i fizycznie. Niebawem jednak zakupił starą limuzynę Opel Olympia i jako taksówkarz ponownie zaczął wozić pasażerów, tym razem po stolicy. Kilka lat później otworzył warsztat ślusarski, będący do śmierci jego jedynym źródłem utrzymania.
Tadeusz Nowierski zmarł na zawał serca 2 kwietnia 1983 w Warszawie nie doczekawszy prawdziwie niepodległej ojczyzny. Pochowany został na Cmentarzu Powązkowskim (kw. 274).

Tadeusz Nowierski został odznaczony :

  • Srebrnym Krzyżem Virtuti Militari (nr 9048),
  • Krzyżem Walecznych i Distinguished Flying Cross (czterokrotnie).

____________________________

 

Do dzisiaj, niestety, w  brytyjskich mediach często zapomina się o polskich bohaterach.
I pomimo słynnych słów Winstona Churchilla (Nigdy w dziedzinie ludzkich konfliktów tak wielu nie zawdzięczało tak wiele tak nielicznym), wyrytych na pomniku-monumencie w Londynie tuż przy Tamizie, brytyjskie media coraz rzadziej wspominają o udziale i roli, jaką odegrali polscy piloci w Bitwie o Anglię, a niektóre tamtejsze organizacje i partie polityczne - dla partykularnych interesów - wręcz wymazują ten udział z wojennej historii Zjednoczonego Królestwa.

Kampania brytyjskiej prawicowej partii politycznej BNP (British National Party). BNP  przeciwna Unii Eropejskiej, której jednym z haseł jest odsyłanie Polaków do Polski, w skutek nieznajomości własnej historii posługiwała się plakatem z wizerunkiem Spitfire z 303 Dywizjonu Kościuszkowskiego. Nawet poseł Izby Gmin John Hemming skomentował ten fakt: "BNP (...) swoją kampanię wyborczą do PE firmuje wizerunkiem polskiego samolotu. To absurdalne, by posługiwać się nim dla obrony angielskości i brytyjskości".

Natomiast w kontekście epilogu do niegdysiejszej lektury szkolnej - książki Dywizjon 303 Arkadego Fiedlera, należy z przykrością stwierdzić, że i my Polacy sami często zapominamy o tych wspaniałych pilotach.

Ogarnia mnie żal, że nasi "południowi bracia" potrafili nakręcić film fabularny o swoich lotnikach-bohaterach i ich udziale w tej przełomowej dla historii bitwie:

 

Nas nigdy nie było na to stać!.

Dlatego moim małym hołdem, malutkim pomnikiem niech będzie ten model Spitfire'a - model samolotu, na którym Tadeusz Nowierski 13 sierpnia 1940 pokonał kolejne dwa samoloty z czarnymi krzyżami zadufanej w sobie w owym czasie hitlerowskiej Luftwaffe!

 

 

 

(model Spitfire Mk. Ia oraz jego zdjęcia wykonał: Jarosław Geniusz)

Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.